niedziela, 2 marca 2014

Rozdział 6 "Mam jeszcze godzinę"

W domu jestem o trzynastej. Pakuję ostatnie rzeczy i czuję coraz większe zdenerwowanie. Nigdy nie lubiłam wysokości a samoloty to koszmar. Jeszcze na dodatek nie mogę za-jeść stresu, bo przegryzłam sobie policzek ze zdenerwowania. Ze zrezygnowaniem włączam laptopa i przeglądam Facebooka. Jak zawsze mnóstwo śmiesznych obrazków i nic poza tym.
Około godziny czternastej rozbrzmiewa dzwonek do drzwi. Oznacza to tylko jedno, została mi godzina. Wyłączam szybko stronę i idę do przedpokoju. Spoglądam jeszcze tylko przez wizjer i otwieram gościom.
- Cześć. – mówię do Luhana… i Tao, który z radością przekracza próg mojego mieszkania.
- O czym chciałeś porozmawiać?- pytam uśmiechając się delikatnie do chłopaka stojącego przede mną.
- Ym… Wolałbym raczej na osobności… A ten tu – mówi wskazując na Tao – uparł się, że przyjdzie ze mną.
- Nic się nie stało. Porozmawiamy u mnie w pokoju. – prowadzę chłopaka do mojej sypialni, zostawiając pandę samą w salonie.
- No wiec, co się stało? – pytam siadając na łóżku.
- No, bo ten… widzisz… Sehun jak tu był to zostawił bransoletkę… i ten… mogłabyś mu ją przekazać? Najlepiej tak, żeby nikt się o Ym nie dowiedział.
- Pewnie, ze przekaże! – odpowiadam mu wesoło. – I obiecuję, że nic nikomu nie pisnę.
Chłopak wdzięcznie mnie przytula i podaję kopertę, w której zapewne mieści się owa błyskotka. Wychodzimy i kierujemy się do salonu, gdzie Tao przez cały czas ogląda mój ulubiony serial Reckless Family. Chłopcy jeszcze tylko życzą mi udanego lotu i wchodzą.
Wszystkie bagaże przenoszę do przedpokoju, i z niecierpliwością czekam na przyjazd wujka. Tan pojawia się dopiero o 14:30.
Potem wszystko dzieję się jak dla mnie w zwolnionym tempie. W samolocie zostają koło mnie tylko ci najbardziej wytrwali a stewardessa musi mnie przez cały czas zabawiać rozmową, bo strasznie panikuję. Kiedy samolot, w końcu ląduje, wychodzę z pokładu, jako jedna z pierwszych osób.
Przed budynkiem już na mnie czeka manager EXO-K.
- Cześć! – rzucam już wesoło do mężczyzny, który wbrew pozorom, jest niewiele starszy ode mnie.
- Dzień Dobry… - odpowiada z lekkim uśmiechem na ustach.
- Mam teraz zajęcia? – pytam, kiedy mężczyzna próbuję złapać taksówkę.
- Tak, ale pojedziemy jeszcze do ciebie, do mieszkania.  – informuje – za to jutro masz wolne, chłopcy trenują cały dzień.
W mieszkaniu szybko idę wziąć prysznic, maluje się, robię niedbałego koka, i ubieram się.  Jest już po dwudziestej, ale się czuję po tej podróży. Pół godziny później jestem już po budynkiem SM. Kieruję się niemal natychmiast do naszego miejsca spotkań czyli Sali tanecznej. Tam zastaję już pogrążonego w myślach Sehuna.
- Uśmiechnął byś się czasem! – śmieje się, co wyrywa go z zamyślenia.
- Nie ma się z czego cieszyć… - szepce pod nosem – Ale to nie ważne. Nie miałem ostatnio czasu na ćwiczenie, wiec mogłem trochę zapomnieć.
- Nie ma sprawy. Mam coś dla ciebie. – oświadczam wyjmując kopertę z futerału i podając ją chłopakowi.
Tan niepewnie bierze ją do ręki i przygląda się jej dłuższą chwilę. Po tym czasie oddaje mi ją z powrotem.
- Możesz mu to oddać – mówi pewnie ale głos łamie mu się nieznacznie.
- Nie jestem tragarzem. Jeśli tego nie chcesz to sam mu to oddasz. – odpowiadam równie pewnie.
Przez cały czas chłopak jest podenerwowany i cichy. W sumie nawet nie reaguję na moje słowa.
- Sehun… - mówię w końcu bo nie potrafię wytrzymać  - Prawie się nie znamy, ale gdybyś chciał pogadać…
- Dziękuję, ale muszę sam to przemyśleć, odezwę się jak tylko będę czegoś potrzebował.  – informuje jeszcze i kończymy lekcję.
Szybko się zbieram jest już późno i dzwonię po taksówkę. Za jakieś dziesięć minut siedzę na kanapie z książką w ręku. Jednak nie ona zaprząta moje myśli.  Zdecydowanie zbyt bardzo przejmuję się dziwnym zachowaniem chłopaków. Mogłam w sumie zostać w Chinach i tak mam teraz dzień wolnego.
Tymczasem jestem w Seulu. Jeszcze bardziej obcym  niż Pekin. Na dodatek… wiem, że on tez tu jest. Niedaleko.  Wystarczy, że przez Chile zacznę o tym myśleć a od razu czuję rozdzierający od środka ból w okolicy serca. Powinnam już dawno zapomnieć. O nim… Gdyby on wtedy nie wyjechał… Nie byłoby mnie tu. Byłabym szczęśliwa w Los Angeles. W mieście aniołów. Moim mieście.
Aron. Jedyna osoba w całym wszechświecie, która mnie poznała. Wie czego się boję, co mnie cieszy, ile łyżeczek cukru sypię do herbaty, umie mnie pocieszyć, potrafi sprawić, ze przestaję płakać. A raczej potrafił… Już go nie ma, robi karierę w konkurencyjnej wytwórni. Tuż obok. Pewnie nawet nie pamięta, ze istnieje.
Zdecydowanie musimy wynaleźć maszynę wymazującą pamięć, coś jak w filmie „Faceci w Czerni”. Czas zacząć od nowa, już nie chce wracać do tego co było.  Pewnie jeśli bym go teraz zobaczyła, powiedziałabym „cześć i poszła dalej. Bo człowiek musi iść na przód i nie patrzeć za siebie. Inaczej nie będziemy prawdziwie szczęśliwi, a będziemy jedynie żyli z wspomnieniami szczęścia.
Przewracam się na drugi bok, odkładam książkę, na stolik i zasypiam spokojnie. Nadszedł czas, w którym pogodziłam się z przeszłością. Przytuliłam ja i powiedziałam, ze będę tęsknić.  Należało to zrobić już dawno temu.
Pierwszy raz od dłuższego czasu miałam bardzo przyjemny sen. Huśtałam się wysoko na dziecinnej huśtawce, w jednym z parków w Londynie. Jak małe dziecko śmiałam się głośno i cieszyłam chwilą.
It might seem crazy what I’m about to say Sunshine she’s here, you can take a break I’m a hot air balloon that could go to space With the air, like I don’t care baby by the way słyszę tuz przy uchu. To mój telefon. Odbieram szybko połączenie chcąc pozbyć się denerwującego dźwięku. Pewnie by mnie tak denerwował, gdyby nie to, że jest trzecia w nocy.
- Słucham.
- Amanda? Tutaj Sehun, przepraszam, że tak późno  , ale chciałem pogadać… - tłumaczy łamiącym się głosem chłopak.
- Ym? Tak przez telefon? O trzeciej nad ranem? – pytam.
- Tak właściwie to stoję pod drzwiami… - zaczyna nieśmiało – ALE JEŚLI NIE MASZ OCHOTY GADAĆ, TO JA PÓJDĘ!  - krzyczy tak głośno, ze zamiast słyszeć go w telefonie, słyszę  w korytarzu.
- Nie… Poczekaj… już idę.. aaa… - ziewam mocno i wstaję idąc do przedpokoju. Otwieram bez wahania i widzę zapłakanego blondyna.
- Ejj… coś się stało? – pytam wpuszczając go do środka.
Tan nie odpowiada tylko przytula mnie mocno i ciągle płacze. Zamykam drzwi nogą ni odrywając się od chłopaka. Stoimy tak dłuższa chwilę, chłopak cały czas łka i przechodzą go okropne dreszcze. Powtarzam tylko: „Już dobrze.” Starając się go uspokoić. W końcu się trochę uspokaja, dosuwa i przeciera łzy rękawem bluzy.
- Co się dzieje? -  pytam spokojnie po raz drugi, prowadząc go do salonu.
- Ja… ja pełniłem okropny błąd – szepce przez łzy.
- Wszyscy popełniamy błędy Sehun… powiedz co dokładnie się stało?
- Em… No ba… ja… no wiesz… Ja byłem… no i Luhan… no wiesz… - stara się mówić a jego policzki robią się coraz bardziej czerwone.
- Spokojnie mów dalej.
- Słysząc, że nie jestem jakimś homofonem, zaczyna dalej opowiadać.
- No i ja… powiedziałem mu, ze nie chce go więcej widzieć. Myślałem, ze to nie ma sensu. Oczywiście wcześniej pytałem o radę moich hyungów, oni twierdzili, że jestem głupi skoro chce tak postąpić. I teraz widzę, ze mieli rację. Tylko, że… my się prawie nie widujemy…
- Kiedy naprawdę się kogoś kocha, nic nie jest w stanie zniszczyć tej miłości. Nawet kilometry. – mówię bardziej do siebie niż do niego.
- Tylko co ja mogę teraz zrobić? Oddał mi bransoletkę, którą dałem mu rok temu a w liście napisał, że widocznie tak musi być i on nie będzie mnie do niczego zmuszał. Ja… ja nie mam pojęcia co teraz będzie. Bez niego nie potrafię normalnie funkcjonować.
Znów zaczyna płakać a ja tylko go przytulam. Nie mam pojęcia co zrobić, nie jestem zbyt doświadczona.

