W domu jestem o trzynastej. Pakuję ostatnie rzeczy i
czuję coraz większe zdenerwowanie. Nigdy nie lubiłam wysokości a samoloty to
koszmar. Jeszcze na dodatek nie mogę za-jeść stresu, bo przegryzłam sobie
policzek ze zdenerwowania. Ze zrezygnowaniem włączam laptopa i przeglądam
Facebooka. Jak zawsze mnóstwo śmiesznych obrazków i nic poza tym.
Około godziny czternastej rozbrzmiewa dzwonek do drzwi.
Oznacza to tylko jedno, została mi godzina. Wyłączam szybko stronę i idę do
przedpokoju. Spoglądam jeszcze tylko przez wizjer i otwieram gościom.
- Cześć. – mówię do Luhana… i Tao, który z radością przekracza próg mojego mieszkania.
- O czym chciałeś porozmawiać?- pytam uśmiechając się delikatnie do chłopaka stojącego przede mną.
- Ym… Wolałbym raczej na osobności… A ten tu – mówi wskazując na Tao – uparł się, że przyjdzie ze mną.
- Nic się nie stało. Porozmawiamy u mnie w pokoju. – prowadzę chłopaka do mojej sypialni, zostawiając pandę samą w salonie.
- Cześć. – mówię do Luhana… i Tao, który z radością przekracza próg mojego mieszkania.
- O czym chciałeś porozmawiać?- pytam uśmiechając się delikatnie do chłopaka stojącego przede mną.
- Ym… Wolałbym raczej na osobności… A ten tu – mówi wskazując na Tao – uparł się, że przyjdzie ze mną.
- Nic się nie stało. Porozmawiamy u mnie w pokoju. – prowadzę chłopaka do mojej sypialni, zostawiając pandę samą w salonie.
- No wiec, co się stało? – pytam siadając na łóżku.
- No, bo ten… widzisz… Sehun jak tu był to zostawił
bransoletkę… i ten… mogłabyś mu ją przekazać? Najlepiej tak, żeby nikt się o Ym
nie dowiedział.
- Pewnie, ze przekaże! – odpowiadam mu wesoło. – I
obiecuję, że nic nikomu nie pisnę.
Chłopak wdzięcznie mnie przytula i podaję kopertę, w
której zapewne mieści się owa błyskotka. Wychodzimy i kierujemy się do salonu,
gdzie Tao przez cały czas ogląda mój ulubiony serial Reckless Family. Chłopcy
jeszcze tylko życzą mi udanego lotu i wchodzą.
Wszystkie bagaże przenoszę do przedpokoju, i z
niecierpliwością czekam na przyjazd wujka. Tan pojawia się dopiero o 14:30.
Potem wszystko dzieję się jak dla mnie w zwolnionym tempie. W samolocie zostają koło mnie tylko ci najbardziej wytrwali a stewardessa musi mnie przez cały czas zabawiać rozmową, bo strasznie panikuję. Kiedy samolot, w końcu ląduje, wychodzę z pokładu, jako jedna z pierwszych osób.
Potem wszystko dzieję się jak dla mnie w zwolnionym tempie. W samolocie zostają koło mnie tylko ci najbardziej wytrwali a stewardessa musi mnie przez cały czas zabawiać rozmową, bo strasznie panikuję. Kiedy samolot, w końcu ląduje, wychodzę z pokładu, jako jedna z pierwszych osób.
Przed budynkiem już na mnie czeka manager EXO-K.
- Cześć! – rzucam już wesoło do mężczyzny, który wbrew pozorom, jest niewiele starszy ode mnie.
- Cześć! – rzucam już wesoło do mężczyzny, który wbrew pozorom, jest niewiele starszy ode mnie.
- Dzień Dobry… - odpowiada z lekkim uśmiechem na ustach.
- Mam teraz zajęcia? – pytam, kiedy mężczyzna próbuję
złapać taksówkę.
- Tak, ale pojedziemy jeszcze do ciebie, do mieszkania. – informuje – za to jutro masz wolne, chłopcy trenują cały dzień.
- Tak, ale pojedziemy jeszcze do ciebie, do mieszkania. – informuje – za to jutro masz wolne, chłopcy trenują cały dzień.
