niedziela, 11 maja 2014

Rozdział 12 " Ta mysz się panoszy"

Moje życie jest przewidywalne jak kiepski film…
- Kris? – w moim głosie wyraźnie słychać znużenie wywołane przypomnieniem sobie o kiepskiej dramie, którą niedawno oglądałam.
- Wszyscy są na dole. – stwierdza chłodno, ale nie zrażam się tym zbytnio.
- Um. Nie przyszłam tu, żeby siedzieć na dole… zresztą nie jestem im tam potrzebna.
- Na mnie też nikt nie zwracał uwagi, więc przyszedłem tutaj. Tao mówił, ze tutaj dobrze się myśli. Miałaś nadzieje, że go tu spotkasz? – pyta w końcu.
- Tak… zaraz jedziecie. – podchodzę bliżej widząc, że nie tylko mi nie pasuje postawa nowej „koleżanki”.
Nie wiedząc jak się wobec niego zachować  siadam z dala od krawędzi dachu po turecku. Ciągle się boję… Już mniej, ale lęk wysokości chyba już na zawsze ze mną pozostanie. Spoglądam na zegarek, jest już po trzynastej. Czy on się zaraz nie spóźni?
- Idź już. – oddycham głęboko.
- Masz rację. Powodzenia. –życzy i odchodzi, a ja zostaję sama.
Jak to jest, że chłopcy nie widzą głupoty dziewczyn tylko, i wyłącznie dzięki ich wyglądowi. Jak to jest, że przedtem tak bardzo było im smutno, że odchodzę, a teraz… To nie jest tak, ze nie chcę dopuścić do nich nikogo oprócz siebie. Ja po prostu… martwię się. Jest mi też smutno. TAK! Będę to powtarzać! No nic, jeszcze tylko tydzień. Dam rade. Na pewno.
Jest dopiero piętnasta. Mam dziś wolne, bo „nowa” ma lekcję z Sehunem. Przynajmniej sobie odpocznę a raczej będę zadręczać się myślami o tym czy wszystko jest w porządku.
Możecie nazwać mnie wariatką, ale oni są bardzo, bardzo, bardzo sławni tutaj w Korei i mają przez to mnóstwo sasaeng fanów.
Powoli schodzę z dachu z myślą, ze czas wrócić do mieszkania, nic tu po mnie. Zatrzymuję się tylko na chwilę na parterze, aby podpisać „listę obecności”, która tutaj obowiązuję.
Zabieram cienką kurtkę z szatni, jednak jej nie zakładam, bo na zewnątrz jest już naprawdę ciepło jak na początek kwietnia. Gdzieniegdzie zaczynają nawet kwitnąć wiśnie. Tak jak sobie wyobrażałam siedząc na murze opuszczonej fabryki i marząc o lepszym życiu za granicą, najlepiej w Azji, którą tak bardzo wielbiłam, wraz  z moją jedyna koleżanką.
Niedługo po wyjściu z chłodnego wieżowca, staję pod własnym cieplutkim mieszkaniem. Zgrabnym ruchem przekręcam klucz w zamku i wchodzę do środka. Odkładam kurtkę na wieszak, jednocześnie zdejmując niewygodne buty. Mogłam jednak zamówić taksówkę, bo stopy bardzo mnie bolą. Kiedy jestem już rozebrana udaję się do kuchni, gdzie nalewam sobie soku do szklanki. Przy okazji zabieram także laptopa i udaje się do salonu.  Jak to ja muszę mieć jednocześnie włączony telewizor i komputer, inaczej jest pusto…
Lecą akurat wiadomości, już mam przełączyć kiedy dzieje się coś okropnego. Informacja. Jedna informacja. Zmienia cały mój dzień. Dziennik informacyjny podaje:

  „ZATONĄŁ STATEK, WIELE OSÓB RANNYCH I MARTWYCH!”

