sobota, 29 marca 2014

Rozdział 7 "Piekielne Oczy"

W drzwiach stał Luhan z kamienną twarzą wpatrzony w Sehuna. Mimo iż jego twarz nie wyraża żadnych emocji, w oczach gościł smutek, żal, rozdarcie…
Nie mogę dłużej patrzyć na jego smutną buźkę, więc idę do sypialni zarzucam nie siebie jakieś ubrania i wychodzę zostawiając ich samych w mieszkaniu. Nie dość, że cały dzień będę się nudzić, to jeszcze nie mogę się wylegiwać przed telewizorem.
No ale czego się nie robi dla… przyjaciół? Nie ma to jak przyjaźń po miesiącu znajomości. Czyżby przeznaczenie?
Już po dziesięciu minutach marszu jestem na jakimś placu zabaw , zrezygnowana siadam na huśtawce. Co ja teraz będę cały dzień robić? Co prawda mam iść do pracy ale jeszcze nie teraz i pewnie nie pójdę jeśli im nie przejdzie…
Spoglądam na przejrzyste niebieskie niebo, tylko niektórych miejscach przesiane białymi obłokami. Jak na zimę to strasznie tu ciepło… Po chwili zaczyna dzwonić telefon. Spoglądam na wyświetlacz przy okazji widząc, ze jest już po 10:00 i odbieram połączenie.
- Cześć, tutaj Tao – słyszę po drugiej stronie.
- Cześć! – odpowiadam, a humor momentalnie mi się poprawia.
- Ym… Mam pytanie… - zaczyna nieśmiało.
- Śmiało! O co chodzi?
- Nie wiesz Mozę co z Lulu i Sehunem? – pyta szybko, jak gdybym miała za niego na to nakrzyczeć.
Tak właściwie właśnie okupują moje mieszkanie, a ja błąkam się po Seulu… - informuję smutnym głosem.
- Naprawdę? – słyszę w jego głosie wyraźne, zdziwienie i zadowolenie.
- Przyjdź do biura. Przyjechaliśmy rano z Luhanem i jak na razie mamy wolne.
- Dostaliście wolne?! – tym razem to ja nie-dowierzam słowom chłopaka.
- Musieliśmy… Zresztą wyjaśnię ci później… -ostatnie słowa wypowiada jakby znudzony. – Jesteś daleko?
 - Nie, zaraz będę na miejscu. – oświadczam i idę powoli ulicą.
Przez cała tą dziesięciominutową „wędrówkę” rozmawiam z chłopakiem. Wydaję się być jakiś przybity. Kiedy jednak pytam czy wszystko jest w pożarku, twierdzi, ze nic się nie stało… Gdyby chciał powiedziałby… prawda?
Wchodzę do budynku, gdzie już na mnie czeka uśmiechnięta od ucha, do ucha Panda. Podchodzi do mnie i od razu mocno przytula na powitanie.
- Przesuń się kochasiu, ja też chce się przytulić. – słyszę zaraz przy uchu głos z Krisa, z którym nie zdążyłam się jeszcze przywitać.
Odrywam się więc od Tao i przytulam każdego po kolei. Rozmawiamy chwilę, chłopcy wypytują o Luhana i Sehuna, ale stwierdzam, że jeśli będą chcieli to sami im opowiedzą.
- Amanda ma rację… - przyznaje SuHo. Nie powinniśmy się wtrącać, najważniejsze, żeby się pogodzili.
Przytakujemy zgodnie i zapada cisza, każdy myśli o czym innym.
Moją głowę ciągle zaprzątają słowa Krisa… o co mu chodziło, z tym kochasiem… Pewnie.. Nie! To niemożliwe! Mój mózg chyba ma zamiar zabawiać się moim kosztem całe życie. To, że sama przed sobą stwierdziłam, że nic już nie czuję do Arona, nic nie znaczy.  Nie musze od razu kogoś mieć. Tak po za tym, Tao wyraźnie ucieszył się kiedy powiedziałam, że nie traktuję go w ten sposób. Albo udawał…
- Idziemy coś zjeść? - słyszę tuż przy uchu co wywołuje u mnie dreszcze.
- Um. – tylko na tyle mnie stać w tej chwili.
Kątem oka widzę podejrzliwy wzrok Krisa. O co temu chłopakowi chodzi?
Już po chwili czuję jak ktoś łapię mnie za rękę i ciągnie na zewnątrz. Idziemy tak chwilę, aż wreszcie wchodzimy do małej kawiarni, która wyglądem zupełnie nie pasuje do reszty Seulu. Wygląda jak gdyby stała tu od wieków a dookoła niej zostało wybudowane całe miasto. Uśmiecham się delikatnie widząc to wszystko i po chwili zajmuję stolik. Prawie jak u cioci… Tak przytulnie.
- Kiedy jedziecie? – pytam ochrypłym głosem patrząc na obrazy, powieszone na ścianach dookoła.
- Jutro rano prawdopodobnie. – oznajmia cicho. – Zjemy coś? – słysząc jeo pytanie niemal wybucham śmiechem.
- Nie posiedzimy tu trochę, a potem wyjdziemy. – oświadczam głosem, w którym wyraźnie słychać sarkazm, jednak chłopak do końca waha się czy mówię szczerze. – Żartowałam.
- Uff… już myślałem, że ty tak serio… - śmieje się, a ja spoglądam mu w oczy…
NIE. Te oczy. Czarne węgielki nawiedzające mnie co noc w snach. Za co? Znów to cholerne uczucie, przez które nie mogę się ruszyć, tylko tym razem nie chcę uciekać. Te oczy nie są straszne, w tych snach też nie były. Są raczej zaniepokojone i… smutne?
- Yuta? Wszystko w porządku? – pyta cicho, łącząc powoli nasze dłonie razem.
