niedziela, 12 października 2014

Rozdział 18 "Nie pojechałbyś na koniec świata?"

                Lotnisko. Walizki. Odprawa. Samolot. Łzy. Miałam nie płakać. Jak niby mam to spełnić?! Znów tracę najbliższych i to na własne życzenie.
                Stoję przed wejściem do samolotu i czuję jak stopy wrastają mi w podłogę, paraliż ogarnia całe mój ciało. Boże, Yuta nie denerwuj się.
-Spokojnie. Idź. – czuję jak ktoś łapie mnie w pasie i delikatnie popycha do przodu.
                Ciężkie jak stal nogi jakimś cudem odrywają się od podłogi. Ciągle czuję dotyk znajomych rąk, teraz na barkach. Chciałabym powiedzieć jak bardzo dziękuję mu za to, ze jest, ale jakoś nie mogę się odezwać. Boję się zaburzyć ciszę, która pomiędzy nami panuje. Serce, które zaczęło bić jak szalone w kawiarni wcale nie zwolniło, nawet teraz próbuję mi się wydostać z mojej piersi. Kiedy zajmujemy już miejsca cos sobie uświadamiam. Wyciągam z kieszeni wyłączony od dłuższego czasu telefon, odpinam klapkę, wyciągam baterię a potem to o co mi chodziło. Kartę. Przełamuję ja na pół i na świat wydostają się ostatnie łzy. Wszystko co mi przypomina o rodzinie i chłopcach zostawiłam w mieszkaniu, łącznie z dwunastoma szybko naskrobanymi listami. Jeden dla cioci i wujka oraz jedenaście dla chłopców. Możecie myśleć, że to niemożliwe, ale miałam dużo czasu, bo prawie nic ze sobą nie zabierałam.
-Już nie będę płakać. – oświadczam głosem tak zdecydowanym, że sama go u siebie nie poznaję.
- Nie będziesz obiecuję. – YiFan obejmuje mnie mocno w pasie i przyciąga do siebie. To dla niego. To wszystko jest dla niego. Pytanie tylko dlaczego ja się na to zgodziłam?

~~~*~~~

-Yuta! Yuta! – słyszę delikatnie i w miarę ciche słowa nad moim uchem. – Jesteśmy.
                Otwieram oczy i przeciągam się na wygodnym siedzeniu, niczym kot. Wszyscy już wstają z miejsc i przygotowują się do wyjścia. Już po chwili sama się za to zabieram. Kiedy tylko jestem gotowa opuszczamy samolot.
                Stojąc przed gmachem lotniska zastanawiam się nad tym po co i dlaczego ja tu przyjechałam…
- Boję się. – szepczę i nagle przelatuję mi przed oczami obraz Tao.
- Przecież jestem przy tobie.
- Zostawiłam ich. – niby nie krzyczę, ale słowa echem rozchodzą się po parkingu. – Zostawiłam. – dodaję ciszej.
- Przepraszam.
- Nie. – przytulam go najmocniej jak potrafię, miałam już nie płakać i nie płacze, nawet gdybym chciała, chyba brakło mi łez. To oklepany tekst, ale teraz mogę oficjalnie potwierdzić, ze prawdziwy.
- Nie wyspałam się dziś przez ciebie.
- Przepraszam za to…
- Nie, nie wyspałam się w samolocie… śniłeś mi się. – mój uśmiech w tym momencie nie jest nawet wymuszony.
- W takim razie nie przepraszam.  – śmieje się pierwszy raz od dłuższego czasu, co brzmi naprawdę pięknie.
- Idziemy? – pytam.
                Chłopak w odpowiedzi tylko idzie przed siebie, zupełnie jakby znał drogę. Podchodzimy do miejsca postoju taksówek. WuFan mówi po angielsku kilka słów do kierowcy i pakujemy się do samochodu.
                To szalone. Jestem tu, z nim Zostawiłam wszystko. Nawet nie mam jak skontaktować się z rodziną. Numerów nie pamiętam a wszystkie były na karcie. Ale to dobrze, to musi być wyraźny sygnał dla SM, jestem tu by go wspierać. Jestem tu też z innego powodu, z tego samego powodu Fan w ogóle mnie poprosi, żebym z nim jechała, ale na razie sama przed sobą nie chcę się do tego przyznać. Bo przecież ja nigdy nic do niego nie miałam. Kolega z pracy to wszystko. To wszystko…
-Jesteśmy. – oznajmia poważnie YiFan.
