niedziela, 24 sierpnia 2014

Rozdział 16 "Jestem jej siostrą bliźniaczką"

                Po kolejnym filmiku z Seri TaoHun, Tao w końcu nie wytrzymał (wcale mu się zresztą nie dziwię).
- Jezu wyłącz to! Gdyby Luhan zobaczył te wszystkie momenty razem, chybaby mnie zabił! – krzyczał w niebogłosy wymachując rękami. – Już przy jednej takiej scenie wygląda jakby chciał mi oczy wydrapać.
- Spokojnie, spokojnie… - staram się mówić wyraźnie, ale uniemożliwia mi to jednak mój własny śmiech.
- Dla ciebie to nic, a ja mogę stracić życie, przez tego niewyżytego maknae.
Już mam mu tłumaczyć, ze przesadza, jednak nagle słyszę hałas dobiegający z góry. Na szczęście w porę przypominam sobie o obecności YiFana na górze. Chwilę potem wspomniany wcześniej zjawia się w kuchni, jakby zaspany i nie do życia.
- Tao musimy już iść, zaraz się spóźnimy. – wypowiada te słowa tak chicho i delikatnie, że zastanawiam się czy to ta sama osoba, którą od pół roku poznaje.
- WuYiFan? – specjalnie użyłam jego pełnego imienia. – Wszystko w porządku? Nie wyglądasz najlepiej… - te słowa praktycznie bez mojej wiedzy wydostają się ze mnie.
- Co?! – wygląda na zdziwionego, albo wręcz przestraszonego moimi słowami. – Wszystko w pożarku nie musisz się martwić. – wygląda prawie tak jakby recytował wierszyk na jednej ze szkolnych akademii, tylko ubrany jest w dresy i luźną koszulkę, co mi specjalnie nie przeszkadza.
- się, Jeśli chcesz żeby ludzie ci wierzyli musisz się bardziej postarać. – mruczę pod nosem.
- Ale ja nie chce żeby mi wierzyli. – odpowiada w ten sam sposób.
                Chwila ciszy potem szybkie pożegnanie, bo przecież zaraz się spóźnią. Tuż przed wyjściem ściskam jeszcze tylko każdego z nich i wychodzą.
                Czyżby YiFan był chory? Ostatnio tak dziwnie się zachowuje i niemalże w każdej wolnej chwili zasypia, no dobra to zasypianie zawsze miało miejsce. Coś się jednak zmieniło… Jeszcze nie wiem co, ale to kwestia czasu zanim wszyscy to zauważą. Człowiek, bowiem myśli, że wszystko dobrze się układa, nie zdając sobie sprawy z tego, ze zaraz coś runie. Zniszczy ludzi dookoła, nawet tych najsilniejszych.
                Zmęczona opadam na kanapę w salonie i zwijam się w kłębek, naprawdę bardzo boję się przyszłości. Boję się, że kogoś stracę, albo, ze będę musiała pomiędzy kimś wybierać. Życie już mnie na to przygotowało. Tyle razy wszystko mi odbierało…
                Jest już późno a dzisiejszy dzień był pełen różnych niekoniecznie miłych emocji. Usypiam powoli myśląc przed snem o tym, co będzie kiedyś. Kiedy w końcu morfeusz porywa mnie w swe objęcia, nie śni mi się to, co tak dobrze już znam.
                Jestem w jakiejś nieprzyjemnej białej Sali, ktoś, jakiś chłopak leży na gołym, metalowym stole centralnie przede mną, przykryty jest jakimś białym prześcieradłem.. Twarz ma zasłoniętą maską karnawałową, która zupełnie nie pasuje do całej reszty. Jakaś nieznana mi siła popycha mnie, aby ją zdjąć. Wyciągam, więc ręce w stronę tajemniczego osobnika, drżąc cała chwytam z maskę i nagle się budzę cała zalana potem, słysząc czyjś krzyk.
                Jestem już w salonie, tylko, kto tak strasznie krzyczał? Coś się komuś stało? Kilka minut zajmuje mi zrozumienie, że właścicielem tego głosu byłam ja.
- Co to było? – pytam sama siebie.
                Z rezygnacją i przekonaniem, ze już nie zasnę sprawdzam godzinę, trzecia nad ranem… nie tak źle. Już całkowicie rozbudzona, z bolącym kręgosłupem wlokę się do własnej sypialni. Mogę przygotować coś na angielski skoro i tak nie śpię, jednak nagle ogrania mnie znużenie. Łóżko nie jest pościelone, więc po prostu rzucam się na nie i przykrywam kołdrą, wtem do moich nozdrzy dostaje się przyjemny zapach, zapach męskich perfum.
                Już p chwili morfeusz po raz drugi porywa mnie w swoje objęcia. Nie śni mi się, żaden koszmar, czuję się wręcz… błogo? Przytulam mocno kołdrę, którą jestem przykryta i odpływam już na dobre.

