Lotnisko.
Walizki. Odprawa. Samolot. Łzy. Miałam nie płakać. Jak niby mam to spełnić?!
Znów tracę najbliższych i to na własne życzenie.
Stoję
przed wejściem do samolotu i czuję jak stopy wrastają mi w podłogę, paraliż
ogarnia całe mój ciało. Boże, Yuta nie denerwuj się.
-Spokojnie. Idź. – czuję jak ktoś łapie mnie w pasie i
delikatnie popycha do przodu.
Ciężkie
jak stal nogi jakimś cudem odrywają się od podłogi. Ciągle czuję dotyk
znajomych rąk, teraz na barkach. Chciałabym powiedzieć jak bardzo dziękuję mu za
to, ze jest, ale jakoś nie mogę się odezwać. Boję się zaburzyć ciszę, która
pomiędzy nami panuje. Serce, które zaczęło bić jak szalone w kawiarni wcale nie
zwolniło, nawet teraz próbuję mi się wydostać z mojej piersi. Kiedy zajmujemy
już miejsca cos sobie uświadamiam. Wyciągam z kieszeni wyłączony od dłuższego
czasu telefon, odpinam klapkę, wyciągam baterię a potem to o co mi chodziło.
Kartę. Przełamuję ja na pół i na świat wydostają się ostatnie łzy. Wszystko co
mi przypomina o rodzinie i chłopcach zostawiłam w mieszkaniu, łącznie z
dwunastoma szybko naskrobanymi listami. Jeden dla cioci i wujka oraz jedenaście
dla chłopców. Możecie myśleć, że to niemożliwe, ale miałam dużo czasu, bo
prawie nic ze sobą nie zabierałam.
-Już nie będę płakać. – oświadczam głosem tak
zdecydowanym, że sama go u siebie nie poznaję.
- Nie będziesz obiecuję. – YiFan obejmuje mnie mocno w
pasie i przyciąga do siebie. To dla niego. To wszystko jest dla niego. Pytanie
tylko dlaczego ja się na to zgodziłam?
~~~*~~~
-Yuta! Yuta! – słyszę delikatnie i w miarę ciche słowa
nad moim uchem. – Jesteśmy.
Otwieram
oczy i przeciągam się na wygodnym siedzeniu, niczym kot. Wszyscy już wstają z
miejsc i przygotowują się do wyjścia. Już po chwili sama się za to zabieram.
Kiedy tylko jestem gotowa opuszczamy samolot.
Stojąc
przed gmachem lotniska zastanawiam się nad tym po co i dlaczego ja tu
przyjechałam…
- Boję się. – szepczę i nagle przelatuję mi przed oczami
obraz Tao.
- Przecież jestem przy tobie.
- Zostawiłam ich. – niby nie krzyczę, ale słowa echem
rozchodzą się po parkingu. – Zostawiłam. – dodaję ciszej.
- Przepraszam.
- Nie. – przytulam go najmocniej jak potrafię, miałam już
nie płakać i nie płacze, nawet gdybym chciała, chyba brakło mi łez. To oklepany
tekst, ale teraz mogę oficjalnie potwierdzić, ze prawdziwy.
- Nie wyspałam się dziś przez ciebie.
- Przepraszam za to…
- Nie, nie wyspałam się w samolocie… śniłeś mi się. – mój
uśmiech w tym momencie nie jest nawet wymuszony.
- W takim razie nie przepraszam. – śmieje się pierwszy raz od dłuższego czasu,
co brzmi naprawdę pięknie.
- Idziemy? – pytam.
Chłopak
w odpowiedzi tylko idzie przed siebie, zupełnie jakby znał drogę. Podchodzimy
do miejsca postoju taksówek. WuFan mówi po angielsku kilka słów do kierowcy i
pakujemy się do samochodu.
To
szalone. Jestem tu, z nim Zostawiłam wszystko. Nawet nie mam jak skontaktować
się z rodziną. Numerów nie pamiętam a wszystkie były na karcie. Ale to dobrze,
to musi być wyraźny sygnał dla SM, jestem tu by go wspierać. Jestem tu też z
innego powodu, z tego samego powodu Fan w ogóle mnie poprosi, żebym z nim
jechała, ale na razie sama przed sobą nie chcę się do tego przyznać. Bo
przecież ja nigdy nic do niego nie miałam. Kolega z pracy to wszystko. To
wszystko…
-Jesteśmy. – oznajmia poważnie YiFan.
