piątek, 31 stycznia 2014

Rozdział 3 "Czarne oczy"

Odwracam się przerażona i niemal natychmiast ogarnia mnie złość, bo widzę tylko uśmiechniętego od ucha do ucha Tao.
- Przestraszyłeś mnie durniu. – mówię pod nosem a on tylko się śmieje.
- Przepraszam… - stwierdza już ze skruchą w głosie, nie potrafię się na niego gniewać.
- Dobra… Nic się nie stało. Ale lepiej uważaj znam Wo Sho. – grożę , już prawie się śmiejąc.
- Naprawdę?! – pyta z niedowierzaniem. – Też to trenowałem.
- Więc pewnie bym przegrała… twoja technika jest na pewno lepsza… - przyznaję od razu.
Jeszcze przez chwilę rozmawiam z chłopakiem, okazuję się, ze mają jutro koncert i przyszedł po prowiant na zapewne, wielogodzinne ćwiczenia. Przy kasie się zegnamy i każde idzie w swoją stronę, jednak coś mnie korci, aby się odwrócić, i jeszcze raz na niego spojrzeć. Odwracam głowę, patrząc za siebie i wiedze, że Panda robi dokładnie to samo. Telepatia. Z uśmiechem na ustach idę dalej ulicą. Kiedy jestem pod drzwiami mieszkania, jak zawsze toczę zacięty bój, o klucze, z torebką. W końcu udaje mi się otworzyć mieszkanie, kieruję się niemal od razu do kuchni i odkładam ciężkie zakupy na blat. Postanawiam zrobić sobie jakiś obiad, a raczej podwieczorek. Stawiam na samgyeopsal i wołowinę, samo mięso!! Szybko zabieram się za odpowiednie przygotowanie potrawy. Stwierdzam, że wyszło, bardzo, bardzo dobrze. Jem oczywiście w kuchni bo jest zbyt leniwa, aby przenieść się do salonu. Włączam laptopa i zaczynam wertować dokładnie, dawno nie używanego Facebooka. Nowe zdjęcia znajomych z Brytanii, trochę nowych wiadomości o treści: „co tam u ciebie?”, jest też kilka nowych zaproszeń do znajomych. Czyli chłopcy jednak maja prywatne konta, na tym portalu. Przyjmuję od razu wszystkie i oglądam każdy z profili. W sumie nic ciekawego. Typowa strona nastolatka.
Kończę jeść sprzątam wszystko po sobie. I postanawiam pozmywać naczynia. Skończyłam po siedemnastej. Wytarłam pomarszczone od wody ręce, w ścierkę zawieszoną tuż przy zlewie. Co prawda miałam zmywarkę, ale z brudem wolałam się uporać od razu.
Ostatni raz przecieram kant blatu ścierką i  idę do salonu, jest już osiemnasta wiec szukam jakiegoś fajnego filmu. Skaczę po kanałach jednak ostatecznie i tak nic nie znajduję. Biorę więc laptopa i postanawiam coś poczytać. Bez wahania wpisuję w wyszukiwarce: „EXO fan fiction”. Znajduję mnóstwo opowiadań yaoi, a „oskarżenia” ich fanek nie wydają się być bezpodstawne, choć osobiście nie chcę mi się wierzyć w niektóre z parangów. Postanawiam poczytać trochę one shot’ów i faktów o TaoRisie. Kończy się na tym, ze o 22:00, czuję się znów głodna. Robię sobie na szybko płatki z Melkiem i wracam do czytania. Właśnie zaczęłam czytać jakąś dwudziesto rozdziałową historię, i dosłownie nie potrafiłam się od niej oderwać. Kiedy wreszcie kończę, jest już naprawdę późno, wiec szybko idę do sypialni, przebieram się w piżamę i zagrzebuję w cieplutkiej pościeli, niemal od razu usypiając. Śniło mi się, że byłam na boisku do koszykówki, nigdy nie byłam dobra w tej dyscyplinie. Nagle po drugiej stronie Sali pojawiło się mnóstwo postaci, stawiam, ze dwanaście1. Boję się bardzo, wszyscy maja czarne maski i stroje tego samego koloru. Powoli zaczęli się zbliżać. Chciałam uciekać, ale czułam jakby ktoś przybił moje stopy gwoździami do podłogi. Potem zaczęłam przeraźliwie krzyczeć i nic nie było w stanie mnie uspokoić. Czarne postaci były już blisko, kiedy obudziłam się krzykiem na ustach. Ostatnie co pamiętam to czarne przenikliwe oczy. Miałam taki uczucie, jak gdybym dobrze je znała…
Drżącą ciągle ręką szukam po omacku telefonu i sprawdzam godzinę, jest już czwarta nad ranem. Ponownie układam się do spania, jednak tym razem sen nie chce przyjść. Wiercę się długo na łóżku, które teraz staje się bardzo niewygodne. Zasypiam w końcu niespokojnie, a w głowie mam tylko te oczy…
Rano prawie nic nie pamiętam z sytuacji w nocy. Jedynie tyle, ze się przebudziłam, i śniło mi się coś strasznego. Wstaję leniwie z łóżka i kieruję się do łazienki. Tam wykonuję codzienną toaletę, delikatnie się maluję i ubieram w pomarańczowe rurki, bluzkę z rękawem ¾ w kolorze beżu, i długi wisior. Potem idę do kuchni zastanawiając się co ja będę robić przez cały dzień. Kiedy tak idę krótkim korytarzem słyszę dzwonek telefonu, od razu skręcam do sypialni i zabieram go ze sobą. Patrzę na wiadomość i widzę:

