W drzwiach stał Luhan z kamienną twarzą wpatrzony w
Sehuna. Mimo iż jego twarz nie wyraża żadnych emocji, w oczach gościł smutek,
żal, rozdarcie…
Nie mogę dłużej patrzyć na jego smutną buźkę, więc idę do
sypialni zarzucam nie siebie jakieś ubrania i wychodzę zostawiając ich samych w
mieszkaniu. Nie dość, że cały dzień będę się nudzić, to jeszcze nie mogę się
wylegiwać przed telewizorem.
No ale czego się nie robi dla… przyjaciół? Nie ma to jak
przyjaźń po miesiącu znajomości. Czyżby przeznaczenie?
Już po dziesięciu minutach marszu jestem na jakimś placu
zabaw , zrezygnowana siadam na huśtawce. Co ja teraz będę cały dzień robić? Co
prawda mam iść do pracy ale jeszcze nie teraz i pewnie nie pójdę jeśli im nie
przejdzie…
Spoglądam na przejrzyste niebieskie niebo, tylko
niektórych miejscach przesiane białymi obłokami. Jak na zimę to strasznie tu
ciepło… Po chwili zaczyna dzwonić telefon. Spoglądam na wyświetlacz przy okazji
widząc, ze jest już po 10:00 i odbieram połączenie.
- Cześć, tutaj Tao – słyszę po drugiej stronie.
- Cześć! – odpowiadam, a humor momentalnie mi się
poprawia.
- Ym… Mam pytanie… - zaczyna nieśmiało.
- Śmiało! O co chodzi?
- Nie wiesz Mozę co z Lulu i Sehunem? – pyta szybko, jak
gdybym miała za niego na to nakrzyczeć.
Tak właściwie właśnie okupują moje mieszkanie, a ja
błąkam się po Seulu… - informuję smutnym głosem.
- Naprawdę? – słyszę w jego głosie wyraźne, zdziwienie i
zadowolenie.
- Przyjdź do biura. Przyjechaliśmy rano z Luhanem i jak
na razie mamy wolne.
- Dostaliście wolne?! – tym razem to ja nie-dowierzam
słowom chłopaka.
- Musieliśmy… Zresztą wyjaśnię ci później… -ostatnie
słowa wypowiada jakby znudzony. – Jesteś daleko?
- Nie, zaraz będę
na miejscu. – oświadczam i idę powoli ulicą.
Przez cała tą dziesięciominutową „wędrówkę” rozmawiam z
chłopakiem. Wydaję się być jakiś przybity. Kiedy jednak pytam czy wszystko jest
w pożarku, twierdzi, ze nic się nie stało… Gdyby chciał powiedziałby… prawda?
Wchodzę do budynku, gdzie już na mnie czeka uśmiechnięta
od ucha, do ucha Panda. Podchodzi do mnie i od razu mocno przytula na
powitanie.
- Przesuń się kochasiu, ja też chce się przytulić. –
słyszę zaraz przy uchu głos z Krisa, z którym nie zdążyłam się jeszcze
przywitać.
Odrywam się więc od Tao i przytulam każdego po kolei. Rozmawiamy
chwilę, chłopcy wypytują o Luhana i Sehuna, ale stwierdzam, że jeśli będą
chcieli to sami im opowiedzą.
- Amanda ma rację… - przyznaje SuHo. Nie powinniśmy się
wtrącać, najważniejsze, żeby się pogodzili.
Przytakujemy zgodnie i zapada cisza, każdy myśli o czym
innym.
Moją głowę ciągle zaprzątają słowa Krisa… o co mu
chodziło, z tym kochasiem… Pewnie.. Nie! To niemożliwe! Mój mózg chyba ma
zamiar zabawiać się moim kosztem całe życie. To, że sama przed sobą
stwierdziłam, że nic już nie czuję do Arona, nic nie znaczy. Nie musze od razu kogoś mieć. Tak po za tym,
Tao wyraźnie ucieszył się kiedy powiedziałam, że nie traktuję go w ten sposób.
Albo udawał…
- Idziemy coś zjeść? - słyszę tuż przy uchu co wywołuje u
mnie dreszcze.
- Um. – tylko na tyle mnie stać w tej chwili.
Kątem oka widzę podejrzliwy wzrok Krisa. O co temu
chłopakowi chodzi?