W mieszkaniu szybko idę wziąć prysznic, maluje się, robię
niedbałego koka, i ubieram się. Jest już
po dwudziestej, ale się czuję po tej podróży. Pół godziny później jestem już po
budynkiem SM. Kieruję się niemal natychmiast do naszego miejsca spotkań czyli
Sali tanecznej. Tam zastaję już pogrążonego w myślach Sehuna.
- Uśmiechnął byś się czasem! – śmieje się, co wyrywa go z
zamyślenia.
- Nie ma się z czego cieszyć… - szepce pod nosem – Ale to
nie ważne. Nie miałem ostatnio czasu na ćwiczenie, wiec mogłem trochę
zapomnieć.
- Nie ma sprawy. Mam coś dla ciebie. – oświadczam
wyjmując kopertę z futerału i podając ją chłopakowi.
Tan niepewnie bierze ją do ręki i przygląda się jej dłuższą chwilę. Po tym czasie oddaje mi ją z powrotem.
Tan niepewnie bierze ją do ręki i przygląda się jej dłuższą chwilę. Po tym czasie oddaje mi ją z powrotem.
- Możesz mu to oddać – mówi pewnie ale głos łamie mu się
nieznacznie.
- Nie jestem tragarzem. Jeśli tego nie chcesz to sam mu
to oddasz. – odpowiadam równie pewnie.
Przez cały czas chłopak jest podenerwowany i cichy. W
sumie nawet nie reaguję na moje słowa.
- Sehun… - mówię w końcu bo nie potrafię wytrzymać - Prawie się nie znamy, ale gdybyś chciał
pogadać…
- Dziękuję, ale muszę sam to przemyśleć, odezwę się jak
tylko będę czegoś potrzebował. –
informuje jeszcze i kończymy lekcję.
Szybko się zbieram jest już późno i dzwonię po taksówkę.
Za jakieś dziesięć minut siedzę na kanapie z książką w ręku. Jednak nie ona
zaprząta moje myśli. Zdecydowanie zbyt
bardzo przejmuję się dziwnym zachowaniem chłopaków. Mogłam w sumie zostać w
Chinach i tak mam teraz dzień wolnego.
Tymczasem jestem w Seulu. Jeszcze bardziej obcym niż Pekin. Na dodatek… wiem, że on tez tu
jest. Niedaleko. Wystarczy, że przez
Chile zacznę o tym myśleć a od razu czuję rozdzierający od środka ból w okolicy
serca. Powinnam już dawno zapomnieć. O nim… Gdyby on wtedy nie wyjechał… Nie
byłoby mnie tu. Byłabym szczęśliwa w Los Angeles. W mieście aniołów. Moim
mieście.
Aron. Jedyna osoba w całym wszechświecie, która mnie
poznała. Wie czego się boję, co mnie cieszy, ile łyżeczek cukru sypię do
herbaty, umie mnie pocieszyć, potrafi sprawić, ze przestaję płakać. A raczej
potrafił… Już go nie ma, robi karierę w konkurencyjnej wytwórni. Tuż obok.
Pewnie nawet nie pamięta, ze istnieje.
Zdecydowanie musimy wynaleźć maszynę wymazującą pamięć,
coś jak w filmie „Faceci w Czerni”. Czas zacząć od nowa, już nie chce wracać do
tego co było. Pewnie jeśli bym go teraz
zobaczyła, powiedziałabym „cześć i poszła dalej. Bo człowiek musi iść na przód
i nie patrzeć za siebie. Inaczej nie będziemy prawdziwie szczęśliwi, a będziemy
jedynie żyli z wspomnieniami szczęścia.
Przewracam się na drugi bok, odkładam książkę, na stolik
i zasypiam spokojnie. Nadszedł czas, w którym pogodziłam się z przeszłością.
Przytuliłam ja i powiedziałam, ze będę tęsknić.
Należało to zrobić już dawno temu.
Pierwszy raz od dłuższego czasu miałam bardzo przyjemny
sen. Huśtałam się wysoko na dziecinnej huśtawce, w jednym z parków w Londynie. Jak małe dziecko śmiałam się głośno
i cieszyłam chwilą.
„ It
might seem crazy what I’m about to say Sunshine she’s here,
you can take a break I’m a hot air
balloon that could go to space With the
air, like I don’t care baby by the way” słyszę
tuz przy uchu. To mój telefon. Odbieram szybko połączenie chcąc pozbyć
się denerwującego dźwięku. Pewnie by mnie tak denerwował, gdyby nie to, że jest
trzecia w nocy.
