środa, 12 lutego 2014

Rozdział 4 "Jeszcze nie teraz"

Spoglądam przez wizjer i widzę uśmiechniętą Pandę, która już na mnie czeka. Otwieram drzwi i odwzajemniam uśmiech.
- Cześć  - mówię wesoło.
- Cześć. – odpowiada i wchodzi do środka.
- Dasz mi jeszcze chwilkę, bo trochę sobie zaspałam.
- Pewnie.
Prowadzę go do salonu, a sama biegnę ile sił w nogach biegnę poprawić makijaż, włosy, spakować wszystko do torebki, i sprawdzić, czy wszystko jest powyłączane. Kiedy jestem już pewna, że wszytko zrobiłam, idę jeszcze do sypialni. Podchodzę do szafki nocnej i wyciągam z niej małe pudełeczko. Ze środka wyciągam delikatną bransoletkę, malutką literką „A” na przedzie, zdobioną malutkimi fioletowymi kamyczkami. Nie potrafię zapomnieć, nawet teraz. Tao to cudowny kolega, ale chyba tylko kolega, jeszcze nie teraz…
- Możemy iść. – mówię wchodząc do salonu, ale mój głos dochodzi do mnie jak gdyby z drugiej strony chmur.
- Coś się stało? – pyta zaniepokojony, ale ja tylko kręcę głową, z nikłym uśmiechem na Ustach.
Wychodzimy z domu, a ja powoli wybudzam się z letargu, jaki wzbudziła we mnie, mała błyskotka. Pamiętam jakby to było dziś. Ten park, ci ludzie, ta ławka. Dzięki niemu zaczęłam się uśmiechać. Pierwsze wakacje, ciocią i wujkiem. Jego ojciec był przyjacielem wujka, co tylko pogłębiło naszą relację. Ale w końcu się skończyło, on musiał wyjechać, do Korei. Chciał robić karierę…  I wtedy podarował mi ą bransoletkę.
- Ami! O czym tam rozmyślasz? – z pyta uśmiechając się, i patrząc mi prosto w oczy.
- O tym co wszyscy, o przeszłości. – odpowiada odwzajemniając uśmiech – A tak właściwie to dokąd idziemy?
- Niespodzianka.
Po tych tajemniczych słowach rozmawiamy luźno o wszystkim i o niczym. Chłopak opowiada mi o życiu w zespole, o tym jak się do niego dostał, o męczących treningach, rozstaniu z rodziną. Kiedy mówi o tym ostatnim, dochodzę do wniosku, że dla niego to męka, a dla mnie błogosławieństwo, jaki ten świat jest dziwny…
- Dlaczego mi to tym mówisz? – pytam nagle, zanim zdążę ugryźć się w język. 
- C-co? – jego oczy rozszerzają się do rozmiaru oczu D.O. – Bo… ty opowiedziałaś mi swoją historię, i jesteś bardzo dobrym słuchaczem. – kiedy to mówi uśmiecham się szeroko.
- Jesteś kochany… - stwierdzam cicho i czochram jego kruczo-czarne włosy. – A powiesz mi dokąd idziemy?
- Nie. – brzmi tak stanowczo, że postanawia odpuścić sobie to małe śledztwo. – Ale chyba lubisz naturę?
- Tak… na pewno bardziej niż dach wieżowca, jeśli o to pytasz, choć i do tego zdążyłam przywyknąć.
- Zauważyłem. Ostatnio nawet nie krzyczałaś z przerażenia. –śmieje się.
Jesteśmy w centrum, wiec pojechać metrem na przedmieścia. Kupujemy bilety ( a raczej on kupuje, bo ja nadal nie potrafię się z tym obchodzić) i wsiadamy. Czuję na sobie spojrzenia wszystkich w przedziale, ale nawet mi to nie przeszkadza. Wysiadamy w części miasta, której zdecydowanie jeszcze nie widziałam.
- Teraz się trochę przejdziemy, tylko uważaj bo Sb trampki pobrudzisz. – czy jemu przeszkadza to, że noszę trampki w ziemie?