Jak to? Szybko pogłaśniam telewizor, skupiając się na informacjach podawanych przez dziennikarza. Rozpacz. Widząc zdjęcia z miejsca zdarzenia i krótkie nagrania ukazujące te wszystkie rodziny… rozpacz. To chyba jedyne słowo, które jest w stanie oddać zaistniałą sytuację. Dzwoni telefon.
- Amanda? Tutaj wujek. Słuchaj będziesz musiała wracać natychmiast do Chin. Ta nowa zajmie twoje mieszkanie.
-Co, ale dlaczego? – pytam, nic nie rozumiejąc.
- No chodzi o comback. Planowaliśmy to zrobić nieco inaczej, ale szef zadecydował, ze EXO-M zaczyna promocję już teraz, a EXO-K kiedy ludzie ochłoną po tej tragedii.
- To bez sensu, przecież w EXO-M też są Koreańczycy. –  mówię, ciągle nic do mnie nie dociera.
- Ami… szefa to nie obchodzi. Fani. To oni są ważni, chodzi o odbiorców nie chłopców. Oni za niedługo będą już w Chinach ty masz samolot rano. Musze kończyć dobrej nocy.
Rozłącza się.
Człowiek… Czy ludzie w dzisiejszych czasach widzą w nim cokolwiek prócz maszynki do zarabiania pieniędzy, zapominając o swoim człowieczeństwie? Raczej wątpię by ktokolwiek był w stanie, w tych okolicznościach uśmiechać się do kamer i tańczyć szczęśliwie na scenie. Oni mogli znać te zaginione lub martwe osoby, to mogli być ich znajomi, ze szkoły! Ale kogo to obchodzi… To nie ich interes. Bo przecież na tej tragedii także można nieźle zarobić. Albo na współczuciu dla ofiar. Gdzie ci ludzie w drodze do pieniędzy zgubili swojego ducha? Gdzie? Jestem ciekawa jak wyglądałoby ich stanowisko gdyby ktoś z ich rodziny tam był. Niektórzy jak widać muszą na własnej skórze poczuć ból aby móc współczuć.
Ale nie mi dane jest osądzać tym zajmie się ten na górze. Teraz muszę się spakować i pomóc im w przygotowaniach. W końcu podczas pierwszego programu na żywo Luhan ma zaprezentować swoje nowo nabyte umiejętności.
Idę już schodami w górę kiedy czuję wibracje w prawej kieszeni moich spodni. To Tao…
- Cześć. – jego głos jest bardzo słaby co mnie martwi.
- Cześć, coś się stało? – pytam.
- Emm… nic. Po prostu słyszałem, że jutro wracasz i nie mogę się doczekać. – próbuje się zaśmiać ale to wywołuje tylko salwę kaszlu.
- Masz taki słaby głos…
- To przez lekką gorączkę, ale nic się nie bój Kris dobrze się mną opiekuje. – oświadcza.
- Co?! – krzyczę zdziwiona. – Powinieneś teraz odpoczywać, a nie trenować.
-To moja praca, wiec jest okey.
- Zaczynam myśleć, że w tej wytwórni nic nie jest okey… - wypuszczam głośno powietrze. – Musze iść się pakować. Dobrej nocy, kuruj się bo czeka nas bardzo ciężka praca.
- Papa…
W ciągu trzydziestu minut wszystko wywróciło się do góry nogami… Nie za dużo jak na jeden rozdział, i kilkanaście mililitrów atramentu?
Wznawiam moją wędrówkę do sypialni i do razu wypakowuję wszystko z szafek. Nic prócz ubrań i kosmetyków nie jest tu moje. No… może jeszcze jedzenie, ale zostawię coś tej całej Hikari, a żeby z głodu nie padła bo pójdę siedzieć za „nieumyślne” spowodowanie śmierci.
Kiedy wszystko jest już spakowane i gotowe idę na dół do kuchni, aby przygotować sobie coś na rano do zjedzenia. Już teraz jestem pewna, ze wstanę zbyt późno.