- Słucham.
- Amanda? Tutaj Sehun, przepraszam, że tak późno , ale chciałem pogadać… - tłumaczy łamiącym
się głosem chłopak.
- Ym? Tak przez telefon? O trzeciej nad ranem? – pytam.
- Tak właściwie to stoję pod drzwiami… - zaczyna
nieśmiało – ALE JEŚLI NIE MASZ OCHOTY GADAĆ, TO JA PÓJDĘ! - krzyczy tak głośno, ze zamiast słyszeć go w
telefonie, słyszę w korytarzu.
- Nie… Poczekaj… już idę.. aaa… - ziewam mocno i wstaję
idąc do przedpokoju. Otwieram bez wahania i widzę zapłakanego blondyna.
- Ejj… coś się stało? – pytam wpuszczając go do środka.
Tan nie odpowiada tylko przytula mnie mocno i ciągle
płacze. Zamykam drzwi nogą ni odrywając się od chłopaka. Stoimy tak dłuższa
chwilę, chłopak cały czas łka i przechodzą go okropne dreszcze. Powtarzam
tylko: „Już dobrze.” Starając się go uspokoić. W końcu się trochę uspokaja, dosuwa
i przeciera łzy rękawem bluzy.
- Co się dzieje? -
pytam spokojnie po raz drugi, prowadząc go do salonu.
- Ja… ja pełniłem okropny błąd – szepce przez łzy.
- Wszyscy popełniamy błędy Sehun… powiedz co dokładnie się
stało?
- Em… No ba… ja… no wiesz… Ja byłem… no i Luhan… no wiesz…
- stara się mówić a jego policzki robią się coraz bardziej czerwone.
- Spokojnie mów dalej.
- Słysząc, że nie jestem jakimś homofonem, zaczyna dalej
opowiadać.
- No i ja… powiedziałem mu, ze nie chce go więcej widzieć.
Myślałem, ze to nie ma sensu. Oczywiście wcześniej pytałem o radę moich
hyungów, oni twierdzili, że jestem głupi skoro chce tak postąpić. I teraz
widzę, ze mieli rację. Tylko, że… my się prawie nie widujemy…
- Kiedy naprawdę się kogoś kocha, nic nie jest w stanie
zniszczyć tej miłości. Nawet kilometry. – mówię bardziej do siebie niż do
niego.
- Tylko co ja mogę teraz zrobić? Oddał mi bransoletkę,
którą dałem mu rok temu a w liście napisał, że widocznie tak musi być i on nie
będzie mnie do niczego zmuszał. Ja… ja nie mam pojęcia co teraz będzie. Bez
niego nie potrafię normalnie funkcjonować.
Znów zaczyna płakać a ja tylko go przytulam. Nie mam pojęcia
co zrobić, nie jestem zbyt doświadczona.
W końcu proponuję chłopakowi nocleg. Układam mu pościel
na kanapie a sama idę do sypialni. Bez większych przemyśleń wykręcam numer do
wujka i proszę go o pomoc. Ten na początku bardzo zaspany, w końcu zgadza się na
wszystko. Około czwartej nad ranem zasypiam. Budzi mnie dopiero dzwonek. Szybko
zeskakuję z łóżka i idę do drzwi, które już otworzył Sehun…
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~`
Przepraszam za literówki i błędy ;; Dziękuję za każdy komentarz to bardzo motywujące :) Staram się pisać często ale mam teraz dożo na głowie :)
Jeju! Cudowne. Tak mi szkoda Sehuna... i komu otworzył drzwi? Ehhh.... i teraz będę siedziała i zastanawiała się.
OdpowiedzUsuńRozdział wspaniały, nie zauważyłam jakoś dużo błędów, ale kilka literówek, jednak nie przeszkadzał y za bardzo w czytaniu.
~Pozdrawiam i życzę dużooo weny :3
słodko słodko słodko *O* Ciekawe o co dokładnie chodzi z Aronem.. :D
OdpowiedzUsuńP.S.
Pisz szybko nowy rozdział!! :D
Nie moge...hahaha to bylo genialne i tez zżera mnie ciekawosc co dalej, ale pisz na spokojnie ;)
OdpowiedzUsuń