- Ta-tak… tylko coś sobie przypomniałam… już dobrze. – uśmiecham się do niego sygnalizując, ze naprawdę „jest dobrze”.
- To co zjemy? –pyta po raz kolejny.
- Um… nie znam się, ty cos wybierz. – korzystając z okazji wyswobadzam, rękę z ucisku.
Jemy w spokoju i ciszy. Czasem tylko, ktoś coś powie. Nie dość, zę tyle się dzieje to teraz będą prześladować mnie te piekielne oczy, które nie dają mi spać. Muszę przestać… przecież to, ze on bardzo często mi się śni jeszcze nic nie znaczy, prawda? Mózgu dlaczego mi to znowu robisz?
Wzdycham w końcu, i odkładam pałeczki, na miejsce obok talerza. Postanawiam popatrzeć jak je Tao. Od niedawna blond kosmyki opadają mu delikatnie na czoło. Podobają mi się jego włosy. Dobra no cały mi się podoba. Ale tylko z wyglądu! Chociaż nie z charakteru też jest super, mimo, ze czasem zachowuje się jak rozchwiana emocjonalnie nastolatka. Kurde! Tak czy siak, on nie podoba mi się w ten sposób!
- Yutaa… - dopiero teraz zauważam , ze chłopak już od dawna nie je. – Przerażasz mnie kiedy tak patrzysz.
- C-co?! – krztuszę się herbatą, którą akurat piję.
- Nie, nic… - śmieje się pod nosem, patrząc na mnie jak ojciec na dziecko, które popełniło jakiś głupi błąd. – Już skończyłaś? – pyta.
- Tak, w sumie musze już iść, mam gitarę w domu, a za pół godziny lekcję. – odpowiadam smutna, wiedząc, ze jeśli zaraz nie wyjdę to się spóźnię.
- A nie miałaś mieć dziś wolnego?
- Tak miałam, ale wujek i menager „K” zarządzili, ze skoro już tu jesteście to zrobię lekcję z Luhanem i Sehunem razem. Mam tylko nadzieję, ze się pogodzą, bo sobie nie poradzę.  – ostatnie zdanie wypowiadam tak cicho, że tylko ja je słyszę i zakładam płaszcz.
- Pójdę z tobą i tak chyba idziesz obok biura. – z westchnieniem podnosi się z miejsca i podchodzimy do kasy.
Chcę zapłacić za siebie, ale chłopak nie pozwala mi nawet wyciągnąć portfela z torebki.
Wychodzimy z kawiarni, do której wrócę jeszcze wiele razy. Rozglądam się dookoła, nagle zaczyna dzwonić mój telefon, którego jak zawsze nie mogę znaleźć. Kiedy trzymam go już w ręce na wyświetlaczu widzę uśmiechniętą buzię Luhana, co oznacza, ze to chłopak dzwoni. Szybko odbieram ciekawa czy wszystko się ułożyło.
- Słucham? – mówię i czuję jak ktoś chwyta mnie za rękę i ciągnie w stronę przejścia dla pieszych.
- Cześć! – słyszę po drugiej stronie głos Sehuna.
- Cześć  Hunnie! Chciałeś coś? – pytam uśmiechając się na dx wiek jego wesołego głosu.
- Tak! Sprawiliśmy ci dużo kłopotu, wiec wziąłem twoją gitarę do firmy, możesz przyjść od razu tutaj! Mieszkanie zamknęliśmy to znaczy ten… najpierw pożyczyliśmy sobie coś do zjedzenia mam nadzieję, ze się nie gniewasz… - ostatnie zdanie wypowiada jak dziecko, które boi się, że mam na nie nakrzyczy.
- Spokojnie nic się nie dzieje. Dziękuję, ze wziąłeś tą gitarę bo znając życie to bym się spóźniła. – uspokajam chłopaka.
Rozłączam się i patrzę niepewnie na rękę Pandy splecioną, razem z moją w uścisku. Jednak nic  tym nie robię, ponieważ ciepło jakie bije od chłopaka jest bardzo miłe.
- Tao… Tak właściwie jak to jest, ze latacie tam i z powrotem samolotami, ja zresztą też. Przecież to się zupełnie nie opłaca.  – oświadczam nagle czując, ze powinnam przerwać tą cisze.
- Ymm… Tak właściwie, loty mamy prawie za darmo, bo reklamujemy te linie lotnicze. – informuje i dodaje cicho – Zresztą tak jak wszystko dookoła.
- A więc to tak… - wzdycham
Cisza. Dlaczego to, ze ktoś trzyma mnie za rękę wywołuje u mnie takie emocje i palpitacje serca? Co gorsza mój mózg postanowił pomyśleć o naprawdę dziwnych rzeczach. Musze się ogarnąć i zacząć rozmowę, bo zaraz ucieknę gdzieś daleko i zakopie się trzy metry pod ziemią.
- Em… Szybko się w sumie pogodzili… - brawo Amanda bardzo kreatywne.
- Oni tak zawsze… dobrze, ze pomogłaś, bo by się pewnie kłócili aż zespół by się rozpadł, albo ktoś w końcu zareagował. A ja wtedy zapewne wylądowałbym na ulicy, musiałbym walczyć o jedzenie… - zaczął swój wywód, ale przerwałam mu czując, ze ma się na dłuższą przemowę.
- Dobra, dobra. Odwdzięczysz mi się kiedyś za to, zę nie wylądowałeś na ulicy. – śmieje się patrząc w oczy  chłopaka.
- Na pewno… Jesteśmy! – woła wesoło.
- O nareszcie… - oddycham z ulgą i zerkam instynktownie na nasze splecione place.
Chłopak jednak nie ma zamiaru mnie puścić. Wręcz wciąga mnie za sobą do środka. Na szczęście w hallu nikogo nie ma , wiec obeszło się bez głupich docinek.
- Ym… ja już musze iść. – mówię cicho.