Zrobione kanapki chowam do lodówki i śniadanie na jutro jest gotowe. Ponieważ jest jeszcze wcześnie udaję się do salonu, nie oglądam wiadomości bo potem zbyt dużo bym o tym rozmyślała i zapewne nie mogłabym zasnąć. Włączam byle jaki kanał, akurat leci mecz siatkówki. Jako wielka fanka tej dyscypliny chętnie oglądam mecz. Okazję się, ze jest to finał ligowych rozgrywek z polski (jednej z najlepszych lig w świecie). Z zadowoleniem odnotowuję, że za niedługo rozpocznie się sezon reprezentacyjny, który moim zdaniem jest jeszcze ciekawszy. Pytanie tylko czy będę mieć czas na oglądanie meczy. To dziwne ale nigdy nie kibicowałam Wielkiej Brytanii, tylko Polsce właśnie. Taki mały kraj, leżący pomiędzy Europą wschodnią i zachodnią. Ale jedno trzeba im przyznać maja świetnych sportowców… oprócz piłkarzy oczywiście.
Mniejsza z tym. Mimo ciekawego i zaciętego spotkania już pół godziny później zasypiam. Sen niby ten sam, ale sceneria inna. Sceneria i oczy. Sprawiają, ze pragnę się schować, uciec. To nie są oczka Pandy zmęczone i czarne jak smoła są inne. Co prawda widzę przed sobą cała postać tajemniczego chłopaka, jednak jestem w stanie patrzeć tylko w jego brązowo-miodowe tęczówki. Jego wzrok… jak gdyby o coś pytał…
Budzik.
Zaspana, szybko zrywam się kanapy, byle tylko jak najszybciej zapomnieć o moim śnie. Od razu wskakuję po prysznic, odkręcam wodę  tak aby była gorąca i niemal od razu mnie to odpręża. Niestety muszę się śpieszyć. Kiedy resztki piany ze mnie znikają , mogę wychodzić. Od razu dopada mnie przenikliwy chłód, więc z potrójnym przyśpieszeniem wycieram się do sucha. Zakładam wygodne legginsy i bluzę, którą dostałam od wujka. Czeszę włosy, robię naprawdę delikatny makijaż i jestem gotowa. Schodzę do kuchni aby zjeść szybkie śniadanie i ku mojemu przerażeniu w pomieszczeniu znajduję Kage wyjadającą moje cenne kanapki.
- O! To było twoje?! Tak mi przykro. – oświadcza swoim cukierkowym głosem chcąc być uznana za niewinną śmierci moich kanapek. Były jeszcze takie młode…
Oddycham głęboko przełykając ślinę i zmuszam się do powiedzenia czegokolwiek.
- Powodzenia. Wychodzę. – oświadczam po drodze zabierając wszystko co moje.
Naprawdę zdenerwowana opuszczam budynek. Jeszcze nie zdążyłam wyjść a ta mysz już zadomowiła się w moim mieszkaniu. Wyciągam z obszernej torebki telefon i dzwonię po taksówkę, po chwili czekania auto jest na miejscu. Pakuje walizki do bagażnika z pomocą kierowcy siadam z tyłu. Na lotnisko jedziemy długo, bo znajduje się na obrzeżach miasta. Kiedy jesteśmy już na miejscu wysiadam z pojazdu i od razu zauważam, że powietrze jest tu o wiele świeższe.
Dwie godziny później jestem już po odprawie i czekam na samolot. Naprawdę nie mogę się doczekać aż w końcu opuszczę to miejsce, zobaczę malutką Mimori i chłopaków.
Bardzo martwi mnie tez stan zdrowia Tao, przygotowania do combacku, a tak właściwie comback, który ma odbyć się już za dwa dni to nie najlepszy czas na chorowanie. Treningi oraz wysiłek fizyczny na pewno nie poprawiają jego stanu zdrowia. Najgorsze jest to, że nie mogę z tym nic zrobić. Mogłabym co prawda iść i powiedzieć CEO co o tym wszystkim myślę, ale wtedy byłaby zagrożona posada, moja jak i wujka. Gdybym miała ryzykować tylko własną pracą…
- Pasażerowie lotu 125 proszeni są o udanie się na pokład samolotu. – słyszę głos wydobywający się z głośnika nade mną. 