7:30 Seul, South Korea.
„ Miłego dnia wolnego. Chyba nie zamierzasz go spędzić siedząc w domu?
~Tao


Mimowolnie uśmiecham się do wyświetlacza i odpisuję, że nie mam tu co robić, i również życzę mu miłego dnia. Wysyłam wiadomość i biorę się za robienie jajecznicy, już po chwili pyszny posiłek jest gotowy. , a ja zjadam go ze smakiem. Następnie odkładam brudne naczynia do zmywarki i postanawiam poszukać w Internecie, czegoś do porobienia, w tym mieście. Jednak przychodzi kolejny SmS:

7:50 Seul, South Korea
„też nie mam żadnych planów, a koncert jest dopiero o 20:00. Co ty na to abym pokazał ci miasto?
~Tao

Mój uśmiech poszerza się jeszcze, kiedy czytam wiadomość. Bez wahania się zgadzam i przenoszę razem z kubikiem ciepłej herbaty do salonu. Rozsiadam się wygodnie przed telewizorem i go włączam. Akurat leci jakiś program śniadaniowy, w którym na samym końcu miało wystąpić EXO-M. Zaciekawiona, oglądam dalej. Za chwilę dostaje kolejnego SMS-a.

8:15 Seul, South Korea
„Będę u ciebie  12:00. ~ Tao


Cieszę się, ze nie muszę spędza dnia na gniciu przed telewizorem. Już po chwili zespół pojawi się na scenie, jak zawsze idzie im świetnie. Potem kilka słów z prezenterami i koniec programu. Postanawiam przespać się jeszcze chwilkę, wiedząc, ze potem będę narzekać na brak snu i ziewać. Jak to u mnie bywa ze spaniem, najpierw ciężko zasnąć, a potem się obudzić. W razie czego nastawiam budzik na dziesiątą. Nic mi się przez ten czas nie śni, może to i lepiej. Ale po przebudzeniu, przed oczami znów mam te czarne tęczówki. Od dłuższego czasu ten widok nie daje mi spokoju. Myślę, a raczej jestem pewna, ze gdzieś je już widziałam, tylko nie potrafię sobie, za nic w świecie przypomnieć gdzie. Całkowicie już rozbudzona idę do kuchni i stawiam sobie wodę na kawę, która powinna całkowicie postawić mnie na nogi. Kiedy tak stoję i czekam aż woda się zagotuje, dzwoni wujek. Zaprasza mnie na obiad, ale mówię mu, że chyba pójdę pozwiedzać i zjem coś na mieście, na szczęście mężczyzna nie pytał o nic więcej. Zadowolona zaparzyłam napój i poszłam, dalej oglądać telewizor. Ostatnio zdecydowanie, zaczęto to robię. Zastanawiam się tak nad swoim nędznym i nudnym losem w obcym mieście, i słyszę dzwonek do drzwi. Spanikowana widzę, że już po dwunastej, wiec tylko szybko się poprawiam i biegnę otworzyć drzwi.

1. Przypadek? Nie sondze.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~`

Czarna oczy, jej piękne czarne oczy... *śpiewa*
Rozdział taki krótki, i nudny ;_; Ale może nie będzie tak źle. Może w następnym się coś zadzieje...
Dziękuję za każdy komentarz to mnie niesamowicie motywuje. Jesteście najlepsi <3

poniedziałek, 27 stycznia 2014

Rozdział 2 "To było takie delikatnie"

