Odwracam się przerażona i niemal natychmiast ogarnia mnie
złość, bo widzę tylko uśmiechniętego od ucha do ucha Tao.
- Przestraszyłeś mnie durniu. – mówię pod nosem a on tylko się śmieje.
- Przepraszam… - stwierdza już ze skruchą w głosie, nie potrafię się na niego gniewać.
- Dobra… Nic się nie stało. Ale lepiej uważaj znam Wo Sho. – grożę , już prawie się śmiejąc.
- Naprawdę?! – pyta z niedowierzaniem. – Też to trenowałem.
- Więc pewnie bym przegrała… twoja technika jest na pewno lepsza… - przyznaję od razu.
Jeszcze przez chwilę rozmawiam z chłopakiem, okazuję się, ze mają jutro koncert i przyszedł po prowiant na zapewne, wielogodzinne ćwiczenia. Przy kasie się zegnamy i każde idzie w swoją stronę, jednak coś mnie korci, aby się odwrócić, i jeszcze raz na niego spojrzeć. Odwracam głowę, patrząc za siebie i wiedze, że Panda robi dokładnie to samo. Telepatia. Z uśmiechem na ustach idę dalej ulicą. Kiedy jestem pod drzwiami mieszkania, jak zawsze toczę zacięty bój, o klucze, z torebką. W końcu udaje mi się otworzyć mieszkanie, kieruję się niemal od razu do kuchni i odkładam ciężkie zakupy na blat. Postanawiam zrobić sobie jakiś obiad, a raczej podwieczorek. Stawiam na samgyeopsal i wołowinę, samo mięso!! Szybko zabieram się za odpowiednie przygotowanie potrawy. Stwierdzam, że wyszło, bardzo, bardzo dobrze. Jem oczywiście w kuchni bo jest zbyt leniwa, aby przenieść się do salonu. Włączam laptopa i zaczynam wertować dokładnie, dawno nie używanego Facebooka. Nowe zdjęcia znajomych z Brytanii, trochę nowych wiadomości o treści: „co tam u ciebie?”, jest też kilka nowych zaproszeń do znajomych. Czyli chłopcy jednak maja prywatne konta, na tym portalu. Przyjmuję od razu wszystkie i oglądam każdy z profili. W sumie nic ciekawego. Typowa strona nastolatka.
Kończę jeść sprzątam wszystko po sobie. I postanawiam pozmywać naczynia. Skończyłam po siedemnastej. Wytarłam pomarszczone od wody ręce, w ścierkę zawieszoną tuż przy zlewie. Co prawda miałam zmywarkę, ale z brudem wolałam się uporać od razu.
Ostatni raz przecieram kant blatu ścierką i idę do salonu, jest już osiemnasta wiec szukam jakiegoś fajnego filmu. Skaczę po kanałach jednak ostatecznie i tak nic nie znajduję. Biorę więc laptopa i postanawiam coś poczytać. Bez wahania wpisuję w wyszukiwarce: „EXO fan fiction”. Znajduję mnóstwo opowiadań yaoi, a „oskarżenia” ich fanek nie wydają się być bezpodstawne, choć osobiście nie chcę mi się wierzyć w niektóre z parangów. Postanawiam poczytać trochę one shot’ów i faktów o TaoRisie. Kończy się na tym, ze o 22:00, czuję się znów głodna. Robię sobie na szybko płatki z Melkiem i wracam do czytania. Właśnie zaczęłam czytać jakąś dwudziesto rozdziałową historię, i dosłownie nie potrafiłam się od niej oderwać. Kiedy wreszcie kończę, jest już naprawdę późno, wiec szybko idę do sypialni, przebieram się w piżamę i zagrzebuję w cieplutkiej pościeli, niemal od razu usypiając. Śniło mi się, że byłam na boisku do koszykówki, nigdy nie byłam dobra w tej dyscyplinie. Nagle po drugiej stronie Sali pojawiło się mnóstwo postaci, stawiam, ze dwanaście1. Boję się bardzo, wszyscy maja czarne maski i stroje tego samego koloru. Powoli zaczęli się zbliżać. Chciałam uciekać, ale czułam jakby ktoś przybił moje stopy gwoździami do podłogi. Potem zaczęłam przeraźliwie krzyczeć i nic nie było w stanie mnie uspokoić. Czarne postaci były już blisko, kiedy obudziłam się krzykiem na ustach. Ostatnie co pamiętam to czarne przenikliwe oczy. Miałam taki uczucie, jak gdybym dobrze je znała…
Drżącą ciągle ręką szukam po omacku telefonu i sprawdzam godzinę, jest już czwarta nad ranem. Ponownie układam się do spania, jednak tym razem sen nie chce przyjść. Wiercę się długo na łóżku, które teraz staje się bardzo niewygodne. Zasypiam w końcu niespokojnie, a w głowie mam tylko te oczy…
Rano prawie nic nie pamiętam z sytuacji w nocy. Jedynie tyle, ze się przebudziłam, i śniło mi się coś strasznego. Wstaję leniwie z łóżka i kieruję się do łazienki. Tam wykonuję codzienną toaletę, delikatnie się maluję i ubieram w pomarańczowe rurki, bluzkę z rękawem ¾ w kolorze beżu, i długi wisior. Potem idę do kuchni zastanawiając się co ja będę robić przez cały dzień. Kiedy tak idę krótkim korytarzem słyszę dzwonek telefonu, od razu skręcam do sypialni i zabieram go ze sobą. Patrzę na wiadomość i widzę:
- Przestraszyłeś mnie durniu. – mówię pod nosem a on tylko się śmieje.