Przygotowana już od dłuższej chwili na ten komunikat, zabieram jedynie torebkę i udaję się do wyznaczonego miejsca.
Podróż mija jak na mnie bardzo spokojnie, jedynie przez chwilowe turbulencje byłam nerwowa.
Kiedy to piekło wreszcie się kończy, nie mogę doczekać się wyjścia na powietrze. Udaje mi się spełnić to życzenie dopiero po dwudziestu minutach. Przed budynkiem czeka na mnie wujek.
- Cześć! – tuli mnie mocno, a ja w odpowiedzi tylko odwzajemniam uścisk. – Musisz teraz jechać do studia bo trzeba coś niecoś dograć, w sprawie występu.
- Tak w ogóle, prześpię się dziś, albo jutro? – pytam z nieskrywaną nadzieją w głosie.
- Raczej nie… to znaczy mogłabyś, ale chyba nie zostawisz mnie z tym wszystkim samego?
- Nie zostawię… - obiecuje.
Już po chwili siedzimy w srebrnym, sportowym wozie wujka, z misją udania się do wytwórni. Po drodze przychodzi do mnie SMS od Tao, że już nie może się doczekać aż przyjadę, co natychmiastowo poprawia mi humor. Niby ten rozkapryszony bachor jest wkurzający, a jednak tak bardzo go lubię.
W końcu parkujemy na znajomym miejscu i wchodzimy do środka. Od razu witam się ze znajoma sekretarką, z którą bardzo się polubiłam.
- Gdzie iść? – pytam.
- Hymm… studio jest zajęte… może do sali prób, wiesz tam gdzie tańczą. – oznajmia wujek. – Musze już iść bo chyba będziemy musieli poprzekładać kilka rzeczy… - odchodzi.
Kiedy tak myślę ostanie stanie zdrowia chłopków, to może prezes dąży do wyeliminowania najsłabszych ogniw, albo po prostu chce ich wyzabijać.  
Ciągnę za ciężkie, szklane drzwi i otwiera się przede mną duża i przytulna sala prób, z czarną kanapą w rogu. W środku czekają już na mnie chłopcy.
- Cześć! – witają się zmęczonymi głosami.
- Cześć. – odpowiadam – Zostawiłam swoją gitarę w Korei, ale chyba są sobie poradzisz, prawda? – pytam Luhana.
                Tak bardzo nie chcę ich dodatkowo męczyć, ale jakby to powiedzieć… nie mam wyjścia. Luhanowi idzie świetnie wiec przez godzinę pokazuję mu różne techniki, które mógłby wykorzystać aby łatwiej mu się grało.
Przez kolejną godzinę rozmawialiśmy natomiast o tym co dzieje się ze zdrowiem chłopaków.
- Kai ma coś z biodrem, a Sehun z ręką, ale to chyba nie jest nic poważnego. - zaczyna Kris.
- A co z tobą Tao? –pytam.
-Trochę lepiej, ale wczoraj zdarłem sobie kolano na próbie.
- Może dadzą wam trochę odsapnąć.
- Byłoby fajnie. Jeszcze z dwa tygodnie luzu, a potem zaczną się koncerty… - opowiada Xiumin.
- Myślałam, ze promocja już się zaczęła…
- To jest tylko przedsmak, ale nie martw się po to tutaj jesteśmy, w końcu sami sobie wybraliśmy takie życie. – Uspokaja mnie Kris.
Jest już bardzo późno kiedy wychodzę z siedziby SM. Do mieszkania udaję się pieszo. Wujek już zawiózł tam wszystkie moje rzeczy. Będąc już na miejscu, od razu idę wziąć prysznic, a potem spać.
To będą ciężkie tygodnie. 
                                                                                                                ~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~` 
Co prawda pojawił się tu wątek rzeczywisty, ale raczej nie będę opierać się na rzeczywistych zdarzeniach. Rozdział taki sobie, tylko dłuższy. Mam nadzieje, ze długość będzie w końcu odpowiadać. 
Dziękuję za wszystkie komentarze, i raczej pozostanę przy pisaniu w zeszycie bo bardziej mi to leży. 




