niedziela, 14 września 2014

Rozdział 17 "Po prostu nie mogę"

                 Musze się czymś zająć… muszę… Nudzi mi się… Już nawet Internet mi się nudzi… Czekaj, czekaj. Internet może się nudzić? Czy raczej znudzić? Dobra nie ważne. Mam jeszcze dwie godziny i zupełnie nie wiem co ze sobą zrobić, przygotowałam nawet materiały na jutro, czego przez moje lenistwo nie miałam zamiaru robić. Dwie godziny… w dwie godziny można zmienić świat…
                 Zabieram się za poszukiwanie telefonu, który jak zawsze gdzieś rzuciłam. Znajduję go pod poduszką na kanapie, to i tak lepiej niż gdybym znalazła go w lodówce…  Wybieram numer i już po chwili z głośnika dobiega sygnał wybierania.
- Halo?
- Dzień Dobry ciociu! – wołam do słuchawki – Nie chciałabyś wyjść na spacer? Mieszkam tu pół roku a nadal nic nie wiem o tym mieście.
- Chętnie, tylko z kim zostawię Mimori?
- Przecież masz wózek, Mimi może wybrać się z nami. – staram się ja przekonać.
-No dobrze, spotkajmy się w parku, tym niedaleko SM. – oświadcza wyraźnie ucieszona, że w końcu gdzieś wyjdzie.
                Perspektywa posiadania dziecka jest piękna i bez skazy dopóki się go naprawdę nie ma. Co prawda macierzyństwo jest piękne, ale na przykładzie cioci mogę stwierdzić, ze ma też swoje minusy, które wymagają poświęceń. Na przykład to, że ciocia odkąd urodziła mała, praktycznie nie wychodzi z domu. Mimo wszystko kiedy na nich patrzę widzę, że warto…
                Ubrana i gotowa, nie tylko na spacer z ciocią ale też na spotkanie z YiFanem wychodzę z mieszkania. Zamykam drzwi na klucz i odchodzę. Park jest tylko dziesięć minut drogi pieszo, wiec nie spiesząc się idę powoli oblaną pomarańczowym, zachodzącym słońcem ulicą. Dalej mam to przerażające uczucie, że niedługo to wszystko stracę. Martwi mnie też to, ze WuFan chciał porozmawiać, ostatnio dziwnie się zachowuje. Jest taki cichy i przybity, to tego odsuwa się do wszystkich jakby się… żegnał? Przeraża mnie to, zresztą nie tylko mnie. Tao też nie jest przez to w dobrym nastroju, chociaż dobrze to ukrywa, w końcu to jego najlepszy przyjaciel.
                Po piętnastu minutach jestem na miejscu. Ciocia już na mnie czeka, spacerując z małą alejkami blisko wejścia.
- Cześć. – mówimy równocześnie i przytulamy się na powitanie.
- Co cie tak naszło na spacer o tej porze? – mówi od razu na wstępie.
- Mam się spotkać z YiFanem o dwudziestej drugiej, a teraz tak bardzo mi się nudziło…  a sama nie chciałam nigdzie iść, bo zupełnie nie znam tego miasta.  – oznajmiam – Mam nadzieję, że to nie był dla ciebie problem.
- Dla mnie nie, tylko Mi niedługo będzie zasypiać. – szepcze prawdopodobnie z przyzwyczajenia.
- Chyba może spać na Świerzym powietrzu? Dziś jest dość ciepło. A no i wiesz, ze nie powinno się być zbyt cicho przy dziecku, bo potem tylko się ruszysz, a już się budzi. – mówię doświadczonym głosem, prawie jak matka kilkorga dzieci.
- A ty skąd niby wiesz takie rzeczy? – pyta jakby nie do końca przekonana tym co powiedziałam.
- Myślisz, ze dziećmi w bidulu opiekowali się pracownicy? Nauczyłam się tego wszystkiego trochę na przymus. Do dziś mam nadzieje, że nic im przez przypadek nie zrobiła, w końcu również byłam dzieckiem. – kończę opowiadać, bo nie lubię wracać do tych dni, a także nocy, wtedy czułam się jakbym była pod stałą kontrolą i obserwacją… Trochę jak… EXO w SM?
- Rozumiem, ze chętnie zostaniesz z Mimori , kiedy będę chciała mieć czas tylko dla siebie? – śmieje się w głos, nawet nie zauważyłam kiedy wyszłyśmy z parku i zaczęłyśmy iść nieznaną mi ulicą.
- Ta jasne już lecę. Tak właściwie to gdzie jesteśmy? – pytam rozglądając się dookoła.
- W miejscu gdzie zjesz najlepsze Fast foody i lody w Pekinie. Jest tutaj mnóstwo ulic z jedzeniem ale tylko tutaj znajdziesz tak wiele swoich amerykańskich świństw, które kochasz.
- Wow. To tylko trzy przecznice od mojego mieszkania. – oznajmiam zdumiona. – Która godzina? – zbliża się trudne spotkanie.
- Jest już w pół do dziewiątej. Musimy wracać, zaraz będzie się ściemniać. – oświadcza.