- Przepraszam… - stwierdza już ze skruchą w głosie, nie potrafię się na niego gniewać.
- Dobra… Nic się nie stało. Ale lepiej uważaj znam Wo Sho. – grożę , już prawie się śmiejąc.
- Naprawdę?! – pyta z niedowierzaniem. – Też to trenowałem.
- Więc pewnie bym przegrała… twoja technika jest na pewno lepsza… - przyznaję od razu.
Jeszcze przez chwilę rozmawiam z chłopakiem, okazuję się, ze mają jutro koncert i przyszedł po prowiant na zapewne, wielogodzinne ćwiczenia. Przy kasie się zegnamy i każde idzie w swoją stronę, jednak coś mnie korci, aby się odwrócić, i jeszcze raz na niego spojrzeć. Odwracam głowę, patrząc za siebie i wiedze, że Panda robi dokładnie to samo. Telepatia. Z uśmiechem na ustach idę dalej ulicą. Kiedy jestem pod drzwiami mieszkania, jak zawsze toczę zacięty bój, o klucze, z torebką. W końcu udaje mi się otworzyć mieszkanie, kieruję się niemal od razu do kuchni i odkładam ciężkie zakupy na blat. Postanawiam zrobić sobie jakiś obiad, a raczej podwieczorek. Stawiam na samgyeopsal i wołowinę, samo mięso!! Szybko zabieram się za odpowiednie przygotowanie potrawy. Stwierdzam, że wyszło, bardzo, bardzo dobrze. Jem oczywiście w kuchni bo jest zbyt leniwa, aby przenieść się do salonu. Włączam laptopa i zaczynam wertować dokładnie, dawno nie używanego Facebooka. Nowe zdjęcia znajomych z Brytanii, trochę nowych wiadomości o treści: „co tam u ciebie?”, jest też kilka nowych zaproszeń do znajomych. Czyli chłopcy jednak maja prywatne konta, na tym portalu. Przyjmuję od razu wszystkie i oglądam każdy z profili. W sumie nic ciekawego. Typowa strona nastolatka.
Kończę jeść sprzątam wszystko po sobie. I postanawiam pozmywać naczynia. Skończyłam po siedemnastej. Wytarłam pomarszczone od wody ręce, w ścierkę zawieszoną tuż przy zlewie. Co prawda miałam zmywarkę, ale z brudem wolałam się uporać od razu.
Ostatni raz przecieram kant blatu ścierką i idę do salonu, jest już osiemnasta wiec szukam jakiegoś fajnego filmu. Skaczę po kanałach jednak ostatecznie i tak nic nie znajduję. Biorę więc laptopa i postanawiam coś poczytać. Bez wahania wpisuję w wyszukiwarce: „EXO fan fiction”. Znajduję mnóstwo opowiadań yaoi, a „oskarżenia” ich fanek nie wydają się być bezpodstawne, choć osobiście nie chcę mi się wierzyć w niektóre z parangów. Postanawiam poczytać trochę one shot’ów i faktów o TaoRisie. Kończy się na tym, ze o 22:00, czuję się znów głodna. Robię sobie na szybko płatki z Melkiem i wracam do czytania. Właśnie zaczęłam czytać jakąś dwudziesto rozdziałową historię, i dosłownie nie potrafiłam się od niej oderwać. Kiedy wreszcie kończę, jest już naprawdę późno, wiec szybko idę do sypialni, przebieram się w piżamę i zagrzebuję w cieplutkiej pościeli, niemal od razu usypiając. Śniło mi się, że byłam na boisku do koszykówki, nigdy nie byłam dobra w tej dyscyplinie. Nagle po drugiej stronie Sali pojawiło się mnóstwo postaci, stawiam, ze dwanaście1. Boję się bardzo, wszyscy maja czarne maski i stroje tego samego koloru. Powoli zaczęli się zbliżać. Chciałam uciekać, ale czułam jakby ktoś przybił moje stopy gwoździami do podłogi. Potem zaczęłam przeraźliwie krzyczeć i nic nie było w stanie mnie uspokoić. Czarne postaci były już blisko, kiedy obudziłam się krzykiem na ustach. Ostatnie co pamiętam to czarne przenikliwe oczy. Miałam taki uczucie, jak gdybym dobrze je znała…
Drżącą ciągle ręką szukam po omacku telefonu i sprawdzam godzinę, jest już czwarta nad ranem. Ponownie układam się do spania, jednak tym razem sen nie chce przyjść. Wiercę się długo na łóżku, które teraz staje się bardzo niewygodne. Zasypiam w końcu niespokojnie, a w głowie mam tylko te oczy…
Rano prawie nic nie pamiętam z sytuacji w nocy. Jedynie tyle, ze się przebudziłam, i śniło mi się coś strasznego. Wstaję leniwie z łóżka i kieruję się do łazienki. Tam wykonuję codzienną toaletę, delikatnie się maluję i ubieram w pomarańczowe rurki, bluzkę z rękawem ¾ w kolorze beżu, i długi wisior. Potem idę do kuchni zastanawiając się co ja będę robić przez cały dzień. Kiedy tak idę krótkim korytarzem słyszę dzwonek telefonu, od razu skręcam do sypialni i zabieram go ze sobą. Patrzę na wiadomość i widzę:
7:30 Seul, South
Korea.