- W dwie godziny można zmienić świat. – szepczę pod nosem
przypominając sobie jak ostatniego wieczora w Korei wychodziłam na spotkanie…
- Zmieniłem twój świat?
- A nie? Właśnie jestem w Europie, w Pradze a jeszcze
kilka godzin temu przygotowywałam się do lekcji w tym więzieniu, które wszyscy
nazywają wytwórnią. Nie wiem jeszcze czy mam ci dziękować, czy znienawidzić do
końca życia ale jednego jestem pewna. Zmieniłeś moje życie. To śmieszne, znam
cię pół roku, jakoś nie specjalnie często ze sobą rozmawiamy, ale pojechałam z
tobą do Europy żeby pomóc ci uciec od gwarantowanego uszczerbku na zdrowiu,
które mogłoby ci zagwarantować SM. Gdyby ktokolwiek mi o tym opowiedział,
wyśmiałabym go. Dziwne, ale czuję, ze
powinnam tu być, z tobą…
- Dziękuję. – słyszę wyraźnie wdzięczność w jego głosie.
Mam pewność, ze nie mówi tego z grzeczności.
W
końcu wysiadamy przed hotelem Art Nouveau, jednym z najsławniejszych i
najbardziej luksusowych hoteli w Pradze. Postanawiam tego nie komentować. To jego
pieniądze i może z nimi robić co tylko zechce. Zabieramy ze sobą walizki, które
już przy drzwiach ktoś od nas odbiera. Wszystko jest gotowe wiec od razu
udajemy się do pokoi.
~~~*~~~
- Pewnie zastanawiasz się jakim cudem stać mnie w tej
sytuacji na taki hotel? – pyta kiedy jemy wspólnie kolację hotelowej restauracji.
- C-co?! Nie! To znaczy pomyślałam o tym, ale to twoje
wydatki.- oznajmiam.
- To hotel mojego znajomego, a dokładniej jego ojca,
zaproponował, ze możemy się tu zatrzymać.
- Dobra, przyznaję odetchnęłam z ulgą. – próbuję się uśmiechnąć
ale zamiast tego wychodzi mi jakiś grymas. – WuFan…
- Tak?
- Pokażemy im, że damy sobie bez nic radę?
W
odpowiedzi chłopak łapie mnie za rękę i splata nasze dłonie razem. RAZEM. Razem
możemy wszystko. Musimy tylko nie poddawać się i wspierać nawzajem. Boże błagam
Cię nich chłopcy też dadzą radę, niech o nas pamiętają i nie czują się zdradzeni.
Najdziwniejsze
e tej całej sytuacji jest to, że nie żałuję, ze tu jestem. Z nim… Coś czuję tylko jeszcze nie jestem do końca
pewna co…
~~~*~~~
*SEHUN POV*
- Tao! Wyjdź proszę w końcu z tego pokoju i powiedz nam
co się stało! – krzyczę tak już od pól godziny, ale odpowiada mi tylko odgłos cichego
szlochania i ciała turlającego się po łóżku. – Tao… Martwię się, mogę wejść? –
naciskam na klamkę, która o dziwo łatwo ustępuje.
Przez
chwilę nic nie widzę, dopiero po chwili moje oczy przyzwyczajają się do
ciemności. Od razu spoglądam na łóżko. Tak jak się spodziewałem leży na nim
zwinięta w kłębek postać. Podchodzę i nagle zamieram widząc na szafce nocnej
kopertę „dla Sehuna”. Podnoszę ją bardzo powoli jak gdyby zaraz miała mnie
poparzyć albo wybuchnąć. Otwieram ją w końcu zbierając się na odwagę. Przy
okazji czując też, że Tao mi się przygląda. Wyciągam ze środka kawałek papieru.
Pierwsze co rzuca mi się w oczy to niechlujne pismo Amandy Ale skąd w… zaraz.
Szybko zaczynam czytać i nagle wszystko jaśnieje. Już rozumiem. Już…
Sehun
Tobie postaram się to opisać nieco dokładniej jednak mam
prośbę. Nie pokazuj tego nikomu.