- Szkoda, ostatnio coraz mniej się widujemy. – żegnam się i odchodzi.
                Wyciągam telefon z torebki i szukam w kontaktach numeru telefonu do lidera. Czego jak czego, ale chińskich Samsungów dalej nie ogarniam. Kiedy w końcu go znajduję, szybko naciskam na numer aby się z nim połączyć.  Trzy sygnały, za czwartym odbiera, jak zawsze…
- Halo? – gdybym go nie znała to pomyślałabym, ze dodzwoniłam się do seryjnego mordercy.
- Kocham te twoje miłe powitania. – mówię z wyraźnym sarkazmem.
- Tak wiem, jestem już przed biurem, gdzie się spotkamy? – pyta jak gdyby nigdy nic.
- Może gdzieś na ulicy, która wychodzi z tylnego wyjścia z parku, wiesz gdzie to, nazwa mi wyleciała.
-Zaraz tam będę. – ucina.
                Ja mam naprawdę wyjątkowo dobrą pamięć, tylko, ze tez wyjątkowo krótką. Opłacalna przy kartkówkach gorzej z testami. W życiu codziennym tylko czasem przeszkadza.
Już po piętnastu minutach (które dłużyły mi się w nieskończoność) Fan jest na miejscu.
 - Cześć! – dobra wiem, ze Koreańczycy tego nie lubią i w ogóle, ale po prostu musiałam przytulić go na powitanie.
- Hej. – o mało nie mdleje kiedy chłopak odwzajemnia mój uścisk.
-Eee… okej… to... może… ten.. tam! – jąkam się wskazując na jedną z knajpek.
- Wszystko Okey? Zachowujesz się jakoś dziwnie… - obejmuj mnie ramieniem.
                Dopiero teraz zauważam ze jest ubrany w zwykłe dżinsy, czarną bluzę, adidasy i najzwyklejszy ful cap. To nie podobne do tej modnisi. Wchodzimy do przytulnego pomieszczenia o pastelowych barwach, zdecydowanie jednak przewarza tutaj biel. Siadamy przy stoliku i zamawiamy po kawie.
- Opowiem ci wszystko, tylko proszę, nie przerywaj mi. Zemdlałem ostatnio na treningu, to niby nic strasznego przy takim tempie pracy, ale mimo wszystko wysłali mnie na badania kontrolne. Okazało się, ze coś nie tak jest z moim sercem, po prostu nie daje sobie rady, z tym jak muszę żyć. – przerywa na chwilę, która jest nie do zniesienia. – nie mogę być dłużej w zespole Yuta. Po prostu nie mogę. Nie poradzę sobie z tym. Mój organizm jest na wyczerpaniu. Jeśli tutaj zostanę wyniosą mnie sztywnego z któregoś z koncertów i jeszcze nieźle na tym zarobią. To przykre, ale takie właśnie są realia. – cisza.
                W mojej głowie aż huczy od nadmiaru różnych myśli, po co on mi o tym wszystkim mówi? I przede wszystkim, co planuje? Boję się, a teraz już wiem czego. Wiem kogo stracę, kogo mogę stracić… Co teraz? Wiem, że powinnam coś powiedzieć, coś zrobić, pytanie tylko co…
- Dlaczego? – pytam mimowolnie.
- Bo chce żebyś ze mną wyjechała.
                Słucham?! Matko śniło mi się, czy mam omamy? Czemu mi to robisz WuYiFan? Kocham was wszystkich i nie potrafię wybrać. Ciocia. Wujek. Czuję i widzę, jak w podświadomości ucieka mi połowa mojego życia. Ucieka powoli wręcz niezauważalnym tchnieniem.
- Gdzie?
- Do Pragi, mam tam znajomą, adwokata też już załatwiłem.
                Kolejne wspomnienia spływają po mnie ciurkiem, co teraz? Praga jest daleko stąd, w europie! Chłopcy sobie nie poradzą kiedy zostawi ich dwójka… przyjaciół? Tao, przecież Kris, to znaczy YiFan to jego najlepszy przyjaciel. Jedyna osoba, która słucha jego dziecinnego marudzenia. Myślę, że nie bez powodu WuFan tyle się męczył, jego powód to ta słodka panda o twarzy zabójcy…
- Tao?
- Zostawiłem mu wiadomość. Będzie bolało, ale to jedyny sposób.
                Spotkanie, pierwsze spotkanie z chłopcami jako ostatnie, jak zimny prysznic. Musze podjąć decyzję. Decyzję, która może okazać się najważniejszą w moim życiu. Normalnie zapytałabym kogoś o pomoc, ale teraz… teraz nie mogę. Nie wiem, nic już nie wiem. Zgubiłam się. Za kim mam pójść, komu mam pomóc?
 -Kiedy?
- Dziś.
- Bądź u mnie za godzinę.
                Tak właściwie nie czuję łez, które leją się po moich policzkach strumieniami.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Przepraszam, że tak długo to schodzi, ale początek roku szkolnego zabija mnie ilością obowiązków. Są tez mistrzostwa Świata w siatkówce, i to też zabiera mi trochę czasu. Dziękuję i Przepraszam za wszsytko ♥