- To cześć. – odpowiada podobnym tonem i delikatnie puszcza moja dłoń. 

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~`

Przepraszam. Wena powróciła i za tydzień będzie kolejny rozdział. Przepraszam za błędy i proszę jeśli czytacie, to komentujcie, krytykujcie, i co tylko chcecie, ale zostawcie po sobie ślad. Dziękuję za wszystkie rady ^m^

6 komentarzy:

  1. Rozdział ciekawy, za mało Lulu i Sehuna :D
    Czekam z cierpliwością na następny rozdział.
    Weny, Hwaiting!

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie sądzę żeby w kulturze Korei czy Chin witano się przytulając więc trochę dla mnie to było dziwnie ale ogólnie rozdział bardzo fajny. Trochę długo się czekało ale z weną już tak jest. Lepiej poczekać i przeczytać coś lepszego niż przeczytać coś napisane od tak ^^

    OdpowiedzUsuń
  3. Super ^^

    Czekam na następny rozdział :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Jeju jak się cięszę, że już wróciłaś... Tak się nie mogłam doczekać następnych rozdziałów ^.^
    Już się nie mogę doczekać 8 rozdziału :D

    OdpowiedzUsuń
  5. Można powiedzieć, że wciągnąłem wszystko od razu... Jeszcze nigdy mi się nie zdarzyło by opowiadanie zaciekawiło mnie na tyle by w przeciągu jednego dnia przeczytać całe ^^" W każdym razie gratuluje :)
    Będę obserwował bloga
    Powodzenia Autorko~

    OdpowiedzUsuń
  6. Również się cieszę, że wena wróciła ;) Także czekam na wiecej Lulu i Sehuna ^^
    Trzymam kciuki abyś trzymała ten poziom co do tej pory :D

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdy komentarz. To bardzo motywuje. ♥