Co za nudny wieczór, zresztą jak każdy w moim wykonaniu.
Ale czego można się spodziewać po dziewiętnastolatce w mieście, którego
zupełnie nie zna. Koniecznie musze sobie kupić kota. Tak. Kot to całkiem dobry
pomysł, nie będę sama i mieszkanie będzie weselsze. Tylko jak ja go nazwę? Mam
pomysł! Po japońsku kot to Neko, wiec nazwę mojego kotka Neko. Jestem
geniuszem. Dobra plan już jest, teraz trzeba zdobyć kotka.
Przypominam sobie, że miałam oglądać występ, nie uśmiechało mi się to, ale czego się nie robi dla… no właśnie dla kogo? Mimo, że lubię ich muzykę to oglądanie koncertu w telewizji jest nudne.
Jednak oglądam i ku własnemu zaskoczeniu, podoba mi się. To nie jest występ jakie widziałam wiele razy w Anglii, jest naprawdę widowiskowo, a chłopcy dają z siebie wszystko. Choreografie zapierają dech w piersi i zastanawiam się jakim cudem nie połamali sobie kręgosłupów. Ten zespół jest zadecydowanie nie z tej planety. Jak oni mogą być tak idealni i różnorodni. Jeszcze dwa lata temu nazwałabym ich bandą zniewieściałych nastolatków ale na szczęście mój światopogląd zmienił się od tamtego czasu. Teraz bardzo boli mnie to jaka była kiedyś, godziny w parku spędzone przy piwie i fajce dają o sobie znać. Mało obchodzili mnie inni ludzie, a to dlatego, ze ja nie obchodziłam ich. Byłam tylko jednym z wyrzutów społeczeństwa.
Ale to już przeszłość, on mnie zmienił, nauczył, że ludzi nie wolno dzielić na tych złych i na tych jeszcze gorszych. Nie podziękowałam mu nawet bo nie miałam kiedy. Już nigdy tak nie będzie… Może być inaczej, lepiej, gorzej, ale nie tak…
Nim zdążyłam się zorientować chłopcy stali już gotowi do finałowej piosenki, czyli „Wolf”. Byli tylko w szóstkę mimo to widowisko po raz kolejny zapierało dech w piersiach. Zresztą odkąd tylko usłyszałam tą piosenkę , skradła moje serce. Opowiada cudowną historię, a chłopcy przekazują poprzez nią takie emocje…
Wszystko co piękne kiedyś się kończy , pożegnali się z publicznością i równym rządkiem zeszli ze sceny. Zaspana już porządnie, spoglądam na zegarek i spostrzegam, ze jest już po dwudziestej trzeciej. Przez cały czas jadałam popcorn, wiec odpuszczam sobie kolację. Wyłączam z wolna telewizor i wlokę swoje zwłoki do łazienki. Tam zdejmuję z siebie ubrania, rozpuszczam niedbałego koka i wchodzę pod prysznic. Ciepła woda działa na mnie kojąco i uspokajająco. Mogłabym tak spędzić wieczność, ale streszczam się, bo jestem już bardzo zmęczona. Szybko się wycieram , robie wszystko to co, robią dziewczyny w moim wieku po wyjściu z pod prysznica, czyli nakładam kremy, maseczki i inne. Ubieram się w końcu w mięciutką piżamkę, a następnie udaję się do sypialni. Zanurzam się w cieplutkiej pościeli usypiam.
Jednak dzieje się to co zwykle, sen mam bardzo niespokojny. Znów śnią mi się te osoby w czarnych kostiumach, i oczy… Mam ważenie, ze nigdy nie będę mogła się od nich uwolnić. Najgorsza była świadomość, że śnię i nie mogę się obudzić. Codziennie rano budzę się przerażona, chyba zacznę chodzić do terapeuty, bo przeszłość zostawiła ślad na mojej psychice, a może to przyszłość… Ciągłe złamania, rozcięcia, rany, bójki sprawiły, ze boję się naprawdę wielu rzeczy. Zniszczyła mnie moja głupota. Dobrze, że dokładne dobrze, ze dokładanie dwa lata temu powiedziałam sobie dość. Co prawda miało mnie teraz nie być na świecie, ale ostatecznie wyszło dobrze. Ja to mam szczęście…
Z rezygnacją podnoszę się do pozycji siedzącej przypominam sobie, że dziś dzień lotu. Koreo nadchodzę! Jak ja nienawidzę tego czegoś, na co inni mówią samolot. Nie mogłabym jeździć pociągiem, czy coś?