Budzik… w sobotę. Kto to widział? Tylko ja muszę non-stop latać pomiędzy Koreą i Chinami, a do tego jeszcze użerać się z rozchwianymi emocjonalnie nastolatkami. Do tego codziennie mam styczność z mega przystojnymi i sławnymi Azjatami. To zbyt wiele jak na mnie…
Z niechęcią podnoszę się z łóżka przeklinając się za to, że się na to zgodziłam. Szybko się ubieram i pakuję wiedząc, że nie mam już czasu, nie jem nawet śniadania. Po drodze, jak codziennie godzę się sama ze sobą, że w mojej nowej pracy jest więcej pozytywów, niż negatywów. Jak codziennie wsiadam do autobusu i dziesięć minut później jestem już na miejscu. Minął już tydzień od kąt rozmawiałam z Tao na dachu tego budynku. Jakoś tak dziwnie czuję się w jego towarzystwie.
A może mi się wydaje… Tak, to na pewno dlatego, że dziwi mnie jego zachowanie.
Dzisiaj Chiny, czyli lekcja z Luhanem. Ten chłopak jest taki pozytywny i miły. Trzeba przyznać, że Sehun w porywaniu z nim jest bardziej nerwowy i porywczy. Lulu za to emanuje spokojem i dobrocią i do tego jeszcze ta słodka buźka…
- Cześć Ami! – krzyczy ktoś za moimi plecami, kiedy tylko  przekraczam próg. (przypis autora: powiedzmy, ze tam był próg :))
- Hej. – odpowiadam głosem, który przywodzi na myśl ćpuna.
- Co ty taka niewyspana? – pyta Luhan kiedy już kierujemy się do miejsca, gdzie odbywamy lekcje.
- Ostatnio za dużo myślę… to mi chyba nie służy. – odpowiadam i uśmiecham się szeroko.
- Jej. Wszystkich bierze na jakiś przemyślenia. Tao przez ten tydzień jak cie nie było, też był jakiś nieobecny. Mam tylko nadzieję, ze nic się nie stało. – mówi jeszcze wiele, o niczym konkretnym, ale już go nie słucham, zbyt bardzo zdziwiło mnie to co powiedział.
Lekcja mija szybko i w bardzo miłej atmosferze jak zawsze zresztą. Luhan pyta nawet o postępy swojego kolegi, co jest naprawdę słodkie. Naprawdę polubiłam te lekcje, mimo ciągłych i męczących lotów samolotem.
- Zrobiłeś ogromne postępy. Idzie ci świetnie. – chwalę chłopaka, na sam koniec.
- Naprawdę? Przecież niektóre dźwięki ciągle są nieczyste. – żali się smutny.
- Spokojnie to przejdzie. Skóra na palcach musi stać się mniej delikatna, i przyzwyczaić się do nacisku. – tłumaczę z uśmiechem.
- Ech… Zobaczymy… - podnosi głowę i uśmiecha się miło. – Co powiesz na wspólny lunch? – pyta nagle, jakby go oświeciło.
- Weź… Będę przeszkadzać…
- No co ty! Chodź proszę! – słysząc ten jego błagalny ton, zastanawiam się czy to zawsze przekonuje członków EXO, do jego pomysłów. – Chłopcy się ucieszą.
- Um… No dobrze, ale jak tylko usłyszę słowo sprzeciwu…
- Nie usłyszysz, obiecuję! –prawie krzyczy podekscytowany.
Wlokę się za nim, czując jakbym wpraszała się na jakąś ważną uroczystość. Kiedy wchodzimy do „kawiarni”, szukam wzrokiem stolika zespołu i to co rzuca mi się w oczy  to ich uśmiechnięte buzie, skierowane w moja stronę.
Zamawiam sałatkę z frytkami i idę do stolika za Luhanem.
- Patrzcie kto zje z nami lunch! – krzyczy do kolegów, a ja przewracam oczami.
- Siadaj. – mówi Kris pokazując miejsce pomiędzy nim, a Tao.
- Dziękuję. A nie będę przeszkadzać? – pytam dość nieśmiało jak na mnie.
- Żartujesz? – pyta Kris – Będzie nam naprawdę bardzo miło.
- Skoro tak… - mówię tylko cicho i tak, ze tylko ja słyszę.
Posiłek mija nam świetnie. Ciągle się śmiejemy, a chłopcy są przesłodcy. I nie mieli mi za złe ciągłego jąkania się, bo jak twierdzą „Kris mówił identycznie!”. Już mam odnieść tacę kiedy słyszę tuż przy moim uchu.
