Moje życie
jest przewidywalne jak kiepski film…
- Kris? – w moim głosie
wyraźnie słychać znużenie wywołane przypomnieniem sobie o kiepskiej dramie,
którą niedawno oglądałam.
- Wszyscy są na dole. –
stwierdza chłodno, ale nie zrażam się tym zbytnio.
- Um. Nie przyszłam tu, żeby
siedzieć na dole… zresztą nie jestem im tam potrzebna.
- Na mnie też nikt nie zwracał
uwagi, więc przyszedłem tutaj. Tao mówił, ze tutaj dobrze się myśli. Miałaś
nadzieje, że go tu spotkasz? – pyta w końcu.
- Tak… zaraz jedziecie. –
podchodzę bliżej widząc, że nie tylko mi nie pasuje postawa nowej „koleżanki”.
Nie wiedząc jak się wobec
niego zachować siadam z dala od krawędzi
dachu po turecku. Ciągle się boję… Już mniej, ale lęk wysokości chyba już na
zawsze ze mną pozostanie. Spoglądam na zegarek, jest już po trzynastej. Czy on
się zaraz nie spóźni?
- Idź już. – oddycham głęboko.
- Masz rację. Powodzenia.
–życzy i odchodzi, a ja zostaję sama.
Jak to
jest, że chłopcy nie widzą głupoty dziewczyn tylko, i wyłącznie dzięki ich wyglądowi.
Jak to jest, że przedtem tak bardzo było im smutno, że odchodzę, a teraz… To
nie jest tak, ze nie chcę dopuścić do nich nikogo oprócz siebie. Ja po prostu…
martwię się. Jest mi też smutno. TAK! Będę to powtarzać! No nic, jeszcze tylko
tydzień. Dam rade. Na pewno.
Jest
dopiero piętnasta. Mam dziś wolne, bo „nowa” ma lekcję z Sehunem. Przynajmniej
sobie odpocznę a raczej będę zadręczać się myślami o tym czy wszystko jest w
porządku.
Możecie nazwać mnie wariatką,
ale oni są bardzo, bardzo, bardzo sławni tutaj w Korei i mają przez to mnóstwo
sasaeng fanów.
Powoli
schodzę z dachu z myślą, ze czas wrócić do mieszkania, nic tu po mnie.
Zatrzymuję się tylko na chwilę na parterze, aby podpisać „listę obecności”,
która tutaj obowiązuję.
Zabieram cienką kurtkę z
szatni, jednak jej nie zakładam, bo na zewnątrz jest już naprawdę ciepło jak na
początek kwietnia. Gdzieniegdzie zaczynają nawet kwitnąć wiśnie. Tak jak sobie
wyobrażałam siedząc na murze opuszczonej fabryki i marząc o lepszym życiu za
granicą, najlepiej w Azji, którą tak bardzo wielbiłam, wraz z moją jedyna koleżanką.
Niedługo po
wyjściu z chłodnego wieżowca, staję pod własnym cieplutkim mieszkaniem.
Zgrabnym ruchem przekręcam klucz w zamku i wchodzę do środka. Odkładam kurtkę na
wieszak, jednocześnie zdejmując niewygodne buty. Mogłam jednak zamówić
taksówkę, bo stopy bardzo mnie bolą. Kiedy jestem już rozebrana udaję się do
kuchni, gdzie nalewam sobie soku do szklanki. Przy okazji zabieram także
laptopa i udaje się do salonu. Jak to ja
muszę mieć jednocześnie włączony telewizor i komputer, inaczej jest pusto…
Lecą akurat
wiadomości, już mam przełączyć kiedy dzieje się coś okropnego. Informacja.
Jedna informacja. Zmienia cały mój dzień. Dziennik informacyjny podaje:
„ZATONĄŁ STATEK, WIELE OSÓB RANNYCH I MARTWYCH!”
Jak to? Szybko pogłaśniam
telewizor, skupiając się na informacjach podawanych przez dziennikarza.
Rozpacz. Widząc zdjęcia z miejsca zdarzenia i krótkie nagrania ukazujące te
wszystkie rodziny… rozpacz. To chyba jedyne słowo, które jest w stanie oddać
zaistniałą sytuację. Dzwoni telefon.
