Musze się czymś zająć… muszę… Nudzi mi się… Już nawet
Internet mi się nudzi… Czekaj, czekaj. Internet może się nudzić? Czy raczej
znudzić? Dobra nie ważne. Mam jeszcze dwie godziny i zupełnie nie wiem co ze
sobą zrobić, przygotowałam nawet materiały na jutro, czego przez moje lenistwo
nie miałam zamiaru robić. Dwie godziny… w dwie godziny można zmienić świat…
Zabieram się za poszukiwanie telefonu, który
jak zawsze gdzieś rzuciłam. Znajduję go pod poduszką na kanapie, to i tak
lepiej niż gdybym znalazła go w lodówce…
Wybieram numer i już po chwili z głośnika dobiega sygnał wybierania.
- Halo?
- Dzień Dobry ciociu! – wołam do słuchawki – Nie
chciałabyś wyjść na spacer? Mieszkam tu pół roku a nadal nic nie wiem o tym
mieście.
- Chętnie, tylko z kim zostawię Mimori?
- Przecież masz wózek, Mimi może wybrać się z nami. –
staram się ja przekonać.
-No dobrze, spotkajmy się w parku, tym niedaleko SM. –
oświadcza wyraźnie ucieszona, że w końcu gdzieś wyjdzie.
Perspektywa
posiadania dziecka jest piękna i bez skazy dopóki się go naprawdę nie ma. Co
prawda macierzyństwo jest piękne, ale na przykładzie cioci mogę stwierdzić, ze
ma też swoje minusy, które wymagają poświęceń. Na przykład to, że ciocia odkąd
urodziła mała, praktycznie nie wychodzi z domu. Mimo wszystko kiedy na nich
patrzę widzę, że warto…
Ubrana
i gotowa, nie tylko na spacer z ciocią ale też na spotkanie z YiFanem wychodzę
z mieszkania. Zamykam drzwi na klucz i odchodzę. Park jest tylko dziesięć minut
drogi pieszo, wiec nie spiesząc się idę powoli oblaną pomarańczowym,
zachodzącym słońcem ulicą. Dalej mam to przerażające uczucie, że niedługo to
wszystko stracę. Martwi mnie też to, ze WuFan chciał porozmawiać, ostatnio
dziwnie się zachowuje. Jest taki cichy i przybity, to tego odsuwa się do
wszystkich jakby się… żegnał? Przeraża mnie to, zresztą nie tylko mnie. Tao też
nie jest przez to w dobrym nastroju, chociaż dobrze to ukrywa, w końcu to jego
najlepszy przyjaciel.
Po
piętnastu minutach jestem na miejscu. Ciocia już na mnie czeka, spacerując z
małą alejkami blisko wejścia.
- Cześć. – mówimy równocześnie i przytulamy się na
powitanie.
- Co cie tak naszło na spacer o tej porze? – mówi od razu
na wstępie.
- Mam się spotkać z YiFanem o dwudziestej drugiej, a
teraz tak bardzo mi się nudziło… a sama
nie chciałam nigdzie iść, bo zupełnie nie znam tego miasta. – oznajmiam – Mam nadzieję, że to nie był dla
ciebie problem.
- Dla mnie nie, tylko Mi niedługo będzie zasypiać. –
szepcze prawdopodobnie z przyzwyczajenia.
- Chyba może spać na Świerzym powietrzu? Dziś jest dość
ciepło. A no i wiesz, ze nie powinno się być zbyt cicho przy dziecku, bo potem
tylko się ruszysz, a już się budzi. – mówię doświadczonym głosem, prawie jak
matka kilkorga dzieci.
- A ty skąd niby wiesz takie rzeczy? – pyta jakby nie do
końca przekonana tym co powiedziałam.
- Myślisz, ze dziećmi w bidulu opiekowali się pracownicy?
Nauczyłam się tego wszystkiego trochę na przymus. Do dziś mam nadzieje, że nic
im przez przypadek nie zrobiła, w końcu również byłam dzieckiem. – kończę
opowiadać, bo nie lubię wracać do tych dni, a także nocy, wtedy czułam się
jakbym była pod stałą kontrolą i obserwacją… Trochę jak… EXO w SM?