- Wytłumaczysz mi potem dlaczego uciekłaś?
- Um. – wybąknęłam tylko, bo nic konkretnego nie przyszło mi na myśl.
Chłopak nawet nie musi mówić, gdzie chce się spotkać. Kiedy powoli oddalam się stamtąd, słyszę ściszony głos Krisa: „ To było takie delikatnie. Brawo Pando, dziewczyna mogła się przestraszyć”. Uśmiecham się w duchu słysząc te słowa. Odnoszę tacę i mimo wszystko idę do wujka pytając czy jedzie już do domu, bo mógłby mnie podwieźć, a ten mówi, żebym poczekała i zadzwoni do mnie kiedy wyjdzie. Mozolnym krokiem udaje się w miejsce, które powoli staję się moim ulubionym w całym tym budynku, a nawet mieście. Siadam na skraju dachu i wpatruje się w kolorowy Pekin. Dziwne, nie boję się u siedzieć mimo, ze panicznie boję się wysokości. Na samą myśl o moim lęku delikatnie odsuwam się do tyłu.
- Przyszłaś… - słyszę w jego głosie zdziwienie, co z kolei dziwi mnie.
- Przepraszam… - odparłam i poczułam jak na moje policzki wstępuję czerwone i gorące rumieńce.
- To nic. Ja nie… nie jestem zły. Po prostu chciałem porozmawiać. – zaczyna już śmielej uśmiechając się miło.
- Ze mną?! – dziwie się jeszcze bardziej , a moje oczy wyglądają co najmniej jak te D.O – Nie ma o czym, jestem nudna…
- Zobaczymy, na razie cie nawet nie znam. Dlaczego teraz tu mieszkasz? – pyta prosto z mostu.
- To długa historia… - odparłam cicho, ale on nic nie mówi jak gdyby wiedział, ze szykuję się dłuższa przemowa. -  Do czternastego roku życie mieszkałam z rodzicami, w Londynie. Ojciec pił, matka zresztą też. Całe dnie spędzałam w parku, z ludźmi, których nawet nie znałam. Opieka społeczna udawała, ze nic nie widzi. Pewnego dnia stamtąd uciekłam. Chciałam… chciałam się zabić, mimo, ze kochałam życie. Poszłam do tego samego parku co zawsze, sama. Było już szaro, a noc zapadała szybko o tej porze roku. W ręce ściskałam pojemnik z kupionymi za ostatnie pieniądze tabletkami. Usiadłam na jednej z ławek, w najbardziej odosobnionym kącie. Połknęłam je wszystkie i zasnęłam szybko. Śniły mi się anioły, bo zawsze o nich marzyłam. I tak znalazł mnie wujek… - urywam bo czuję jak łza spływa po moim policzku i wiem, że przyniesie kolejne.
Nawet nie zauważyłam, że siedział obok mnie przez cały czas. Teraz przytulił mnie mocno i szepnął na ucho, ze teraz będzie już tylko lepiej. Jeszcze nikt nigdy mnie tak nie przytulił. Dlaczego ja  w ogóle powiedziałam o tym wszystkim obcej osobie? Kolejna łza spływa po moim zaczerwienionym policzku i opada na lawendowe włosy. Chłopak delikatnie wyciera mi policzek rękawem swojej bluzy i uśmiecha się do mnie.
- Nie płacz, proszę… - śmieje się.
Siedzimy tak dopóki nie dzwoni mój telefon, ze zmienionym już dzwonkiem. Odbieram tym razem spokojnie, i oznajmiam wujkowi, ze zaraz przyjdę. Podnoszę się do pozycji stojącej i otrzepuję z kurzu. Tao też się podnosi, i tuli delikatnie na pożegnanie.
- Powidz mi tylko jedno… jesteś naszą fanką? – jego słowa brzmią bardzo niepewnie, jak gdyby bał się odpowiedzi.
- Dopóki tu nie przyjechałam, nie wiedziałam nawet co to Kpop. A kiedy wujek powiedział mi kogo będę uczyć, postanowiłam was posłuchać.
- Ach… Przyjedziesz jutro? – słyszę kiedy jestem już przy drzwiach.
- Jutro mam wolne. – mówię smutno.
- A dostane twój numer? – śmieje się podając mi telefon.
Wymieniamy się numerami i idę powoli do auta.
- No i jak polubiłaś ich? – pyta wujek, tajemniczo się uśmiechając.