7 komentarzy:

  1. Nareszcie! Rozdział genialny ♥♥♥ Weny życzę :)
    P.S. Przepraszam, że komentarz taki krótki ale nie mam daru do opisywania ;D

    OdpowiedzUsuń
  2. To smutne przeżywać to wszystko o Krisie po raz drugi ale w sumie czekałam aż w końcu ktoś napisze o tym fanfick i się doczekałam mimo iż to po raz kolejny łamie mi to serce :( Rozdział mi sie bardzo podoba i życze weny ^^

    OdpowiedzUsuń
  3. BŁA !!! 8-) w końcu będą tylko we dwójkę hihihi

    OdpowiedzUsuń
  4. Jezuuu co tu się dzieje, co to za emocje :O Super rozdział! Nie wiem dlaczego, ale Yuta bardziej mi pasuje do Wu Fana niż do Tao (sorki Pandziu) <3 Jestem ogromnie ciekawa co się stanie później i już oczekuje kolejnego rozdziału ^^

    OdpowiedzUsuń
  5. nie nie nieeee !!! nie błagam niech biedny Tao nie zostaje sammm ;_; nich go spakują do walizki cokolwiek...ehh.. nie mogę poprostu ;( ale z drugiej strony ciesze sie ze WuFan i Yuta będą sami...ale... no nie...db nie zaśmiecam Ci bloga xdd Czekam na dalszy ciąg i weny życze <3

    OdpowiedzUsuń
  6. świetny rozdział! <3 nie mogę się doczekać kolejnego, ob był jak najszybciej ;3

    OdpowiedzUsuń
  7. O kurde.
    Fajnie. Fajnie. Fajnie. *^* Kocham twoje opisy i to jak przedstawiłaś Krisiątko, ale jak zwykle mam to samo ale- czemu takie krótkie do cholery jasnej. :)
    kurde noooooo
    weź pisz dłużej, bo cię zabiję jak Biga kocham :)

    http://nuestfanfick.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdy komentarz. To bardzo motywuje. ♥