Już po chwili czuję jak ktoś łapię mnie za rękę i ciągnie
na zewnątrz. Idziemy tak chwilę, aż wreszcie wchodzimy do małej kawiarni, która
wyglądem zupełnie nie pasuje do reszty Seulu. Wygląda jak gdyby stała tu od
wieków a dookoła niej zostało wybudowane całe miasto. Uśmiecham się delikatnie
widząc to wszystko i po chwili zajmuję stolik. Prawie jak u cioci… Tak
przytulnie.
- Kiedy jedziecie? – pytam ochrypłym głosem patrząc na obrazy,
powieszone na ścianach dookoła.
- Jutro rano prawdopodobnie. – oznajmia cicho. – Zjemy
coś? – słysząc jeo pytanie niemal wybucham śmiechem.
- Nie posiedzimy tu trochę, a potem wyjdziemy. –
oświadczam głosem, w którym wyraźnie słychać sarkazm, jednak chłopak do końca
waha się czy mówię szczerze. – Żartowałam.
- Uff… już myślałem, że ty tak serio… - śmieje się, a ja
spoglądam mu w oczy…
NIE. Te oczy. Czarne węgielki nawiedzające mnie co noc w
snach. Za co? Znów to cholerne uczucie, przez które nie mogę się ruszyć, tylko
tym razem nie chcę uciekać. Te oczy nie są straszne, w tych snach też nie były.
Są raczej zaniepokojone i… smutne?
- Yuta? Wszystko w porządku? – pyta cicho, łącząc powoli
nasze dłonie razem.
- Ta-tak… tylko coś sobie przypomniałam… już dobrze. –
uśmiecham się do niego sygnalizując, ze naprawdę „jest dobrze”.
- To co zjemy? –pyta po raz kolejny.
- Um… nie znam się, ty cos wybierz. – korzystając z
okazji wyswobadzam, rękę z ucisku.
Jemy w spokoju i ciszy. Czasem tylko, ktoś coś powie. Nie
dość, zę tyle się dzieje to teraz będą prześladować mnie te piekielne oczy,
które nie dają mi spać. Muszę przestać… przecież to, ze on bardzo często mi się
śni jeszcze nic nie znaczy, prawda? Mózgu dlaczego mi to znowu robisz?
Wzdycham w końcu, i odkładam pałeczki, na miejsce obok
talerza. Postanawiam popatrzeć jak je Tao. Od niedawna blond kosmyki opadają mu
delikatnie na czoło. Podobają mi się jego włosy. Dobra no cały mi się podoba.
Ale tylko z wyglądu! Chociaż nie z charakteru też jest super, mimo, ze czasem
zachowuje się jak rozchwiana emocjonalnie nastolatka. Kurde! Tak czy siak, on
nie podoba mi się w ten sposób!
- Yutaa… - dopiero teraz zauważam , ze chłopak już od
dawna nie je. – Przerażasz mnie kiedy tak patrzysz.
- C-co?! – krztuszę się herbatą, którą akurat piję.
- Nie, nic… - śmieje się pod nosem, patrząc na mnie jak
ojciec na dziecko, które popełniło jakiś głupi błąd. – Już skończyłaś? – pyta.
- Tak, w sumie musze już iść, mam gitarę w domu, a za pół
godziny lekcję. – odpowiadam smutna, wiedząc, ze jeśli zaraz nie wyjdę to się
spóźnię.
- A nie miałaś mieć dziś wolnego?
- Tak miałam, ale wujek i menager „K” zarządzili, ze
skoro już tu jesteście to zrobię lekcję z Luhanem i Sehunem razem. Mam tylko
nadzieję, ze się pogodzą, bo sobie nie poradzę.
– ostatnie zdanie wypowiadam tak cicho, że tylko ja je słyszę i zakładam
płaszcz.
- Pójdę z tobą i tak chyba idziesz obok biura. – z
westchnieniem podnosi się z miejsca i podchodzimy do kasy.
Chcę zapłacić za siebie, ale chłopak nie pozwala mi nawet
wyciągnąć portfela z torebki.
Wychodzimy z kawiarni, do której wrócę jeszcze wiele
razy. Rozglądam się dookoła, nagle zaczyna dzwonić mój telefon, którego jak
zawsze nie mogę znaleźć. Kiedy trzymam go już w ręce na wyświetlaczu widzę
uśmiechniętą buzię Luhana, co oznacza, ze to chłopak dzwoni. Szybko odbieram
ciekawa czy wszystko się ułożyło.
- Słucham? – mówię i czuję jak ktoś chwyta mnie za rękę i
ciągnie w stronę przejścia dla pieszych.
- Cześć! – słyszę po drugiej stronie głos Sehuna.
- Cześć Hunnie! Chciałeś
coś? – pytam uśmiechając się na dx wiek jego wesołego głosu.