- Rozumiem, ze chętnie zostaniesz z Mimori , kiedy będę
chciała mieć czas tylko dla siebie? – śmieje się w głos, nawet nie zauważyłam
kiedy wyszłyśmy z parku i zaczęłyśmy iść nieznaną mi ulicą.
- Ta jasne już lecę. Tak właściwie to gdzie jesteśmy? –
pytam rozglądając się dookoła.
- W miejscu gdzie zjesz najlepsze Fast foody i lody w
Pekinie. Jest tutaj mnóstwo ulic z jedzeniem ale tylko tutaj znajdziesz tak
wiele swoich amerykańskich świństw, które kochasz.
- Wow. To tylko trzy przecznice od mojego mieszkania. –
oznajmiam zdumiona. – Która godzina? – zbliża się trudne spotkanie.
- Jest już w pół do dziewiątej. Musimy wracać, zaraz
będzie się ściemniać. – oświadcza.
- Szkoda, ostatnio coraz mniej się widujemy. – żegnam się
i odchodzi.
Wyciągam
telefon z torebki i szukam w kontaktach numeru telefonu do lidera. Czego jak
czego, ale chińskich Samsungów dalej nie ogarniam. Kiedy w końcu go znajduję,
szybko naciskam na numer aby się z nim połączyć. Trzy sygnały, za czwartym odbiera, jak
zawsze…
- Halo? – gdybym go nie znała to pomyślałabym, ze
dodzwoniłam się do seryjnego mordercy.
- Kocham te twoje miłe powitania. – mówię z wyraźnym
sarkazmem.
- Tak wiem, jestem już przed biurem, gdzie się spotkamy?
– pyta jak gdyby nigdy nic.
- Może gdzieś na ulicy, która wychodzi z tylnego wyjścia
z parku, wiesz gdzie to, nazwa mi wyleciała.
-Zaraz tam będę. – ucina.
Ja
mam naprawdę wyjątkowo dobrą pamięć, tylko, ze tez wyjątkowo krótką. Opłacalna
przy kartkówkach gorzej z testami. W życiu codziennym tylko czasem przeszkadza.
Już po piętnastu minutach (które dłużyły mi się w
nieskończoność) Fan jest na miejscu.
- Cześć! – dobra
wiem, ze Koreańczycy tego nie lubią i w ogóle, ale po prostu musiałam przytulić
go na powitanie.
- Hej. – o mało nie mdleje kiedy chłopak odwzajemnia mój
uścisk.
-Eee… okej… to... może… ten.. tam! – jąkam się wskazując
na jedną z knajpek.
- Wszystko Okey? Zachowujesz się jakoś dziwnie… - obejmuj
mnie ramieniem.
Dopiero
teraz zauważam ze jest ubrany w zwykłe dżinsy, czarną bluzę, adidasy i
najzwyklejszy ful cap. To nie podobne do tej modnisi. Wchodzimy do przytulnego
pomieszczenia o pastelowych barwach, zdecydowanie jednak przewarza tutaj biel.
Siadamy przy stoliku i zamawiamy po kawie.
- Opowiem ci wszystko, tylko proszę, nie przerywaj mi.
Zemdlałem ostatnio na treningu, to niby nic strasznego przy takim tempie pracy,
ale mimo wszystko wysłali mnie na badania kontrolne. Okazało się, ze coś nie
tak jest z moim sercem, po prostu nie daje sobie rady, z tym jak muszę żyć. – przerywa
na chwilę, która jest nie do zniesienia. – nie mogę być dłużej w zespole Yuta.
Po prostu nie mogę. Nie poradzę sobie z tym. Mój organizm jest na wyczerpaniu.
Jeśli tutaj zostanę wyniosą mnie sztywnego z któregoś z koncertów i jeszcze
nieźle na tym zarobią. To przykre, ale takie właśnie są realia. – cisza.