- W dwie godziny można zmienić świat. – szepczę pod nosem przypominając sobie jak ostatniego wieczora w Korei wychodziłam na spotkanie…
- Zmieniłem twój świat?
- A nie? Właśnie jestem w Europie, w Pradze a jeszcze kilka godzin temu przygotowywałam się do lekcji w tym więzieniu, które wszyscy nazywają wytwórnią. Nie wiem jeszcze czy mam ci dziękować, czy znienawidzić do końca życia ale jednego jestem pewna. Zmieniłeś moje życie. To śmieszne, znam cię pół roku, jakoś nie specjalnie często ze sobą rozmawiamy, ale pojechałam z tobą do Europy żeby pomóc ci uciec od gwarantowanego uszczerbku na zdrowiu, które mogłoby ci zagwarantować SM. Gdyby ktokolwiek mi o tym opowiedział, wyśmiałabym go.  Dziwne, ale czuję, ze powinnam tu być, z tobą…
- Dziękuję. – słyszę wyraźnie wdzięczność w jego głosie. Mam pewność, ze nie mówi tego z grzeczności.
                W końcu wysiadamy przed hotelem Art Nouveau, jednym z najsławniejszych i najbardziej luksusowych hoteli w Pradze. Postanawiam tego nie komentować. To jego pieniądze i może z nimi robić co tylko zechce. Zabieramy ze sobą walizki, które już przy drzwiach ktoś od nas odbiera. Wszystko jest gotowe wiec od razu udajemy się do pokoi.

~~~*~~~

- Pewnie zastanawiasz się jakim cudem stać mnie w tej sytuacji na taki hotel? – pyta kiedy jemy wspólnie kolację  hotelowej restauracji.
- C-co?! Nie! To znaczy pomyślałam o tym, ale to twoje wydatki.- oznajmiam.
- To hotel mojego znajomego, a dokładniej jego ojca, zaproponował, ze możemy się tu zatrzymać.
- Dobra, przyznaję odetchnęłam z ulgą. – próbuję się uśmiechnąć ale zamiast tego wychodzi mi jakiś grymas. – WuFan…
- Tak?
- Pokażemy im, że damy sobie bez nic radę?
                W odpowiedzi chłopak łapie mnie za rękę i splata nasze dłonie razem. RAZEM. Razem możemy wszystko. Musimy tylko nie poddawać się i wspierać nawzajem. Boże błagam Cię nich chłopcy też dadzą radę, niech o nas pamiętają i nie czują się zdradzeni.
                Najdziwniejsze e tej całej sytuacji jest to, że nie żałuję, ze tu jestem. Z nim…  Coś czuję tylko jeszcze nie jestem do końca pewna co…

~~~*~~~

*SEHUN POV*

- Tao! Wyjdź proszę w końcu z tego pokoju i powiedz nam co się stało! – krzyczę tak już od pól godziny, ale odpowiada mi tylko odgłos cichego szlochania i ciała turlającego się po łóżku. – Tao… Martwię się, mogę wejść? – naciskam na klamkę, która o dziwo łatwo ustępuje.
                Przez chwilę nic nie widzę, dopiero po chwili moje oczy przyzwyczajają się do ciemności. Od razu spoglądam na łóżko. Tak jak się spodziewałem leży na nim zwinięta w kłębek postać. Podchodzę i nagle zamieram widząc na szafce nocnej kopertę „dla Sehuna”. Podnoszę ją bardzo powoli jak gdyby zaraz miała mnie poparzyć albo wybuchnąć. Otwieram ją w końcu zbierając się na odwagę. Przy okazji czując też, że Tao mi się przygląda. Wyciągam ze środka kawałek papieru. Pierwsze co rzuca mi się w oczy to niechlujne pismo Amandy Ale skąd w… zaraz. Szybko zaczynam czytać i nagle wszystko jaśnieje. Już rozumiem. Już…

Sehun

            Tobie postaram się to opisać nieco dokładniej jednak mam prośbę. Nie pokazuj tego nikomu.
