Niechętnie odchodzę od chłopaka i zaczynam wspinać się po
schodach, chcąc udać się do moich „uczniów”, z którymi mam odbyć lekcję.
- Yuta… - słyszę z dołu, wiec odwracam się i patrzę w miejsce skąd dobiegał głos. –
Zobaczymy się jeszcze przed odlotem?
- To się jeszcze okaże… - odpowiadam tajemniczo się
uśmiechając.
Szczęśliwa udaję się do sali, w której mają odbyć się
zajęcia. Po chwili jestem już na miejscu, nie obywa się oczywiście bez
podziękowań od obydwu chłopaków. Gdy tylko zaczynamy grać chłopcy non stop ze
sobą rywalizują, któremu lepiej wychodzi. To w sumie nawet zabawne.
Po skończonej lekcji udaję się do szefa wytwórni zapytać
o cześć naszej umowy, która jeszcze nie została rozstrzygnięta. Mianowicie,
miałam tylko przez jakiś czas latać tak pomiędzy tymi dwoma państwami, potem
zaś pracować tylko w Chinach, a tutaj ktoś inny.
- Wiedząc, ze trzeba to, w końcu ustalić pukam do drzwi
biura. Odpowiada mi krótkie „proszę”.
- Dzień Dobry. – mówię i kłaniam się, mimo, ze nie jestem
pewna czy powinnam wykonywać ten gest.
- Witam. Chciałaś czegoś Amando? – pyta szorstkim głosem,
co przyprawia mnie o ciarki.
- Chodzi o naszą umowę – mówi głos przypomina mi jak jako
dziecko tłumaczyłam się z czegoś rodzicom… wtedy ich obchodziłam. – Znalazł pan
już kogoś za mnie?
- Tak poznasz ją jutro. Chciałbym też abyś sprawdziła jej
umiejętności. – tym razem łagodzi ton głosu widząc, ze nie marnuję
niepotrzebnie jego czasu.
- Dobrze w takim razie, do widzenia. – oznajmiam i
wychodzę na trzęsących się ciągle nogach z pomieszczenia.
Dlaczego rozmowy z nim zawsze wzbudzają we mnie takie
negatywne emocje? Ten człowiek zdecydowanie powinien być milszy dla
pracowników. Mam tylko nadzieje, ze nie robi chłopakom problemów. Ciekawe co za
dziewczynę wybrał sobie na nową „gitarzystkę”. Błagam niech to nie będzie jakaś
debilka. Której w głowie tylko sława chłopaków. Postaram się to zresztą
sprawdzić, jak tylko będę mogła najlepiej. Wiem, ze to głupie ale ja się
naprawdę martwię, chociaż w sumie niema o co. Jezu, gdyby ktoś kiedykolwiek
chciał spisać moje myśli, byłyby tak chaotyczne, ze nie sposób byłoby je
zrozumieć.
- Amanda! – słyszę za sobą znajomy głos. Odwracam się
szybko na piecie i widzę szeroko uśmiechniętego Krisa.
- O cześć! – co ten mój głos taki zdenerwowany?
- Cześć. Ej, mam pytanie… Nie chciałbyś może przyjść do
nas na kolację? – pyta, mam tylko nadzieje, ze nie widzi moich lekkich
rumieńców, które z prędkością światła wdarły się na moją twarz.
- Um, a nie będę przeszkadzać?
- Ami! Gdybyś miała przeszkadzać, to bym cie nie
zaprosił…
- Dobrze w takim razie chętnie przyjdę. Wyślesz mi adres
SMSem?
-Dobrze. Do wieczora.
- Bay, bay.
Wymieniamy się numerami i wreszcie udaję się przed
budynek. Zaciągam się „Świerzym powietrzem i dzwonie po taksówkę. Już po chwili
siedzę w pojeździe zastanawiając się nad sensem życia. Bo ja chyba go nie
widzę. Nigdy nie pasowałam do otoczenia. Byłam inna, nie przeszkadzało mi to,
ale było męczące. Mało kto rozumie moje słowa. Zresztą kiedy je wypowiadam
nawet dla mnie stają się pozbawione jakiego kol wiek sensu. Jestem głupia,
bardzo. Na dodatek nie tak słodko głupiutka, tylko po prostu głupia.