W końcu proponuję chłopakowi nocleg. Układam mu pościel na kanapie a sama idę do sypialni. Bez większych przemyśleń wykręcam numer do wujka i proszę go o pomoc. Ten na początku bardzo zaspany, w końcu zgadza się na wszystko. Około czwartej nad ranem zasypiam. Budzi mnie dopiero dzwonek. Szybko zeskakuję z łóżka i idę do drzwi, które już otworzył Sehun…

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~`

Przepraszam za literówki i błędy ;; Dziękuję za każdy komentarz to bardzo motywujące :) Staram się pisać często ale mam teraz dożo na głowie :)

3 komentarze:

  1. Jeju! Cudowne. Tak mi szkoda Sehuna... i komu otworzył drzwi? Ehhh.... i teraz będę siedziała i zastanawiała się.
    Rozdział wspaniały, nie zauważyłam jakoś dużo błędów, ale kilka literówek, jednak nie przeszkadzał y za bardzo w czytaniu.
    ~Pozdrawiam i życzę dużooo weny :3

    OdpowiedzUsuń
  2. słodko słodko słodko *O* Ciekawe o co dokładnie chodzi z Aronem.. :D
    P.S.
    Pisz szybko nowy rozdział!! :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie moge...hahaha to bylo genialne i tez zżera mnie ciekawosc co dalej, ale pisz na spokojnie ;)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdy komentarz. To bardzo motywuje. ♥