- Ym… Tak trochę… wydają się mili. – odpowiadam wymijająco.  – A dlaczego pytasz?
- Po prostu zastawiam się, czy spodobało ci się tu. – odpowiada tym samym sposobem co ja, wiec muszę ukryć śmiech, aby nie zauważył, ze widzę jak kłamię. – Wiesz Xianmei będzie za niedługo rodzić, będę mniej czasu spędzać w firmie, i nie wiem czy sobie poradzisz.
- Spokojnie, dam sobie radę. Mała Mimori jest teraz najważniejsza. – rzekłam z przekonaniem.
- Cieszę się, że tak nas wspierasz. – uśmiecha się pogodnie.
Po chwili jesteśmy już u mnie pod blokiem, mężczyzna jeszcze tylko przypomina, ze mam nastawić budzik i odjeżdża. Mam dużo czasu, bo jest dopiero piętnasta, wiec postanawiam wybrać się na małe zakupy, bo moja lodówka powoli zaczyna świecić pustkami. Najbliższy sklep samoobsługowy ( a do takiego chciałam iść, przez moja znajomość języka) znajduje się w pobliżu, mojego miejsca pracy. W sumie dobrze, że był umieszczony w tamtym miejscu bo znałam do niego drogę.  Zabrałam tylko telefon, portfel i siatkę na zakupy i wyszłam z domu. Pogoda była ładna, ale mroźna jak to w styczniu. Kiedy wychodzę z bloku szczelniej otulam się szalikiem z dwoma pandami na końcach. Idąc ulicą nadal chłonę wszelkie widoki, i uświadamiam sobie, że właśnie te budynki widziałam z dachu. Ludzie patrzą na mnie jak na wariatkę, zapewne przed to, ze przez cały czas jestem uśmiechnięta od ucha do ucha, no i te europejskie rysy… Zaraz, zaraz czy któryś z chłopaków nie maił czasem lęku przed białymi ludźmi? Tylko za nic nie pamiętam który…
Przerywam moje rozmyślenia dopiero kiedy orientuje się, że jestem już pod sklepem. Dość niepewnie wchodzę do środka (to przez to kiedyś zwykle z takich sklepów, wyprowadzała mnie policja). Biorę jeden z koszyków i przechadzam się między półkami. Kupuję wiele rzeczy, o których jako mężczyzna wujek zapomniał. Już mam iść do kasy kiedy słyszę za moimi plecami.
- Kogo my tu mamy.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~`
Nie macie pojecie jak się ucieszyłam widząc te 5 komentarzy. Jesteście cudowne!! ♥ TheRoxi, zapisałam sobie wszystkie wyrażenia i na pewno będę je stosować. Choć mam już napisane rozdziały na przód. :) Ten rozdział jest chyba zbyt chaotyczny... 