Z rozmyślań wyrywa mnie tylko to, ze stoję przed drzwiami
mieszkania i muszę sięgnąć po klucze, ukryte głęboko w czeluściach damskiej
torebki. Oto cała ja, nie pamiętam teraz nawet jak zapłaciłam kierowcy. Musze
chyba zacząć ćwiczyć swój mózg bo nie będzie ze mną dobrze.
Kiedy jestem już rozebrana udaję się niemal natychmiast
do kuchni, już mam robić sobie coś do zjedzenia, ale w ostatniej chwili przypominam
sobie o zaproszeniu Wu Fana. Spoglądam zrezygnowana na zegarek i widzę, ze jest
już po szesnastej. Szybko pisze SMS do chłopaka pytając o której mam być u
nich. Po chwili dostaję wiadomość, ze o osiemnastej mam być u nich. Czyli
jeszcze coś zjem…
Ucieszona biorę się za robienie sałatki. Kroję wszystkie
potrzebne składniki, dodaję sosu i gotowe. Siadam przy blacie kuchennym i jem
czytając jednocześnie. Akcja szybko się rozkręca, a książka niemal wciąga mnie
do środka, wiec kiedy po raz kolejny spoglądam na zegarek wiszący nad drzwiami
staromodnej kuchni jest już po siedemnastej.
Jeśli teraz nie przestanę czytać to nie przestanę wcale wiec lepiej
zacznę już się przygotowywać do kolacji.
Szybko wkładam brudne naczynia do zmywarki wyłączając
jednocześnie laptopa. Idę do sypialni po drodze włączając jakiś kanał muzyczny,
bo nie lubię ciszy. Do ubrania wybieram brzoskwiniową koszulę z lekkiego
materiału i szare spodnie marchewki, do tego wisior na długim łańcuchu i jestem
już prawie gotowa, jeszcze tylko makijaż. Szybkim krokiem udaję się do
łazienki, tam delikatnie się maluję i udałam włosy prostownica w delikatne
fale. Wychodząc już z łazienki utrwalam wszystko lakierem. Biorę do ręki
telefon i spoglądam na godzinę, mam jeszcze trzydzieści minut. Z lekkim zdenerwowaniem
pakuję do kopertówki telefon, chusteczki i inne potrzebne mi rzeczy. W tym
samym czasie dzwonię po taksówkę . Jest za dziesięć, a dorm chłopaków jest
jakieś piętnaście minut drogi stąd. Idealnie. Jeszcze tylko psiknięcie
perfumom, przeglądnięcie się w lustrze i mogę wychodzić. Od razu stwierdzam, że
botki na koturnie ni były najlepszym pomysłem. Jak ja nie lubię wysokich butów.
No ale i tak jadę samochodem wiec to raczej bez różnicy.
Po dłuższej chwili stoję przed drzwiami ogromnego
mieszkania zespołu, a nogi trzęsą mi się jak galaretki. Kurde. Mogłam tu jednak
nie przychodzić, mogłam coś wymyślić…
Niepewnie naciskam na dzwonek i czekam, kiedy w końcu
ktoś raczy otworzyć widzę przed sobą uśmiechniętego Baekhyuna.
- Cześć! Jesteś w końcu… głodny jestem a Kyungsoo i Lay
podobno przygotowali coś pysznego. – śmieje się.
- Cześć! Co za
miłe powitanie! – odpowiadam podobni jak on siejąc się, chociaż bardziej ze
zdenerwowania.
W przed pokoju z ulgą zdejmuję niewygodne obuwie. Nigdy
więcej, od dziś chodzę w trampkach. Jedzenie jeszcze nie jest gotowe więc
chłopcy zapraszają mnie do salonu, gdzie znaczna cześć zespołu ogląda jakąś idiotyczną
dramę w telewizji. Witam się jeszcze z obecnymi w salonie i siadam na kanapie
obok zajętego oglądaniem Krisa. Już po
chwili z kuchni, (jak się domyślam) słychać Wołanie o pomoc. Kai i SuHo niemal
od razu i bez żadnych sprzeciwów. Jeszcze rozumiem SuHo jako lider ma
obowiązki, ale Kai? Naprawdę?