„ Miłego dnia wolnego. Chyba nie zamierzasz go spędzić siedząc w domu?
~Tao
„ Miłego dnia wolnego. Chyba nie zamierzasz go spędzić siedząc w domu?
~Tao
Mimowolnie uśmiecham się do wyświetlacza i odpisuję, że
nie mam tu co robić, i również życzę mu miłego dnia. Wysyłam wiadomość i biorę
się za robienie jajecznicy, już po chwili pyszny posiłek jest gotowy. , a ja
zjadam go ze smakiem. Następnie odkładam brudne naczynia do zmywarki i
postanawiam poszukać w Internecie, czegoś do porobienia, w tym mieście. Jednak
przychodzi kolejny SmS:
7:50 Seul, South Korea
„też nie mam żadnych planów, a koncert jest dopiero o 20:00. Co ty na to abym pokazał ci miasto?
~Tao
„też nie mam żadnych planów, a koncert jest dopiero o 20:00. Co ty na to abym pokazał ci miasto?
~Tao
Mój uśmiech poszerza się jeszcze, kiedy czytam wiadomość.
Bez wahania się zgadzam i przenoszę razem z kubikiem ciepłej herbaty do salonu.
Rozsiadam się wygodnie przed telewizorem i go włączam. Akurat leci jakiś
program śniadaniowy, w którym na samym końcu miało wystąpić EXO-M. Zaciekawiona,
oglądam dalej. Za chwilę dostaje kolejnego SMS-a.
8:15 Seul, South
Korea
„Będę u ciebie 12:00. ~ Tao
„Będę u ciebie 12:00. ~ Tao
Cieszę się, ze nie muszę spędza dnia na gniciu przed telewizorem.
Już po chwili zespół pojawi się na scenie, jak zawsze idzie im świetnie. Potem kilka
słów z prezenterami i koniec programu. Postanawiam przespać się jeszcze
chwilkę, wiedząc, ze potem będę narzekać na brak snu i ziewać. Jak to u mnie
bywa ze spaniem, najpierw ciężko zasnąć, a potem się obudzić. W razie czego
nastawiam budzik na dziesiątą. Nic mi się przez ten czas nie śni, może to i
lepiej. Ale po przebudzeniu, przed oczami znów mam te czarne tęczówki. Od
dłuższego czasu ten widok nie daje mi spokoju. Myślę, a raczej jestem pewna, ze
gdzieś je już widziałam, tylko nie potrafię sobie, za nic w świecie przypomnieć
gdzie. Całkowicie już rozbudzona idę do kuchni i stawiam sobie wodę na kawę,
która powinna całkowicie postawić mnie na nogi. Kiedy tak stoję i czekam aż
woda się zagotuje, dzwoni wujek. Zaprasza mnie na obiad, ale mówię mu, że chyba
pójdę pozwiedzać i zjem coś na mieście, na szczęście mężczyzna nie pytał o nic
więcej. Zadowolona zaparzyłam napój i poszłam, dalej oglądać telewizor. Ostatnio
zdecydowanie, zaczęto to robię. Zastanawiam się tak nad swoim nędznym i nudnym
losem w obcym mieście, i słyszę dzwonek do drzwi. Spanikowana widzę, że już po
dwunastej, wiec tylko szybko się poprawiam i biegnę otworzyć drzwi.
1. Przypadek? Nie sondze.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~`
Czarna oczy, jej piękne czarne oczy... *śpiewa*
Rozdział taki krótki, i nudny ;_; Ale może nie będzie tak źle. Może w następnym się coś zadzieje...
Dziękuję za każdy komentarz to mnie niesamowicie motywuje. Jesteście najlepsi <3
1. Przypadek? Nie sondze.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~`
Czarna oczy, jej piękne czarne oczy... *śpiewa*
Rozdział taki krótki, i nudny ;_; Ale może nie będzie tak źle. Może w następnym się coś zadzieje...
Dziękuję za każdy komentarz to mnie niesamowicie motywuje. Jesteście najlepsi <3