            Wyjechałam wraz z YiFanem do Pragi. Tak wiem jak to brzmi. Naprawdę kocham was wszystkich ale czułam, że muszę mu pomóc. Jeszcze nie wiem jak to nazwać ale chyba rozumiesz co mną kierowało. Stan zdrowia WuFana nie pozwala na dalsze bycie w zespole, a wiesz dobrze jakie jest SM dla chińczyków. Chyba… chyba nie zobaczymy się zbyt prędko. Jestem ci za wszystko bardzo wdzięczna, dziękuję za to, ze byłeś dla mnie przyjacielem. Proszę też żebyś nie oceniał nas zbyt pochopnie. Bo czy ty za Luhanem nie pojechałbyś na koniec świata?
Amanda

                Ja nie… nie płacze. Nigdy. Ale Amanda… Yuta… Nie jestem na nią zły, rozumiem ją. Sama nie chce się do tego przyznać, ale ona kocha WuYiFana, poszłaby za nim w ogień. Mimo wszystko jest mi jakoś dziwnie…  Oni odeszli.
- Sehun… - słyszę chrapliwy głos tuż obok, to Tao.
                Przytulam go mocno, czuję jak dreszcze wstrząsają jego ciałem. Ja nie płaczę, nie potrafię. To nawet nie jest tak, ze nie chce ja po prostu…
- Pójdę do chłopaków. – oznajmiam, zabieram listy i wychodzę z pokoju.

                To będą ciężkie dni…

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~`

1. Zbliżamy się do końca więc piszcie: SZCZĘŚLIWE vs. SMUTNE zakończenie?
2. Jak czytasz to komentuj!
3. Mam prośbę do anonimów, podpisujcie sie a będę wiedzieć kto mnie odwiedza.
4. Dziękuje za wszystko, kocham was ♥

9 komentarzy:

  1. HAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAAHAHAHA. BITCH. Jak mogłaś tutaj skończyć? Teraz już wiem jak czują się moi czytelnicy, kiedy kończę w takich momentach. ;;
    Już chyba nie będę tak robić ;;
    W KAŻDYM RAZIE
    Kocham cię, twój styl pisania i Amandę.
    I Sehuna.
    I WuYiFana
    Boże, kocham to opowiadanie.
    Jedyne co się rzuca w oczy to literówki, a poza tym perf <3
    MASZ NAPISAĆ NOWY, ROZUMIESZ? BO CI PRZYWALĘ. W SZKOLE. W POLICZEK. Tak, że przy okazji oberwiesz jeszcze o kaloryfer. *po części to będzie zemsta*
    :)
    Wesołe. Nie rób mi tego i nie zakończ tego tragicznie plz ;;

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie mogę się zdecydować na zakończenie. Teraz już jest smutno ;// Ech... decyzję zostawiam innym. Weny życzę!

    OdpowiedzUsuń
  3. Wstaw już koniec bo nie mogę się doczekać plizz :P

    OdpowiedzUsuń
  4. Jej nie wierze ze to juz koniec :| ale jak juz musxe sie z tym pogodzic to chce szczęśliwe zakończenie! To tyle xd weny zycze! :**
    XX

    OdpowiedzUsuń
  5. Proooszę nie kończ jeszcze! Nie w takim momencie! I mam nadzieję, że będziesz szybciej dodawać posty,bo zawsze się niecierpliwię :')

    Anonimowy Anonim

    OdpowiedzUsuń
  6. Szczęśliwe.. musi być szczęśliwe! ;__; To wszystko jest takie piękne i smutne ... ;c No cóż.. czekam na happy end x3 Weny życzę c;

    OdpowiedzUsuń
  7. dopiero dzisiaj znalazłam, i zaczęłam czytać twoje opowiadania.. muszę Ci powiedzieć, że masz talent, już pomijając jakieś małe błędy, bo każdemu może się zdarzyć, ale mam nadzieję, że będziesz daje pisać, na pewno będę z chęcią czytać, i oczywiście czekam na zakończenie!
    ~Olxiu

    OdpowiedzUsuń
  8. Czekam i czekam, chcę zakończenie! ;; tak bardzo chcę wiedzieć jak to zakończysz:<

    OdpowiedzUsuń
  9. Jejku, sama nie wiem, jakie powinno być zakończenie. To takie piękne.. Jestem tylko ciekawa co z Amandą i Krisem.. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdy komentarz. To bardzo motywuje. ♥