Idziemy żwirowaną i dobrze zadbaną dróżką, kiedy zauważam, pierwsze wirujące dookoła płatki śniegu. Przypominają mi malutkich ludzi tańczących idealny układ taneczny. W oddali zauważam niebieską nieporuszającą się tafle wody. Prawie jak lustro odbija w sobie wszystkie rzeczy znajdujące
 się w pobliżu. Jesteśmy już pod skarpą , w której płynie niczym nie zmącony bieg rzeki kiedy Tao niespodziewanie się odzywa.
-Chcesz zejść na plaże? – pyta zapatrzony w dal.
Nie raczej nie… - mówię piskliwym głosikiem, jak zawsze kiedy się boję. Nie dość, ze wysoka skarpa, to jeszcze woda.
- Tylko mi nie mów, że boisz się wody! Kurwa! Wiedziałem, ze z tą niespodzianką to zły pomysł, mogliśmy iść na lody, albo do wesołego miasteczka, ale nie… bo ja idiota musiałem wziąć cię nad rzekę… - skończywszy swój monolog siada na białe już od śniegu ziemi i chowa twarz w dłonie. Mimo woli uśmiecham się delikatnie na ten widok.
- Tao… - mówię cicho , klękając przed chłopakiem. – Nic się nie stało… To najpiękniejsze miejsce w jakim byłam. I szczerze mówiąc to… boję się wesołych miasteczek.
- Czego ty się nie boisz? – pyta udając zaciekawienie.
- Nie wiem… ale ciebie się nie boję. A teraz wstawaj bo się przeziębimy. – wstaję i szczelniej otulam się puchatym szalikiem, w pandy.
- Amanda… - zaczyna ale nie dane jest mu dokończyć.
- Nie mów do mnie Amanda mów do mnie Yuta.
- Dobrze.. to nawet prostsze…  - uśmiecha się promiennie – Yuta… skoro pomogłem ci w przezwyciężeniu lęku wysokości, to może z wodą też mi się uda…
 - Powiedz, że nie chcesz mnie wrzucić do rzeki! – krzyczę przerażona.
- Nie, myślałem raczej o basenie. Moja siostra, Kris, może inni chłopacy… - pyta a jego uśmiech powiększa się jeszcze.
- Ymm… no nie wiem. Dziś jest piątek, a w poniedziałek lecę na tydzień do Seulu.
- Zaraz, zaraz… JAK TO NA TYDZIEŃ DO SEULU?  - wymówił dobitnie.
- Jak to nie wiesz? – pytam równie zdziwiona co on. – stwierdziliśmy, ze tydzień będę spędzać tam, a tydzień tutaj. – wyjaśniam.
-  A więc to tak… Ej! Yuta mam jeszcze tylko jedno pytanie i będziemy lecieć, bo robi się na prawdę zimno. – poprawia płaszcze demonstrując jak mu zimno.
 - Mów śmiało! – ton mojego głosu robi się nieco bardziej podejrzliwy.
- Masz chłopka? – pyta wprost, chyba próbując zrobić to delikatnie.
- Nie… i na razie raczej nie szukam miłości… - odpowiedź jest dość szybko pomimo początkowego zdziwienia.
- Dziwne to zabrzmi ale… cieszę się. Nie, żebym cie nie lubił czy coś, ale nie chcę mieć, a raczej nie mogę dziewczyny, i nie chciałbym cie zranić. – tłumaczy tajemniczo, na jednym wydechu.
Postanawiamy wrócić do centrum i coś zjeść. Mimo naszych wyznań jest miło, i nie czuję się niezręcznie. Jesteśmy jak przyjaciele… Albo nie! Tylko nie przyjaciele. Przerabiałam to już. Zupełnie nie wierze w przyjaźń damsko-męską. Zawsze ktoś się zakochuje i potem jest problem.
W końcu idziemy na sushi, a ja całą drogę przechwalam się, że potrafię jeść pałeczkami. Co prawda robiłam to tylko raz, ale wychodziło mi naprawdę dobrze.
Siedzimy już czekając na lunch, i naglę słyszę z ust piosenkarza.
- Fajny szalik… - uśmiecha się lekko, patrząc na pandy zwisające z obu jego końców. – Lubisz pandy?
- A można ich nie lubić?! – symuluję zdziwienie, patrząc z uśmiechem na chłopaka.  – Pandy są słodkie.