Podskakuję na łóżku, słysząc dzwonek swojego telefonu. Spoglądam na wyświetlacz widzę zdjęcie cioci. Mimo wolnie uśmiecham się do ekranu. Jak ta kobieta pozytywnie działa na ludzi.
- Słucham? – ziewam wesoło do telefonu.
- Cześć Yuta. Śpisz jeszcze? Miałaś przyjechać przed odlotem. – wyrzuca z siebie słowa z prędkością światła, przez co mój świeżo obudzony mózg, nie może przez chwilę zrozumieć.
- Ahh… tak, będę za półgodziny. Lot mam i tak mam dopiero o piętnastej. – odpowiadam wstając z łóżka i jedną ręką ścieląc łóżko.
- Dobrze, czekamy. – pik… pik…
Jaka ona jest w gorącej wodzie kąpana…
Kończę układać pościel na łóżku, biorę do ręki ubrania i udaję się do łazienki. Tam biorę szybki prysznic, robię delikatny makijaż, ubieram się i wychodzę. Nie jem śniadania, bo mój żołądek niespecjalnie lubi przyjmować jedzenie z rana, a dziś mam lot, którego nie chciałaby spędzić w ubikacji.
Dzwonię po taksówkę i jadę do nich. Umówiłam się wczoraj z ciocią, że potem z wujkiem pojadę po bagaż. Zresztą nie mam go dużo, więc to nie powinien być problem.
Jakieś piętnaście minut później jestem już pod domem rodziców. Ucieszona wysiadam i płacę mężczyźnie za przejazd. Oprócz tego kota, musze zrobić sobie prawo jazdy i kupić samochód.
Dzwonię do drzwi i czekam chwilę, aż ciocia je otworzy. Ku mojemu zdziwieniu otwiera zdenerwowany wujek.
- Co się stało?! – pytam od razu wiedząc, ze cos jest nie tak.
- Nic, po prostu Xianmei rodzi. – oznajmia i musze go podtrzymać, bo prawi się przewraca.
Nie czekając nawet, aż mu się poprawi wychodzę z przedpokoju i idę do sypialni, gdzie zastaję ciocię.
Przypominam sobie, że miałam oglądać występ, nie uśmiechało mi się to, ale czego się nie robi dla… no właśnie dla kogo? Mimo, że lubię ich muzykę to oglądanie koncertu w telewizji jest nudne.
Jednak oglądam i ku własnemu zaskoczeniu, podoba mi się. To nie jest występ jakie widziałam wiele razy w Anglii, jest naprawdę widowiskowo, a chłopcy dają z siebie wszystko. Choreografie zapierają dech w piersi i zastanawiam się jakim cudem nie połamali sobie kręgosłupów. Ten zespół jest zadecydowanie nie z tej planety. Jak oni mogą być tak idealni i różnorodni. Jeszcze dwa lata temu nazwałabym ich bandą zniewieściałych nastolatków ale na szczęście mój światopogląd zmienił się od tamtego czasu. Teraz bardzo boli mnie to jaka była kiedyś, godziny w parku spędzone przy piwie i fajce dają o sobie znać. Mało obchodzili mnie inni ludzie, a to dlatego, ze ja nie obchodziłam ich. Byłam tylko jednym z wyrzutów społeczeństwa.
Ale to już przeszłość, on mnie zmienił, nauczył, że ludzi nie wolno dzielić na tych złych i na tych jeszcze gorszych. Nie podziękowałam mu nawet bo nie miałam kiedy. Już nigdy tak nie będzie… Może być inaczej, lepiej, gorzej, ale nie tak…
Nim zdążyłam się zorientować chłopcy stali już gotowi do finałowej piosenki, czyli „Wolf”. Byli tylko w szóstkę mimo to widowisko po raz kolejny zapierało dech w piersiach. Zresztą odkąd tylko usłyszałam tą piosenkę , skradła moje serce. Opowiada cudowną historię, a chłopcy przekazują poprzez nią takie emocje…
Wszystko co piękne kiedyś się kończy , pożegnali się z publicznością i równym rządkiem zeszli ze sceny. Zaspana już porządnie, spoglądam na zegarek i spostrzegam, ze jest już po dwudziestej trzeciej. Przez cały czas jadałam popcorn, wiec odpuszczam sobie kolację. Wyłączam z wolna telewizor i wlokę swoje zwłoki do łazienki. Tam zdejmuję z siebie ubrania, rozpuszczam niedbałego koka i wchodzę pod prysznic. Ciepła woda działa na mnie kojąco i uspokajająco. Mogłabym tak spędzić wieczność, ale streszczam się, bo jestem już bardzo zmęczona. Szybko się wycieram , robie wszystko to co, robią dziewczyny w moim wieku po wyjściu z pod prysznica, czyli nakładam kremy, maseczki i inne. Ubieram się w końcu w mięciutką piżamkę, a następnie udaję się do sypialni. Zanurzam się w cieplutkiej pościeli usypiam.