Wyjechałam wraz z YiFanem do Pragi. Tak wiem jak to
brzmi. Naprawdę kocham was wszystkich ale czułam, że muszę mu pomóc. Jeszcze nie
wiem jak to nazwać ale chyba rozumiesz co mną kierowało. Stan zdrowia WuFana
nie pozwala na dalsze bycie w zespole, a wiesz dobrze jakie jest SM dla chińczyków.
Chyba… chyba nie zobaczymy się zbyt prędko. Jestem ci za wszystko bardzo wdzięczna,
dziękuję za to, ze byłeś dla mnie przyjacielem. Proszę też żebyś nie oceniał
nas zbyt pochopnie. Bo czy ty za Luhanem nie pojechałbyś na koniec świata?
Amanda
Ja nie…
nie płacze. Nigdy. Ale Amanda… Yuta… Nie jestem na nią zły, rozumiem ją. Sama
nie chce się do tego przyznać, ale ona kocha WuYiFana, poszłaby za nim w ogień.
Mimo wszystko jest mi jakoś dziwnie… Oni
odeszli.
- Sehun… - słyszę chrapliwy głos tuż obok, to Tao.
Przytulam
go mocno, czuję jak dreszcze wstrząsają jego ciałem. Ja nie płaczę, nie
potrafię. To nawet nie jest tak, ze nie chce ja po prostu…
- Pójdę do chłopaków. – oznajmiam, zabieram listy i
wychodzę z pokoju.
To
będą ciężkie dni…
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~`
1. Zbliżamy się do końca więc piszcie: SZCZĘŚLIWE vs. SMUTNE zakończenie?
2. Jak czytasz to komentuj!
3. Mam prośbę do anonimów, podpisujcie sie a będę wiedzieć kto mnie odwiedza.
4. Dziękuje za wszystko, kocham was ♥
HAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAAHAHAHA. BITCH. Jak mogłaś tutaj skończyć? Teraz już wiem jak czują się moi czytelnicy, kiedy kończę w takich momentach. ;;
OdpowiedzUsuńJuż chyba nie będę tak robić ;;
W KAŻDYM RAZIE
Kocham cię, twój styl pisania i Amandę.
I Sehuna.
I WuYiFana
Boże, kocham to opowiadanie.
Jedyne co się rzuca w oczy to literówki, a poza tym perf <3
MASZ NAPISAĆ NOWY, ROZUMIESZ? BO CI PRZYWALĘ. W SZKOLE. W POLICZEK. Tak, że przy okazji oberwiesz jeszcze o kaloryfer. *po części to będzie zemsta*
:)
Wesołe. Nie rób mi tego i nie zakończ tego tragicznie plz ;;
Nie mogę się zdecydować na zakończenie. Teraz już jest smutno ;// Ech... decyzję zostawiam innym. Weny życzę!
OdpowiedzUsuńWstaw już koniec bo nie mogę się doczekać plizz :P
OdpowiedzUsuńJej nie wierze ze to juz koniec :| ale jak juz musxe sie z tym pogodzic to chce szczęśliwe zakończenie! To tyle xd weny zycze! :**
OdpowiedzUsuńXX
Proooszę nie kończ jeszcze! Nie w takim momencie! I mam nadzieję, że będziesz szybciej dodawać posty,bo zawsze się niecierpliwię :')
OdpowiedzUsuńAnonimowy Anonim
Szczęśliwe.. musi być szczęśliwe! ;__; To wszystko jest takie piękne i smutne ... ;c No cóż.. czekam na happy end x3 Weny życzę c;
OdpowiedzUsuńdopiero dzisiaj znalazłam, i zaczęłam czytać twoje opowiadania.. muszę Ci powiedzieć, że masz talent, już pomijając jakieś małe błędy, bo każdemu może się zdarzyć, ale mam nadzieję, że będziesz daje pisać, na pewno będę z chęcią czytać, i oczywiście czekam na zakończenie!
OdpowiedzUsuń~Olxiu
Czekam i czekam, chcę zakończenie! ;; tak bardzo chcę wiedzieć jak to zakończysz:<
OdpowiedzUsuńJejku, sama nie wiem, jakie powinno być zakończenie. To takie piękne.. Jestem tylko ciekawa co z Amandą i Krisem.. Pozdrawiam.
OdpowiedzUsuń