- Wiesz… ludzie mówią, ze wyglądam jak panda. – obwieszcza robiąc w  moją stronę słodką minkę.
- Hah… Ale ty wyglądasz jak taka duża panda. A duże pandy nie są w cale słodkie…
- Bardzo śmieszne…
- Całe popołudnie mija nam w świetnej atmosferze. Po sushi idziemy na gofry (bo Yuta jest nienażarta  xD przypis autora), w której podobno sprzedają najlepszy gofry w Pekinie. Zjadamy i ten posiłek ze smakiem, chodząc po parku i opowiadając o sobie nawzajem. Chłopaka bardzo interesuję jak jest w Ameryce i Anglii, ale ja uparcie twierdzę, że Azja jest o wiele bardziej interesująca. Opowiadam mu o tym, ze zawsze marzyłam, żeby mieszkać w Azji.
Potem Tao mówił mi o życiu w Azji właśnie. O szkole, jak u nich wygląda kultura względem innej osoby. Zdziwiło mnie, że ich relacje są tak oficjalne. Ale chłopak wytłumaczył, że jest to zależne od kontaktów tych osób i nie zawsze tego przestrzegają.
Około 16:00 musi wracać do dormu, bo o 20:00 maja koncert. Życzę mu szczęścia i obiecuję, zę będę oglądać. Bo koncert był transmitowany.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~`

Gomen! Przepraszam, że tak długo to trwało, ale szkoła, i choroba robi swoje. Wybaczcie mi też wszelkie błędy, bo ledwo żyję. A i to że pisze raz w czasie teraźniejszym raz w przeszłym to efekt zamierzony :) Dziękuję za komentarze pod ostatni postem :* ♥

FanPage

6 komentarzy:

  1. *.* aksjfbvuybsafwjfvbsiug.... po prostu słów brakuje.
    Dobra ja już nabierałam trochę myśli: świetne, boskie, niezastąpione, cudowne, idealne... Z każdym rozdziałem jest co raz lepiej.
    Nie pisz mi tu, że nie było Cię długo, bo przecież wiadomo, że nie siedzisz całymi dniami przed komputerem. W sumie mnie też długo nie było i muszę zmykać napisać rozdział :D.
    Więc jeszcze raz: Rozdział wprost cudowny... czytając to uśmiech sam pchał mi się na usta... Oby więcej takich rozdziałów :3
    ~Pozdrawiam i życzę duuużo weny ^.^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tam powinno być: nazbierałam* trochę myśli... Zjadłam literkę... xD

      Usuń
  2. No nie moge! Te opowiadanie jest po prostu świetne! Zazwyczaj nie czytam takich opowiadań gdzie są związki damsko-męskie w kpopie ale jak zobaczyłam że główną postacią jest osoba o takim samym imieniu co ja to się skusiłam a jak później jeszcze pojawił się Tao mój bias to już w ogóle sie zakochałam w tym opowiadaniu ^^ Ciekawi mnie co bedzie się też działo gdy poleci do Korei ale będę cierpliwie czekać ^^ życzę weny! ^^

    ~Ama

    OdpowiedzUsuń
  3. Warto było czekać, aczkolwiek wdarło się kilka błędów, ale mniejsza z tym...
    Przeczytałam- Moja siostra, Kris i już nie mogłam czytać dalej bo umierałam ze śmiechu xD Sorki za zła interpretacje... Mam nadzieję, że czeka nas jeszcze jakiś przełom i zobaczymy ich całujących się :D na to czekam ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Matko! Tak bardzo słoodki Tao tak bardzo Dominika rzyga tęczą...!

    OdpowiedzUsuń
  5. Praktycznie przez całe opowiadanie miałam na mordzie banana <3 super rozdział i jeszcze trafił sie Tao mój UB :*

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdy komentarz. To bardzo motywuje. ♥