- Tak! Sprawiliśmy ci dużo kłopotu, wiec wziąłem twoją
gitarę do firmy, możesz przyjść od razu tutaj! Mieszkanie zamknęliśmy to znaczy
ten… najpierw pożyczyliśmy sobie coś do zjedzenia mam nadzieję, ze się nie
gniewasz… - ostatnie zdanie wypowiada jak dziecko, które boi się, że mam na nie
nakrzyczy.
- Spokojnie nic się nie dzieje. Dziękuję, ze wziąłeś tą
gitarę bo znając życie to bym się spóźniła. – uspokajam chłopaka.
Rozłączam się i patrzę niepewnie na rękę Pandy splecioną,
razem z moją w uścisku. Jednak nic tym
nie robię, ponieważ ciepło jakie bije od chłopaka jest bardzo miłe.
- Tao… Tak właściwie jak to jest, ze latacie tam i z
powrotem samolotami, ja zresztą też. Przecież to się zupełnie nie opłaca. – oświadczam nagle czując, ze powinnam
przerwać tą cisze.
- Ymm… Tak właściwie, loty mamy prawie za darmo, bo
reklamujemy te linie lotnicze. – informuje i dodaje cicho – Zresztą tak jak
wszystko dookoła.
- A więc to tak… - wzdycham
Cisza. Dlaczego to, ze ktoś trzyma mnie za rękę wywołuje
u mnie takie emocje i palpitacje serca? Co gorsza mój mózg postanowił pomyśleć
o naprawdę dziwnych rzeczach. Musze się ogarnąć i zacząć rozmowę, bo zaraz
ucieknę gdzieś daleko i zakopie się trzy metry pod ziemią.
- Em… Szybko się w sumie pogodzili… - brawo Amanda bardzo
kreatywne.
- Oni tak zawsze… dobrze, ze pomogłaś, bo by się pewnie
kłócili aż zespół by się rozpadł, albo ktoś w końcu zareagował. A ja wtedy
zapewne wylądowałbym na ulicy, musiałbym walczyć o jedzenie… - zaczął swój
wywód, ale przerwałam mu czując, ze ma się na dłuższą przemowę.
- Dobra, dobra. Odwdzięczysz mi się kiedyś za to, zę nie
wylądowałeś na ulicy. – śmieje się patrząc w oczy chłopaka.
- Na pewno… Jesteśmy! – woła wesoło.
- O nareszcie… - oddycham z ulgą i zerkam instynktownie
na nasze splecione place.
Chłopak jednak nie ma zamiaru mnie puścić. Wręcz wciąga
mnie za sobą do środka. Na szczęście w hallu nikogo nie ma , wiec obeszło się
bez głupich docinek.
- Ym… ja już musze iść. – mówię cicho.
- To cześć. – odpowiada podobnym tonem i delikatnie
puszcza moja dłoń.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~`
Przepraszam. Wena powróciła i za tydzień będzie kolejny rozdział. Przepraszam za błędy i proszę jeśli czytacie, to komentujcie, krytykujcie, i co tylko chcecie, ale zostawcie po sobie ślad. Dziękuję za wszystkie rady ^m^
Rozdział ciekawy, za mało Lulu i Sehuna :D
OdpowiedzUsuńCzekam z cierpliwością na następny rozdział.
Weny, Hwaiting!
Nie sądzę żeby w kulturze Korei czy Chin witano się przytulając więc trochę dla mnie to było dziwnie ale ogólnie rozdział bardzo fajny. Trochę długo się czekało ale z weną już tak jest. Lepiej poczekać i przeczytać coś lepszego niż przeczytać coś napisane od tak ^^
OdpowiedzUsuńSuper ^^
OdpowiedzUsuńCzekam na następny rozdział :)
Jeju jak się cięszę, że już wróciłaś... Tak się nie mogłam doczekać następnych rozdziałów ^.^
OdpowiedzUsuńJuż się nie mogę doczekać 8 rozdziału :D
Można powiedzieć, że wciągnąłem wszystko od razu... Jeszcze nigdy mi się nie zdarzyło by opowiadanie zaciekawiło mnie na tyle by w przeciągu jednego dnia przeczytać całe ^^" W każdym razie gratuluje :)
OdpowiedzUsuńBędę obserwował bloga
Powodzenia Autorko~
Również się cieszę, że wena wróciła ;) Także czekam na wiecej Lulu i Sehuna ^^
OdpowiedzUsuńTrzymam kciuki abyś trzymała ten poziom co do tej pory :D