- Amanda? Tutaj wujek. Słuchaj będziesz musiała wracać
natychmiast do Chin. Ta nowa zajmie twoje mieszkanie.
-Co, ale dlaczego? – pytam, nic nie rozumiejąc.
- No chodzi o comback. Planowaliśmy to zrobić nieco inaczej,
ale szef zadecydował, ze EXO-M zaczyna promocję już teraz, a EXO-K kiedy ludzie
ochłoną po tej tragedii.
- To bez sensu, przecież w EXO-M też są Koreańczycy. – mówię, ciągle nic do mnie nie dociera.
- Ami… szefa to nie obchodzi. Fani. To oni są ważni, chodzi
o odbiorców nie chłopców. Oni za niedługo będą już w Chinach ty masz samolot
rano. Musze kończyć dobrej nocy.
Rozłącza się.
Człowiek… Czy ludzie w
dzisiejszych czasach widzą w nim cokolwiek prócz maszynki do zarabiania
pieniędzy, zapominając o swoim człowieczeństwie? Raczej wątpię by ktokolwiek
był w stanie, w tych okolicznościach uśmiechać się do kamer i tańczyć
szczęśliwie na scenie. Oni mogli znać te zaginione lub martwe osoby, to mogli
być ich znajomi, ze szkoły! Ale kogo to obchodzi… To nie ich interes. Bo
przecież na tej tragedii także można nieźle zarobić. Albo na współczuciu dla
ofiar. Gdzie ci ludzie w drodze do pieniędzy zgubili swojego ducha? Gdzie?
Jestem ciekawa jak wyglądałoby ich stanowisko gdyby ktoś z ich rodziny tam był.
Niektórzy jak widać muszą na własnej skórze poczuć ból aby móc współczuć.
Ale nie mi dane jest osądzać tym
zajmie się ten na górze. Teraz muszę się spakować i pomóc im w przygotowaniach.
W końcu podczas pierwszego programu na żywo Luhan ma zaprezentować swoje nowo
nabyte umiejętności.
Idę już schodami w górę kiedy
czuję wibracje w prawej kieszeni moich spodni. To Tao…
- Cześć. – jego głos jest bardzo słaby co mnie martwi.
- Cześć, coś się stało? – pytam.
- Emm… nic. Po prostu słyszałem, że jutro wracasz i nie mogę
się doczekać. – próbuje się zaśmiać ale to wywołuje tylko salwę kaszlu.
- Masz taki słaby głos…
- To przez lekką gorączkę, ale nic się nie bój Kris dobrze
się mną opiekuje. – oświadcza.
- Co?! – krzyczę zdziwiona. – Powinieneś teraz odpoczywać, a
nie trenować.
-To moja praca, wiec jest okey.
- Zaczynam myśleć, że w tej wytwórni nic nie jest okey… -
wypuszczam głośno powietrze. – Musze iść się pakować. Dobrej nocy, kuruj się bo
czeka nas bardzo ciężka praca.
- Papa…
W ciągu trzydziestu minut
wszystko wywróciło się do góry nogami… Nie za dużo jak na jeden rozdział, i
kilkanaście mililitrów atramentu?
Wznawiam moją wędrówkę do
sypialni i do razu wypakowuję wszystko z szafek. Nic prócz ubrań i kosmetyków
nie jest tu moje. No… może jeszcze jedzenie, ale zostawię coś tej całej Hikari,
a żeby z głodu nie padła bo pójdę siedzieć za „nieumyślne” spowodowanie
śmierci.
Kiedy wszystko jest już
spakowane i gotowe idę na dół do kuchni, aby przygotować sobie coś na rano do
zjedzenia. Już teraz jestem pewna, ze wstanę zbyt późno.