W
mojej głowie aż huczy od nadmiaru różnych myśli, po co on mi o tym wszystkim
mówi? I przede wszystkim, co planuje? Boję się, a teraz już wiem czego. Wiem
kogo stracę, kogo mogę stracić… Co teraz? Wiem, że powinnam coś powiedzieć, coś
zrobić, pytanie tylko co…
- Dlaczego? – pytam mimowolnie.
- Bo chce żebyś ze mną wyjechała.
Słucham?!
Matko śniło mi się, czy mam omamy? Czemu mi to robisz WuYiFan? Kocham was
wszystkich i nie potrafię wybrać. Ciocia. Wujek. Czuję i widzę, jak w
podświadomości ucieka mi połowa mojego życia. Ucieka powoli wręcz niezauważalnym
tchnieniem.
- Gdzie?
- Do Pragi, mam tam znajomą, adwokata też już załatwiłem.
Kolejne
wspomnienia spływają po mnie ciurkiem, co teraz? Praga jest daleko stąd, w
europie! Chłopcy sobie nie poradzą kiedy zostawi ich dwójka… przyjaciół? Tao,
przecież Kris, to znaczy YiFan to jego najlepszy przyjaciel. Jedyna osoba,
która słucha jego dziecinnego marudzenia. Myślę, że nie bez powodu WuFan tyle się
męczył, jego powód to ta słodka panda o twarzy zabójcy…
- Tao?
- Zostawiłem mu wiadomość. Będzie bolało, ale to jedyny
sposób.
Spotkanie,
pierwsze spotkanie z chłopcami jako ostatnie, jak zimny prysznic. Musze podjąć
decyzję. Decyzję, która może okazać się najważniejszą w moim życiu. Normalnie
zapytałabym kogoś o pomoc, ale teraz… teraz nie mogę. Nie wiem, nic już nie
wiem. Zgubiłam się. Za kim mam pójść, komu mam pomóc?
-Kiedy?
- Dziś.
- Bądź u mnie za godzinę.
Tak właściwie nie czuję łez, które leją się po moich
policzkach strumieniami.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Przepraszam, że tak długo to schodzi, ale początek roku szkolnego zabija mnie ilością obowiązków. Są tez mistrzostwa Świata w siatkówce, i to też zabiera mi trochę czasu. Dziękuję i Przepraszam za wszsytko ♥
Nareszcie! Rozdział genialny ♥♥♥ Weny życzę :)
OdpowiedzUsuńP.S. Przepraszam, że komentarz taki krótki ale nie mam daru do opisywania ;D
To smutne przeżywać to wszystko o Krisie po raz drugi ale w sumie czekałam aż w końcu ktoś napisze o tym fanfick i się doczekałam mimo iż to po raz kolejny łamie mi to serce :( Rozdział mi sie bardzo podoba i życze weny ^^
OdpowiedzUsuńBŁA !!! 8-) w końcu będą tylko we dwójkę hihihi
OdpowiedzUsuńJezuuu co tu się dzieje, co to za emocje :O Super rozdział! Nie wiem dlaczego, ale Yuta bardziej mi pasuje do Wu Fana niż do Tao (sorki Pandziu) <3 Jestem ogromnie ciekawa co się stanie później i już oczekuje kolejnego rozdziału ^^
OdpowiedzUsuńnie nie nieeee !!! nie błagam niech biedny Tao nie zostaje sammm ;_; nich go spakują do walizki cokolwiek...ehh.. nie mogę poprostu ;( ale z drugiej strony ciesze sie ze WuFan i Yuta będą sami...ale... no nie...db nie zaśmiecam Ci bloga xdd Czekam na dalszy ciąg i weny życze <3
OdpowiedzUsuńświetny rozdział! <3 nie mogę się doczekać kolejnego, ob był jak najszybciej ;3
OdpowiedzUsuńO kurde.
OdpowiedzUsuńFajnie. Fajnie. Fajnie. *^* Kocham twoje opisy i to jak przedstawiłaś Krisiątko, ale jak zwykle mam to samo ale- czemu takie krótkie do cholery jasnej. :)
kurde noooooo
weź pisz dłużej, bo cię zabiję jak Biga kocham :)
http://nuestfanfick.blogspot.com/