Jednak dzieje się to co zwykle, sen mam bardzo niespokojny. Znów śnią mi się te osoby w czarnych kostiumach, i oczy… Mam ważenie, ze nigdy nie będę mogła się od nich uwolnić. Najgorsza była świadomość, że śnię i nie mogę się obudzić. Codziennie rano budzę się przerażona, chyba zacznę chodzić do terapeuty, bo przeszłość zostawiła ślad na mojej psychice, a może to przyszłość… Ciągłe złamania, rozcięcia, rany, bójki sprawiły, ze boję się naprawdę wielu rzeczy. Zniszczyła mnie moja głupota. Dobrze, że dokładne dobrze, ze dokładanie dwa lata temu powiedziałam sobie dość. Co prawda miało mnie teraz nie być na świecie, ale ostatecznie wyszło dobrze. Ja to mam szczęście…
Z rezygnacją podnoszę się do pozycji siedzącej przypominam sobie, że dziś dzień lotu. Koreo nadchodzę! Jak ja nienawidzę tego czegoś, na co inni mówią samolot. Nie mogłabym jeździć pociągiem, czy coś?
Podskakuję na łóżku, słysząc dzwonek swojego telefonu. Spoglądam na wyświetlacz widzę zdjęcie cioci. Mimo wolnie uśmiecham się do ekranu. Jak ta kobieta pozytywnie działa na ludzi.
- Słucham? – ziewam wesoło do telefonu.
- Cześć Yuta. Śpisz jeszcze? Miałaś przyjechać przed odlotem. – wyrzuca z siebie słowa z prędkością światła, przez co mój świeżo obudzony mózg, nie może przez chwilę zrozumieć.
- Ahh… tak, będę za półgodziny. Lot mam i tak mam dopiero o piętnastej. – odpowiadam wstając z łóżka i jedną ręką ścieląc łóżko.
- Dobrze, czekamy. – pik… pik…
Jaka ona jest w gorącej wodzie kąpana…
Kończę układać pościel na łóżku, biorę do ręki ubrania i udaję się do łazienki. Tam biorę szybki prysznic, robię delikatny makijaż, ubieram się i wychodzę. Nie jem śniadania, bo mój żołądek niespecjalnie lubi przyjmować jedzenie z rana, a dziś mam lot, którego nie chciałaby spędzić w ubikacji.
Dzwonię po taksówkę i jadę do nich. Umówiłam się wczoraj z ciocią, że potem z wujkiem pojadę po bagaż. Zresztą nie mam go dużo, więc to nie powinien być problem.
Jakieś piętnaście minut później jestem już pod domem rodziców. Ucieszona wysiadam i płacę mężczyźnie za przejazd. Oprócz tego kota, musze zrobić sobie prawo jazdy i kupić samochód.
Dzwonię do drzwi i czekam chwilę, aż ciocia je otworzy. Ku mojemu zdziwieniu otwiera zdenerwowany wujek.
- Co się stało?! – pytam od razu wiedząc, ze cos jest nie tak.
- Nic, po prostu Xianmei rodzi. – oznajmia i musze go podtrzymać, bo prawi się przewraca.
Nie czekając nawet, aż mu się poprawi wychodzę z przedpokoju i idę do sypialni, gdzie zastaję ciocię.
- Dzwoniliście po karetkę? – pytam bez zawahania.
- Tak zaraz mają być! – odpowiada wujek doczołgując się do sypialni.
- Jak tak na ciebie patrzę to, chyba zostanę lesbijką! – mówię do cioci, co nieco rozluźnia atmosferę.