Zrobione kanapki chowam do
lodówki i śniadanie na jutro jest gotowe. Ponieważ jest jeszcze wcześnie udaję
się do salonu, nie oglądam wiadomości bo potem zbyt dużo bym o tym rozmyślała i
zapewne nie mogłabym zasnąć. Włączam byle jaki kanał, akurat leci mecz
siatkówki. Jako wielka fanka tej dyscypliny chętnie oglądam mecz. Okazję się,
ze jest to finał ligowych rozgrywek z polski (jednej z najlepszych lig w
świecie). Z zadowoleniem odnotowuję, że za niedługo rozpocznie się sezon
reprezentacyjny, który moim zdaniem jest jeszcze ciekawszy. Pytanie tylko czy
będę mieć czas na oglądanie meczy. To dziwne ale nigdy nie kibicowałam Wielkiej
Brytanii, tylko Polsce właśnie. Taki mały kraj, leżący pomiędzy Europą
wschodnią i zachodnią. Ale jedno trzeba im przyznać maja świetnych sportowców…
oprócz piłkarzy oczywiście.
Mniejsza z tym. Mimo ciekawego i
zaciętego spotkania już pół godziny później zasypiam. Sen niby ten sam, ale
sceneria inna. Sceneria i oczy. Sprawiają, ze pragnę się schować, uciec. To nie
są oczka Pandy zmęczone i czarne jak smoła są inne. Co prawda widzę przed sobą
cała postać tajemniczego chłopaka, jednak jestem w stanie patrzeć tylko w jego
brązowo-miodowe tęczówki. Jego wzrok… jak gdyby o coś pytał…
Budzik.
Zaspana, szybko zrywam się
kanapy, byle tylko jak najszybciej zapomnieć o moim śnie. Od razu wskakuję po
prysznic, odkręcam wodę tak aby była
gorąca i niemal od razu mnie to odpręża. Niestety muszę się śpieszyć. Kiedy
resztki piany ze mnie znikają , mogę wychodzić. Od razu dopada mnie przenikliwy
chłód, więc z potrójnym przyśpieszeniem wycieram się do sucha. Zakładam wygodne
legginsy i bluzę, którą dostałam od wujka. Czeszę włosy, robię naprawdę
delikatny makijaż i jestem gotowa. Schodzę do kuchni aby zjeść szybkie
śniadanie i ku mojemu przerażeniu w pomieszczeniu znajduję Kage wyjadającą moje
cenne kanapki.
- O! To było twoje?! Tak mi przykro. – oświadcza swoim
cukierkowym głosem chcąc być uznana za niewinną śmierci moich kanapek. Były
jeszcze takie młode…
Oddycham głęboko przełykając
ślinę i zmuszam się do powiedzenia czegokolwiek.
- Powodzenia. Wychodzę. – oświadczam po drodze zabierając
wszystko co moje.
Naprawdę zdenerwowana opuszczam
budynek. Jeszcze nie zdążyłam wyjść a ta mysz już zadomowiła się w moim
mieszkaniu. Wyciągam z obszernej torebki telefon i dzwonię po taksówkę, po
chwili czekania auto jest na miejscu. Pakuje walizki do bagażnika z pomocą
kierowcy siadam z tyłu. Na lotnisko jedziemy długo, bo znajduje się na obrzeżach
miasta. Kiedy jesteśmy już na miejscu wysiadam z pojazdu i od razu zauważam, że
powietrze jest tu o wiele świeższe.
Dwie godziny później jestem już
po odprawie i czekam na samolot. Naprawdę nie mogę się doczekać aż w końcu
opuszczę to miejsce, zobaczę malutką Mimori i chłopaków.
Bardzo martwi mnie tez stan
zdrowia Tao, przygotowania do combacku, a tak właściwie comback, który ma odbyć
się już za dwa dni to nie najlepszy czas na chorowanie. Treningi oraz wysiłek
fizyczny na pewno nie poprawiają jego stanu zdrowia. Najgorsze jest to, że nie
mogę z tym nic zrobić. Mogłabym co prawda iść i powiedzieć CEO co o tym
wszystkim myślę, ale wtedy byłaby zagrożona posada, moja jak i wujka. Gdybym
miała ryzykować tylko własną pracą…
- Pasażerowie lotu 125 proszeni są o udanie się na pokład
samolotu. – słyszę głos wydobywający się z głośnika nade mną.
Przygotowana już od dłuższej
chwili na ten komunikat, zabieram jedynie torebkę i udaję się do wyznaczonego
miejsca.