sobota, 25 stycznia 2014

Rozdział 1 "Panda z dachu"

Słyszę stłumione uderzenie w drzwi, i nagle podnoszę się do pozycji siedzącej. Szybko wbiegam do przedpokoju, od razu nie spoglądając nawet przez wizjer, otwieram je. Patrzę na wuja, równocześnie zastanawiając się czy rzeczywiście jest tak późno.
- Ty jeszcze nie gotowa? – pyta z szeroko otwartymi oczami.
- Zasnęłam przez telewizorem… - mówię nieśmiało. – Daj mi piętnaście minut! – Po tych słowach wybiega jak strzała z przedpokoju i biegnę do sypialni, gdzie leżą jeszcze nierozpakowane walizki. Szybko wyciągam z jednej Czarne legginsy i luźną szarą bluzę z nadrukiem lasu.  Następnie udaję się do łazienki, czesze się w dwa kucyki i robię delikatny makijaż. Z radością stwierdzam, ze wyglądam dość dziwnie i dziewczęco.
Na dole jestem za pięć ósma, zjadam szybko coś słodkiego  , popijam napojem, biorę gitarę i jestem gotowa.
- Możemy iść! – krzyczę wychodząc z kuchni. Po chwili słyszę odgłos wyłączanego telewizora.
- Myślałem, że się spóźnisz… chyba cię nie doceniłem. – śmieje się.
Wychodzimy z mieszkania, szybko kieruję się do auta, bo na polu jest dość mroźno. Na szczęście ogrzewanie jest mocno podkręcone.
- Denerwujesz się? – pyta wujek, kiedy już jedziemy.
- Nie mam czym… tylko ten mój chińsko-koreański…
- Na początku będę tam z tobą, nic się nie bój, zrozumieją. – jego głos brzmi nad wyraz poważnie.
- Mam nadzieje… Jak do ciebie mówić? – pytam kiedy już szukamy miejsca parkingowego.
- „Wujku” powinno być dobre. A teraz chodźmy już. – uśmiecha się zachęcająco.
Wchodzimy do jakiegoś budynku i widzę, że to siedziba SM. Idziemy schodami na górę ( bo od pewnego czasu panicznie boje się wind), odruchowo poprawiam włosy. Wchodzimy do jakiegoś pomieszczenia, które jak się okazuje jest sala taneczna. Od razu rozpoznaję w niej całe EXO. To dość dziwne, ze obydwie grupy, są tu razem…
- Witam chłopcy. Chciałem wam przedstawić, moją siostrzenicę Amandę Torres. Będzie uczyć Sehuna i Luhana grać na gitarze, zaczynając od dziś. – powiedział to wszystko powoli i dokładnie swoim urzędowym głosem.
- Ale przecież EXO-K mieszka w Korei a „M” w Chinach jak chcecie to pogodzić. – pyta jeden z chłopaków, chyba Xiumin, oczywiście używając wszystkich potrzebnych zwrotów grzecznościowych.
- Ami będzie latać pomiędzy Seulem i Pekinem. – w tym momencie musiałam zrobić w stronę wujka minę męczennika i przewróciłam oczami, bo zobaczyłam uśmiech na twarzy jednego z chłopaków, prawdopodobnie Krisa. – Aha i jeszcze jedno. Amanda jeszcze nie do końca, rozumie te wszystkie sposoby zwracania się do siebie. Wybaczcie jej na razie.
- Oczywiście będzie nam bardzo miło. – tym razem odzywa się SuHo.
Mimo ich „ciepłego” powitania, mam wrażenie, ze niezbyt mnie polubili. A może tylko mi się wydaje...
- To za pół godziny, dokończymy tylko ten układ. – słowa kieruje do wujka jakiś mężczyzna, zapewne choreograf grupy.
- Dobrze. – odpowiada tylko i wychodzimy.
Wujek prosi, abym poczekała na korytarzu, bo on musi na razie iść do biura. Zgadzam się, i siadam po turecku tak, aby przypadkiem nie zostać poturbowana przez drzwi. Wyciągam z futerału gitarę i zaczynam coś brzdąkać. Już po chwili, moje ręce praktycznie same grają jedną z piosenek Bridy „Skinny Love”. Staram się staram się grać i śpiewać pod nosem tak, aby nikt nie usłyszał, oraz żebym nikomu nie przeszkodziła. Gram jeszcze dwie zwrotki, a kiedy kończę słyszę jak ktoś po mojej prawej stronie cicho klaszczę. Delikatnie przechylam głowę w tamtą stronę, i widzę Sehuna, którego poznaję tylko po tych tęczowych włosach.
- Pięknie grasz, i śpiewasz… - mówi uśmiechając się nieśmiało. – Wiesz kiedy Pan Yung powiedział, ze jesteś jego siostrzenicą myślałem, ze tylko dlatego cię wybrał.
- A co myślisz teraz? – pytam odruchowo, zdezorientowana.
- Że naprawdę dobrze ci to idzie. – tym razem już się śmieje.- Mamy się uczyć w studiu, choć zaprowadzę cię! – wyciąga rękę w moją stronę i pomaga wstać.
Idziemy chwilę korytarzem i zatrzymujemy się przed jakimiś drzwiami. Kiedy chłopak je otwiera rozpoznaję studio nagraniowe.
- Tutaj możemy uczyć się w spokoju. Wiesz, chłopcy nie będą przeszkadzać. – mówi, wyciągając z jakiegoś kąta gitarę i równocześnie zamykając drzwi.
- Z góry przepraszam , ale zupełnie nie wiem jak powinnam do ciebie mówić, nie znam tych wszystkich chińskich i koreańskich zwrotów. – usprawiedliwiam się na początek.