Kiedy już otrząsam się z początkowego szoku idę do łazienki, gdzie w gorącej wodzie moczę ściereczkę, następnie wracam do pokoju i przykładam jej mokry materiał do czoła. Już po chwili przyjeżdża karetka. Ciocia jedzie z nimi, a ja z wujkiem. Taki macho a boi się rodzącej kobiety. W sumie boję się z nim nawet jechać tym samochodem.
- O której masz samolot? – pyta kiedy zatrzymujemy się przed szpitalem.
- O piętnastej dopiero, musze być na lotnisku. – mówię niemal wybiegając z samochodu.
Nie słyszę co mówi, bo od razu udaję się na recepcję. Pani odsyła mnie do Sali numer 113, na piętrze. Denerwuję się nieco mniej od tego rozhisteryzowanego trzydziestolatka, co pozwala zachować mi trzeźwy umysł. W sali zastaję lekarza, oraz ułożoną już wygodnie kobietę. Ginekolog twierdzi, ze wszystko jest w normie i nie ma powodu do obaw, mimo ze poród zaczął się trochę za wcześnie. Siadam na krzesełku obok łóżka i staram się puszczać mimo uszu krzyki kobiety.
Kiedy patrzę na biednego mężczyznę, zmagającego się ze zmianami nastroju kobiety, słyszę dzwonek mojego telefonu. Spoglądam na wyświetlacz, niechętnie przerywając sobie seans.
- Tak zaraz mają być! – odpowiada wujek doczołgując się do sypialni.
- Jak tak na ciebie patrzę to, chyba zostanę lesbijką! – mówię do cioci, co nieco rozluźnia atmosferę.
Kiedy już otrząsam się z początkowego szoku idę do łazienki, gdzie w gorącej wodzie moczę ściereczkę, następnie wracam do pokoju i przykładam jej mokry materiał do czoła. Już po chwili przyjeżdża karetka. Ciocia jedzie z nimi, a ja z wujkiem. Taki macho a boi się rodzącej kobiety. W sumie boję się z nim nawet jechać tym samochodem.
- O której masz samolot? – pyta kiedy zatrzymujemy się przed szpitalem.
- O piętnastej dopiero, musze być na lotnisku. – mówię niemal wybiegając z samochodu.
Nie słyszę co mówi, bo od razu udaję się na recepcję. Pani odsyła mnie do Sali numer 113, na piętrze. Denerwuję się nieco mniej od tego rozhisteryzowanego trzydziestolatka, co pozwala zachować mi trzeźwy umysł. W sali zastaję lekarza, oraz ułożoną już wygodnie kobietę. Ginekolog twierdzi, ze wszystko jest w normie i nie ma powodu do obaw, mimo ze poród zaczął się trochę za wcześnie. Siadam na krzesełku obok łóżka i staram się puszczać mimo uszu krzyki kobiety.
Kiedy patrzę na biednego mężczyznę, zmagającego się ze zmianami nastroju kobiety, słyszę dzwonek mojego telefonu. Spoglądam na wyświetlacz, niechętnie przerywając sobie seans.
9:30 Pekin, China.
Co tam? Zdenerwowana przed lotem?
~Tao
Co tam? Zdenerwowana przed lotem?
~Tao
Uśmiecham się do ekranu i szybko odpisuję.
9:33 Pekin, China.
Właśnie rodzimy, lot jest dopiero o 15:00.
Może jeszcze zobaczę malutką *^*
~Yuta
Właśnie rodzimy, lot jest dopiero o 15:00.
Może jeszcze zobaczę malutką *^*
~Yuta
Podnoszę głowę z nad wyświetlacza i widzę, że po raz
kolejny przyszedł do nas lekarz. Szybko zarządza, ze to już czas i zabiera
ciocie na blok. Wujek zakłada ubranie ochronne i też się tam udaję. Ja
postanawiam zostać bo znając życie pewnie by, zemdlała. Nie jestem odporna na
takie rzeczy, a nie moną mają zajmować się lekarze. Po raz kolejny słyszę
dzwonek, co od razu mnie w jakiś tajemniczy sposób uspokaja.
9:40 Pekin, China.
Powodzenia przy porodzie.
Luhan coś od ciebie chciał, mogę dać mu twój numer?
~Tao
Powodzenia przy porodzie.
Luhan coś od ciebie chciał, mogę dać mu twój numer?