Podróż mija jak na mnie bardzo
spokojnie, jedynie przez chwilowe turbulencje byłam nerwowa.
Kiedy to piekło wreszcie się
kończy, nie mogę doczekać się wyjścia na powietrze. Udaje mi się spełnić to
życzenie dopiero po dwudziestu minutach. Przed budynkiem czeka na mnie wujek.
- Cześć! – tuli mnie mocno, a ja w odpowiedzi tylko
odwzajemniam uścisk. – Musisz teraz jechać do studia bo trzeba coś niecoś
dograć, w sprawie występu.
- Tak w ogóle, prześpię się dziś, albo jutro? – pytam z
nieskrywaną nadzieją w głosie.
- Raczej nie… to znaczy mogłabyś, ale chyba nie zostawisz
mnie z tym wszystkim samego?
- Nie zostawię… - obiecuje.
Już po chwili siedzimy w
srebrnym, sportowym wozie wujka, z misją udania się do wytwórni. Po drodze
przychodzi do mnie SMS od Tao, że już nie może się doczekać aż przyjadę, co
natychmiastowo poprawia mi humor. Niby ten rozkapryszony bachor jest
wkurzający, a jednak tak bardzo go lubię.
W końcu parkujemy na znajomym
miejscu i wchodzimy do środka. Od razu witam się ze znajoma sekretarką, z którą
bardzo się polubiłam.
- Gdzie iść? – pytam.
- Hymm… studio jest zajęte… może do sali prób, wiesz tam
gdzie tańczą. – oznajmia wujek. – Musze już iść bo chyba będziemy musieli
poprzekładać kilka rzeczy… - odchodzi.
Kiedy tak myślę ostanie stanie
zdrowia chłopków, to może prezes dąży do wyeliminowania najsłabszych ogniw,
albo po prostu chce ich wyzabijać.
Ciągnę za ciężkie, szklane drzwi
i otwiera się przede mną duża i przytulna sala prób, z czarną kanapą w rogu. W
środku czekają już na mnie chłopcy.
- Cześć! – witają się zmęczonymi głosami.
- Cześć. – odpowiadam – Zostawiłam swoją gitarę w Korei, ale
chyba są sobie poradzisz, prawda? – pytam Luhana.
Tak
bardzo nie chcę ich dodatkowo męczyć, ale jakby to powiedzieć… nie mam wyjścia.
Luhanowi idzie świetnie wiec przez godzinę pokazuję mu różne techniki, które mógłby
wykorzystać aby łatwiej mu się grało.
Przez kolejną godzinę
rozmawialiśmy natomiast o tym co dzieje się ze zdrowiem chłopaków.
- Kai ma coś z biodrem, a Sehun z ręką, ale to chyba nie
jest nic poważnego. - zaczyna Kris.
- A co z tobą Tao? –pytam.
-Trochę lepiej, ale wczoraj zdarłem sobie kolano na próbie.
- Może dadzą wam trochę odsapnąć.
- Byłoby fajnie. Jeszcze z dwa tygodnie luzu, a potem zaczną
się koncerty… - opowiada Xiumin.
- Myślałam, ze promocja już się zaczęła…
- To jest tylko przedsmak, ale nie martw się po to tutaj
jesteśmy, w końcu sami sobie wybraliśmy takie życie. – Uspokaja mnie Kris.
Jest już bardzo późno kiedy
wychodzę z siedziby SM. Do mieszkania udaję się pieszo. Wujek już zawiózł tam
wszystkie moje rzeczy. Będąc już na miejscu, od razu idę wziąć prysznic, a
potem spać.
To będą ciężkie tygodnie.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~`
Co prawda pojawił się tu wątek rzeczywisty, ale raczej nie będę opierać się na rzeczywistych zdarzeniach. Rozdział taki sobie, tylko dłuższy. Mam nadzieje, ze długość będzie w końcu odpowiadać.
Dziękuję za wszystkie komentarze, i raczej pozostanę przy pisaniu w zeszycie bo bardziej mi to leży.