9 komentarzy:

  1. Pozwolę sobie jako pierwszy skomentować opowiadanie ^ ^

    Zacznę od Hikari i tego jak bardzo nie lubię tej bohaterki.
    Wiesz jak czytałem o niej, a następnie o tym statku, który zatonął to nasunęła mi się jedna myśl: "Dlaczego ona magicznie nie mogła się tam znaleźć"
    Nie lubię tej postaci choć chyba nie było kiedy jej znielubić, prawda? Jest dopiero od dwóch rozdziałów, a ja mam ochotę napisać opowiadanie na podstawie twojego, gdzie ta dziewczyna zostaje po prostu zwolniona.
    Osobiście jestem zawiedziony EXO-K... Mam nadzieje, że spotka ich jakaś kara za to, iż tak pięknie "olali" Yute (Co z tego, że ich lubię, takiego czegoś nie można im wybaczyć.

    Współczuje EXO-M i Amandzie, których czeka teraz naprawdę męczący okres, który będzie obfitował w łzy, pot i nie przespane noce.
    Zastanawia mnie jak będzie wyglądało to całe koncertowanie, kiedy to chłopaki nie będą mogli być tak często z Yutą, możliwe, iż znów poczuje się osamotniona lub zignorowana? Tego chyba się nie dowiem póki nie przeczytam.

    Co do błędów to zauważyłem tylko dwa, ale nie były one jakieś kosmiczne, po prostu zamiast "że" napisałaś "ze"

    "...Tao mówił, ze tutaj dobrze się myśli..."
    "...Mam nadzieje, ze długość będzie w końcu odpowiadać..."

    Teraz czas na ocenę długości:
    Według mnie była dobra ^ ^ Byłbym szczęśliwy czytając rozdziały tej długości : )

    Powodzenia Autorko \(^.^)/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trochę się dzieje jeżeli patrzeć na ostatni czas... Zastanawia mnie czy uwzględnisz to w swoim opowiadaniu, a może biorąc pod uwagę, iż nie kierujesz się rzeczywistością, przemilczysz tę sprawę.

      Bardzo bym prosił o jakąś odpowiedź ^ ^"

      Usuń
    2. Właśnie o tym myślę. Myślę, myślę, i nadal nic nie wiem. Na razie mam gotowy 13 rozdział i spróbuję go jak najszybciej przepisać. A co do tego nie mam pojęcia co zrobić. Jednak jeśli miałabym coś o tym napisać to dopiero po wyjaśnieniu się całej sytuacji. Mam nadzieję, że pomogłam. gdybyś miał jeszcze jakieś pytania zapraszam tutaj: http://ask.fm/niuta777

      ps. Czy ty Baekho na profilowym? (♥)

      Usuń
    3. Dzięki za wyjaśnienie ^ ^ I muszę przyznać, że kompletnie zapomniałem o asku xd Wybacz~

      Tak to jest Baekho : )

      Usuń
  2. Boże jak ja uwielbiam twoje opowiadania, już nie mogę się doczekać następnego rozdziału ^.^

    Fighting autorko *.* ^_^

    OdpowiedzUsuń
  3. Świetne i fajnie lekko się czyta ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Rozdział bardzo mi się podobał. Przyjemnie się go czytało. Co do Hikari i zachowania Exo-K to jestem tego samego zdania, co Autor Matelo.... Jak można tak po prostu olać Yutę? No ja się pytam, jak???
    Szkoda mi Amandy i Exo-M, gdyż będą na prawdę się męczyć. W sumie dobrze, że zahaczyłaś o wątek realistyczny.
    Ale, nie zmienia to faktu, że uwielbiam Twoje opowiadanie i czekam, na kolejne rozdziały ^^

    ~Pozdrawiam i życzę weny~ :3

    OdpowiedzUsuń
  5. Przeczytałam wszystko za jednym zamachem :3 naprawdę świetne czekam na dalsze części :3

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdy komentarz. To bardzo motywuje. ♥