~Tao
Dziwi mnie nieco druga cześć wiadomości ale zgadam się, w
końcu to może być poważnego. Zdenerwowana chodzę po korytarzu nie wiedząc co ze
sobą zrobić. Dlaczego ja do cholery tam z nimi nie poszłam? Co tam się dzieje?
Moje histeryczna odruchy i myśli po raz kolejny przerywa telefon, obwieszczając, że przyszła nowa wiadomość.
Moje histeryczna odruchy i myśli po raz kolejny przerywa telefon, obwieszczając, że przyszła nowa wiadomość.
10:10 Pekin, China.
Cześć Amanda! Mam do ciebie prośbę, moglibyśmy się zobaczyć
przed twoją podróżą? Odezwij się!
~ Luhan
Cześć Amanda! Mam do ciebie prośbę, moglibyśmy się zobaczyć
przed twoją podróżą? Odezwij się!
~ Luhan
Strasznie zadziwia mnie to co czytam, więc chwilę trwa
zanim przetworzą informacje. W końcu jednak się namyślam pisze, że możemy się
zobaczyć u mnie o 14:00.
Stoję tak nie wiedząc co ze sobą zrobić, aż w końcu z sali wychodzi lekarz, wszystko przebiegło prawidłowo i mogę zobaczyć mała i rodziców. Zanim jednak to się stanie spoglądam na małą przez szklane drzwi po mieszczenia i piszę jeszcze ostatniego SMS-a.
Stoję tak nie wiedząc co ze sobą zrobić, aż w końcu z sali wychodzi lekarz, wszystko przebiegło prawidłowo i mogę zobaczyć mała i rodziców. Zanim jednak to się stanie spoglądam na małą przez szklane drzwi po mieszczenia i piszę jeszcze ostatniego SMS-a.
10:40 Pekin, China.
Urodziliśmy się! Już po nerwach… no może oprócz tego lotu,
On będzie… bardzo stresujący. Załączam zdjęcie malutkiej!
~ Yuta
Resztę czasu wolnego spędzam razem z opiekunami… razem z
rodziną. Mimori okazuje się być miniaturką dziecka. Ciekawe czy moje dzieci też
będą takie słodkie.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~`
Przepraszam, ze tak długo ;_; Nie mogę zmusić się do pisania, a mam tyle na głowie...
Mam do was pytanie, chciałyście jakieś One Shoty na blogu? :)
Przepraszam za wszystkie błędy ;;
Wiem, ze dziecko w linku jest za duże, ale jest takie słodkie i kochane, ze nie mogłam się powstrzymać ( i innego nie znalazłam) :)
Przepraszam za wszystkie błędy ;;
Wiem, ze dziecko w linku jest za duże, ale jest takie słodkie i kochane, ze nie mogłam się powstrzymać ( i innego nie znalazłam) :)
Fajny rozdział *.* czekam na nowy *O*
OdpowiedzUsuńJest świetnie....! Kocham tego błoga...:]
OdpowiedzUsuńO boże! Świetne!
OdpowiedzUsuńCzekam na nowy, ale weź napisz już, dodaj już... bo umrę... słyszysz? Umieram... cichutko... odchodzę.. T^T
http://opowiadanienuest.blogspot.com/
Jak przeczytałam tytuł...to od razu myślałam, że główna bohaterka jest w ciąży z Tao xD bo zapomniałam, że jej ciocia przecież jest xD
OdpowiedzUsuńPoczątek był genialny, później znowu trochę chaotycznie, ale ogarniałam xD a tak btw. czy tam w sms'ach zamiast seul i Korea nie powinno być coś innego, przecież są w Chinach xD
Sorki, że się czepiam... ale rozdział ogólnie ciekawy i nie śpiesz się. Jeśli nie masz weny, nie pisz na siłę, a z drugiej strony nie ciągnij długo historii jeśli powoli zaczyna cię męczyć. Spróbuj zrobić jakiś zwrot akcji, który pomoże ci szybko skończyć opowiadanie, jeśli czujesz, że cie przytłacza, ale fani ci nie wybaczą xD
A jeśli chodzi o One shota, hmmm to bardzo chętnie, tylko teraz zamiast Tao może ktoś z exo-k ^^
Oczywiście jeśli tylko masz pomysł i nie martw się, prawdziwi fani twoich opowiadań zostaną ;D
Dziękuję za zwrócenie uwagi, już poprawiam te SMS-y. ciągle mylę w tym opowiadaniu Koreę i chiny ;_;
Usuń