- To nic. Nikt kto nie jest z Azji tego nie ogarnia.  Spokojnie nauczysz się, mi nie przeszkadza to że mówisz do mnie tak normalnie. – uspokaja mnie uśmiechem.
Przez następne dwie godziny  męczę chłopaka, który jednak bardzo szybko łapał o co mi chodzi, jedyna trudność to delikatne ręce. Ciągle narzekał, że go bolą, a ja tłumaczyłam mu, że to całkiem normalne, i z czasem przejdzie. Wystarczy, że skóra przyzwyczai się do nacisku strun.
- Jej… jesteś naprawdę świetną nauczycielką, nawet nie poczułem jak minęły te dwie godziny, widzimy się za tydzień tak? – ściska mnie mocno kiedy kończę już lekcje.
- Tak. Do zobaczenia. – mówię uśmiechając się
- Cześć! – krzyczy będąc już na korytarzu.
W sumie nie było, aż tak źle, chłopak wydaje się być miły. Mam tylko nadzieje, ze jego kolega będzie równie sympatyczny. W sumie zanim tu przyjechałam, wiele czytałam na temat EXO, i myślę, że z Luhanem będzie jeszcze fajniej. Czytałam tez wiele o paringach w tym zespole i jeden szczególnie mnie zauroczył, nazywał się HunHan i chyba domyślamy się kogo dotyczył. Ciekawe czy jest prawdziwy, może sama to zobaczę…
W zamyśleniu opuszczam pomieszczenie. Jest już dwunasta. Idę do wujka i pytam czy odwiezie mnie do nich, do domu. Zgadza się, ale prosi abym poczekał jeszcze godzinkę.
Kiedy tak siedzę na korytarzu, czekając na niego, widzę całe EXO, idące gdzieś i siejące się w głos. Ich widok przywodzi mi na myśl, że mogłabym się przejść po siedzibie SM.
Chodzę po korytarzach i wszędzie zaglądam. W kocu skręcam  na jakieś schodu, zupełnie zapominając o tym ze budynek ma tylko trzy piętra. Okazało się, że schody prowadzą, na dach. Z zainteresowaniem zaczęłam po nim chodzić stwierdzając, ze jest o wiele większy niż by się mogło wydawać. Nagle potykam się o jakąś  wystającą rurkę, i upadłam na kolana. Musiałam wyglądać naprawdę żałośnie bo usłyszałam za sobą, cichy śmiech. Podniosłam lekko głowę i zobaczyłam Tao stojącego przede mną wyciągniętą ręką.
- Nic ci nie jest? – pyta i pomaga mi wstać.
- N-Nie. Dziękuję. – mówię wyraźnie się rumieniąc, rzez co jestem na siebie zła. – Co tutaj robisz?
-Nic takiego… - mówi cicho podchodząc na sam skraj dachu. – Kai polecił mi to moresce do przemyśleń. – Podejdź…
- NIE! – krzyczę szybko zapominając nawet o koreańskim.
- Masz lęk wysokości? – pyta a ja tylko delikatnie kiwam głową. – Nie bój się w razie czego cie złapię.
Śmieje się, a ja zauważam dlaczego wszyscy nazywają go pandą. Na drżących nogach przysuwam się do chłopaka. Jednak nie mam na tyle odwagi, by spojrzeć w dół. Więc stoję wpatrzona w chmury.
- Nie bój się, widok jest cudowny. – czepce chłopak delikatnie dotykając moją dłoń co wywołuje u mnie palpitacje serca.
Spoglądam na przepiękny Pekin. Jest już dość szaro, więc widok dopełnia jeszcze mnóstwo świateł. Niespodziewanie rozlega się dzwonek mojego telefonu, co powoduje, że prawie się przewracam, ratuje Mnie tylko ręka pandy, która ciągle ściska moją. Niestety dopiero po chwili  orientuję się, że dzwonkiem jest jedna z piosenek EXO. Jak poparzona rzucam się w stronę torebki z telefonem, i nie spoglądając nawet na wyświetlacz, obieram.
- Ami? Gdzie jesteś, czekam na ciebie! – mówi niecierpliwie wujek.
- Już lecę! – rzucam szybko do telefonu i biegnę do wyjścia nie żegnając się nawet.
Biegnę w dół, potrącając przy tym kilka osób. Co prawda kiedy jestem już na dworze mam ochotę, rzucić się do całowania ziemi ale zamiast tego, idę po prostu do samochodu przy, którym czeka wujek. On tylko się uśmiecha i wsiada do środka. Widząc to także otwieram drzwi, ale zanim wsiądę spoglądam w górę na stojącego tam nadal chłopaka, który macha mi nieśmiało. Odwzajemniam ten gest, tak aby wuj nie zauważył, wsiadam do auta i odjeżdżamy. Cała drogę przebywamy w ciszy, a ja myślę ciągle o tej Pandzie z dachu. Nawet się z nim nie pożegnałam. Możliwe że już więcej nie zamienię z nim słowa, ale przecież mam jeszcze nadzieje, i lekcje gry na gitarze, ta lekcje bardziej podtrzymują na duchu.
- O czym tak rozmyślasz? – pyta niespodziewanie parkując na podjeździe.
- O tym, że dzisiejsza lekcja, przebiegła nam całkiem fajnie. – kłamie, uśmiechając się dziwnie jak zawsze kiedy, próbuję coś ukryć.
- Cieszę się, bo teraz będziesz spędzać mnóstwo czasu z chłopcami…