Co prawda pojawił się tu wątek rzeczywisty, ale raczej nie będę opierać się na rzeczywistych zdarzeniach. Rozdział taki sobie, tylko dłuższy. Mam nadzieje, ze długość będzie w końcu odpowiadać.
Dziękuję za wszystkie komentarze, i raczej pozostanę przy pisaniu w zeszycie bo bardziej mi to leży.
Pozwolę sobie jako pierwszy skomentować opowiadanie ^ ^
OdpowiedzUsuńZacznę od Hikari i tego jak bardzo nie lubię tej bohaterki.
Wiesz jak czytałem o niej, a następnie o tym statku, który zatonął to nasunęła mi się jedna myśl: "Dlaczego ona magicznie nie mogła się tam znaleźć"
Nie lubię tej postaci choć chyba nie było kiedy jej znielubić, prawda? Jest dopiero od dwóch rozdziałów, a ja mam ochotę napisać opowiadanie na podstawie twojego, gdzie ta dziewczyna zostaje po prostu zwolniona.
Osobiście jestem zawiedziony EXO-K... Mam nadzieje, że spotka ich jakaś kara za to, iż tak pięknie "olali" Yute (Co z tego, że ich lubię, takiego czegoś nie można im wybaczyć.
Współczuje EXO-M i Amandzie, których czeka teraz naprawdę męczący okres, który będzie obfitował w łzy, pot i nie przespane noce.
Zastanawia mnie jak będzie wyglądało to całe koncertowanie, kiedy to chłopaki nie będą mogli być tak często z Yutą, możliwe, iż znów poczuje się osamotniona lub zignorowana? Tego chyba się nie dowiem póki nie przeczytam.
Co do błędów to zauważyłem tylko dwa, ale nie były one jakieś kosmiczne, po prostu zamiast "że" napisałaś "ze"
"...Tao mówił, ze tutaj dobrze się myśli..."
"...Mam nadzieje, ze długość będzie w końcu odpowiadać..."
Teraz czas na ocenę długości:
Według mnie była dobra ^ ^ Byłbym szczęśliwy czytając rozdziały tej długości : )
Powodzenia Autorko \(^.^)/
Trochę się dzieje jeżeli patrzeć na ostatni czas... Zastanawia mnie czy uwzględnisz to w swoim opowiadaniu, a może biorąc pod uwagę, iż nie kierujesz się rzeczywistością, przemilczysz tę sprawę.
UsuńBardzo bym prosił o jakąś odpowiedź ^ ^"
Właśnie o tym myślę. Myślę, myślę, i nadal nic nie wiem. Na razie mam gotowy 13 rozdział i spróbuję go jak najszybciej przepisać. A co do tego nie mam pojęcia co zrobić. Jednak jeśli miałabym coś o tym napisać to dopiero po wyjaśnieniu się całej sytuacji. Mam nadzieję, że pomogłam. gdybyś miał jeszcze jakieś pytania zapraszam tutaj: http://ask.fm/niuta777
Usuńps. Czy ty Baekho na profilowym? (♥)
Dzięki za wyjaśnienie ^ ^ I muszę przyznać, że kompletnie zapomniałem o asku xd Wybacz~
UsuńTak to jest Baekho : )
Boże jak ja uwielbiam twoje opowiadania, już nie mogę się doczekać następnego rozdziału ^.^
OdpowiedzUsuńFighting autorko *.* ^_^
Świetne i fajnie lekko się czyta ;)
OdpowiedzUsuńczekam na nn. :D
OdpowiedzUsuńRozdział bardzo mi się podobał. Przyjemnie się go czytało. Co do Hikari i zachowania Exo-K to jestem tego samego zdania, co Autor Matelo.... Jak można tak po prostu olać Yutę? No ja się pytam, jak???
OdpowiedzUsuńSzkoda mi Amandy i Exo-M, gdyż będą na prawdę się męczyć. W sumie dobrze, że zahaczyłaś o wątek realistyczny.
Ale, nie zmienia to faktu, że uwielbiam Twoje opowiadanie i czekam, na kolejne rozdziały ^^
~Pozdrawiam i życzę weny~ :3
Przeczytałam wszystko za jednym zamachem :3 naprawdę świetne czekam na dalsze części :3
OdpowiedzUsuń