Zaczynam się już naprawdę wciągać w tą durnotę z
telewizji, kiedy słyszę wołanie Kyungsoo.
- Kolacja gotowa!
- Uch… w końcu. – słyszę za plecami i już po chwili widzę
Baekhyuna pędzącego korytarzem.
- To się nazywa gościnność. – prycha Kris ze swoją wredną
miną. – Do jadalni tędy. – wskazuje i bierze mnie pod rękę niczym dżentelmen z
innej epoki.
Kątem oka zerkam na ZiTao, który wygląda jakby był zły na
cały świat. A temu co znowu? Zwariuję jak tak dalej pójdzie. Taki mały książę z
niego…
- Tak właściwie chciałam ci coś powiedzieć. To znaczy
całemu zespołowi, ale najpierw tobie! W końcu jesteś liderem. – oświadczam na
jednym wdechu a ten momentalnie się zatrzymuje.
- Coś się stało? Iść po SuHo? – wyraz jego twarzy z
kamiennej zmienia się w zmartwioną w tak szybkim tempie, ze zastanawiam się czy
to ćwiczył.
- Nie, nie ty wystarczysz… - dopiero po chwili uświadamiam
sobie jak źle musiało to zabrzmieć. – To znaczy… chodzi o to, że nie mogę uczyć
i Luhana, i Sehuna. Będę musiała zrezygnować z pracy tutaj. Jutro ma przyjść
dziewczyna, która zajmie moje miejsce. – jego oczy momentalnie robią się tak
wielkie, że można by go niemal pomylić z Kyungsoo. Patrzy tak chwilę aż w końcu
słyszę jego drżący głos.
- Odchodzisz od nas?
- Co?! Nie! To znaczy… Te wszystkie przeloty wiele kosztują,
a tak jedna osoba będzie uczyć w Korei, a druga w Chinach.- tłumaczę szybko, obserwując
zdenerwowanego chłopaka.
- Um. Chłopakom będzie smutno… Szkoda, ze w tym zespole
nic nie jest zależne od nas. – uśmiecha się smutno.
Przytulam go delikatnie szepcząc, żeby się nie smucił,
zostaję w Chinach. W końcu stwierdzam, że trzeba iść bo bo dziwnie zniknęliśmy na
długo.
----------------------------------------------------
Wyszedł bardzo chaotyczny prawda? Przepraszam za to. Dziękuję za komentarze, i rady. Będę się starać pisać coraz lepiej. Następny rozdział powinien pojawić sie za tydzień. ♥ Jeśli już tu jesteście to komentujcie.
Jak zwykle super... Już nie mogę się doczekać kolejnegon rozdziału ^.^ Pisz tak dalej :P
OdpowiedzUsuńuhuhuhu jestem w stanie napisac tylko to ze czekam na nstepny rozdzial uhuhuhu ^^
OdpowiedzUsuńNominowałam cię do Liebster Award
OdpowiedzUsuńSzczegóły na: http://bap-my-story.blogspot.com/
Według mnie stanowczo za krótkie ^^" Ale dobrze wiem jak trudno napisać coś dłuższego dlatego jakoś się z tym pogodzę :)
OdpowiedzUsuńCo do opowiadania to nadal podoba mi się tam samo jak na początku i szczerze powiedziawszy chciałbym rozdziały pojawiały się szybciej
Trochę mi smutno, ponieważ bardziej jestem fanem EXO-K a to, że Yuta będzie pracowała tylko w Chinach... W Każdym razie mam nadzieje, iż ta nowa dziewczyna okaże się zła, a chłopaki coś wykombinują by nauczycielka została :3
Powodzenia Autorko :)
zajebiste zajebiste i jeszcze raz zajebiste uwielbiam exo<3
OdpowiedzUsuńRobi się coraz ciekawiej :D i naprawdę cieszyłabym się gdybyś pisała trochę dłuższe rozdziały...
OdpowiedzUsuńNiee... według mnie jest bardzo ok. akcja fajnie się rozkręca, a główna bohaterka, ma interesujący charakter. Hm... jedyne co mi przeszkadzało to literówki, które mają się jednak nijak do fabuły, soo... powinnaś pisać dłuższe rozdziały, bo twoje opowiadanie wprost uzależnia! :)
OdpowiedzUsuń