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~`

Tak tytuł jest taki tajemniczy... nie podoba mi sie ten rozdział, ale ocenę zostawiam wam. Mam nadzieje, że długość jest odpowiednia. Dziękuję że już tyle osób to czyta :* 

czwartek, 23 stycznia 2014

Prolog

Moje największe marzenie, uwolnić się od rodziny. Moje drugie największe marzenie? Robić w życiu, to co kocham. Obydwa właśnie się spełniają.
Spoglądam przez okno na jedną z ulic Pekinu, co ja tu w ogóle robię? No tak, spełniam moje drugie największe marzenie. Zapewne każdy choć z nazwy kojarzy zespół muzyczny EXO. To właśnie, dwóch członków tego zespołu będę uczyć gry na gitarze. Co najlepsze Co tydzień mam latać pomiędzy Pekinem, a Seulem. Mimo to cieszę się, że tu jestem. Lubię k-pop i ciekawi mnie jak to wszystko naprawdę wygląda. Mój pracodawca i „wujek” w jednym zapewnił mi wszystko: mieszkanie z wyposażeniem, co miesięczną wypłatę i mało wolnego. W końcu i tak nikogo tu nie znam.
- Panno Torres może pai wejść. – słyszę głos sekretarki za moimi plecami.
- Tak… Już… - mówię wyrywając się z  zamyślenia.
Kiedy tylko wchodzę do środka uderza mnie zapach męskich perfum.
- Przewietrzyłbyś tu, straszna duchota. – mówię podchodząc do okna.
- Dobrze, dobrze. Ale zajmijmy się ważniejszymi sprawami. Wiesz jak ma wyglądać, twoja praca? – mówi już mniej oficjalnie.
- Tak. Mniej więcej tak, tylko… boję się, że jak nie powiem jakiś zwrotów używanych w chińskim, lub Koreańskim, to ich obrażę. Mógłbyś im wytłumaczyć, ze nie do końca jeszcze ogarniam te języki?
- Hym… Myślę, że faktycznie powinienem powiedzieć im, ze kultura w Europie ma nieco inne zasady. – mówi spoglądając w sufit. – Jak ci się tu podoba?
- Przecież wiesz. Wszędzie lepiej niż w domu… Dziękuję ci z całego serca za to, że mogę tu być i robić to co kocham… Nie wiem czy wiesz, ale spełniłeś z ciocią moje dwa największe marzenia. – mówię siląc się na obojętny ton. Po mojej przemowie nastaję chwila ciszy.
- Jutro macie pierwsza lekcję… - mówi po chwili. – I proszę nie przesadzaj.
-Będę gotowa o ósmej, dobrze? W końcu to pięć minut drogi a zaczynam o ósmej trzydzieści. – mówię przyglądając się zdjęciom cioci na burku. – Przyjedziesz po mnie?
- Będę za piętnaście. – mówi i wychodzimy z gabinetu.

Do mieszkania odwozi mnie sekretarka wujka. Już od pierwszych minut wydaje mi się być, naprawdę miła. Po tej przejażdżce wydaje mi się jakbym znała ją o wiele dłużej. Opowiada mi o chłopakach z zespołu i ciągle się śmieje. Co pomaga mi zapanować nad strachem, przed jutrzejszym dniem. Pani JuSung wysadza mnie pod budynkiem. Następnie czeka, aż wejdę do środka i odjeżdża. Nie mieszkam z ciocią i wujkiem, bo zdecydowaliśmy, ze jestem już na tyle dorosła aby mieszkać sama, po za tym za niedługo ciocia będzie rodzić a ja lubię się wysypiać. Nigdy nie będę w stanie powie dziękować im za to, ze mnie przygarnęli a teraz jeszcze dzięki nim mogę się sama utrzymywać. Kto inny chciałby taka jedynaczkę wdającą się w bójki?
Kiedy wreszcie otwieram drzwi mieszkania, chłonę po raz kolejny od przyjazdu jego widok. Jest piękne. Taki o jakim opowiadałam cioci, kiedy myślałam, ze nie zostanę u nich najdłużej. W ogóle dużo w tedy paplałam. Idę do kuchni i wstawiam popcorn do mikrofali. Kiedy po kilku minutach jest już gotowy nalewam sobie jeszcze coli do szklanki, i idę ze wszystkim przed telewizor. W nim leci akurat jakaś gala, a raczej powtórka gali z Seulu, na której było całe EXO. Nadal mam pewne problemy z odróżnianiem ich, ale jestem pewna, że dobrze rozpoznaję Tao i Krisa. Widzę też chłopaków, których mam uczyć, ale za nic nie wiem, który, to który.
Po chwili zaczyna mnie to nudzić, więc zaczynam skakać po kanałach. W końcu natrafiam na jakiś film, którego za nic nie rozumiem. Oglądając oczy same mi się zamykają, a powieki robią się ciężkie.
W końcu usypiam, a śni mi się jakiś przystojny azjata o różowych włosach. Ja chyba takich przyciągam…

~~~~~~~~~~~~~~~

No i jest prolog. Następny notki będą dłuższe. :) Miłego czytania :) (mogę się tu pojawić śladowe ilości HunHana i orzeszków arachidowych) :D