~~******~~
                Budzik. Dlaczego tak nagle ten dźwięk mnie nie denerwuje? Przeciągam się po całym łóżku i niechcący plącze się w śnieżno białej pościeli z jasnoniebieskimi wstawkami. Leżę tak przez chwilę i nagle czuję jak coś ociera się o moją łydkę. Jak porażona prądem wyskakuje z łóżka, co (przez zaplątanie w materiale) skutkuje bolesnym upadkiem. Zdenerwowana patrzę na łóżko i widzę, Neko, wesoło machająca ogonem.
- Czemu mi to robisz? – Pytam cicho podnosząc się z ziemi.
                Od razu nie patrząc nawet na zegarek, zabieram pierwsze lepsze jeansy i luźny sweter. Jest chłodny i deszczowy dzień, a wczoraj było jeszcze tak gorąco. Szybko wykonuję poranną toaletę przebieram się z piżamy oraz robię delikatny makijaż. Włosy ze względu na ich długość układam tylko za pomocą grzebienia. Gotowa wychodzę z łazienki i od razu kieruję się do kuchni, tam zastaję czekającą przy lodówce kotkę.
- Jesteś bardzo rozpieszczona Neko. – uśmiecham się wyciągając z lodówki mleko bananowe. – Jeśli będziesz piła tylko to, umrzesz na cukrzyce.
                Jej mina wygląda jakby mówiła do mnie: „Jesteś bardzo delikatna Yuta.” Gdyby smakowało jej coś prócz tego mleka nie trułabym jej cukrem. Stawiam spodek tam gdzie ma swoje miejsce, czyli w kacie obok lodówki. Mogę już wychodzić zarzucam na siebie wiatrówkę zabieram torebkę i wychodzę. Pogoda nie jest ładna i lekko boli mnie głowa, ale i tak decyduje się na spacer.

~~******~~
- Amanda! Amanda! – Widzę jak ktoś macha mi ręką przed twarzą. Tao. – Wszystko w porządku Amanda?
- Ile razy jeszcze powiesz to imię? – Syczę przez zęby. Naprawdę go nie lubię.
- Tyle ile będę musiał. Już ci przeszło?
- Co? O czym ty mówisz? I co ja tu robię przecież… - dopiero teraz zdaję sobie sprawę z tego, że leże na kanapie w hallu, budynku SM.
- Oj Ami… naprawdę nie pamiętasz? Zemdlałaś na chodniku, dobrze, że sekretarka cię zauważyła. – słyszę ty razem z ust WuFana, który podsuwa mi jakiś parujący kubek. – Masz. To gorąca czekolada, powinna pomóc.
                Na usta ciśnie mi się, ze nie zaatakowali mnie dementorzy tylko zemdlałam, ale powstrzymałam się ze względu na ich życzliwość. Łykam powoli gorący napój i dokładnie czuję jak rozlewa się po moim organizmie.
- Dziękuję. Czuję się już dobrze. – tym razem mój głos nie brzmi tak jakbym, chciała ich zaraz powiesić. – Jest późno?
- Nie jest dopiero ósma masz jeszcze pół godziny. – oświadcza poważnie SuHo. Kto tu jeszcze przyjedzie? – My musimy iść na trening, trzymaj się.
                Odchodzi. Jak to zemdlałam? Mam nadzieję, że nie przed samym budynkiem, bo tam zawsze jest dużo ludzi. Niby zemdleć to ludzka rzecz, ale wolałabym nie być czymś, o czym się rozmawia.
                Chwytając się za głowę powoli wstaję z kanapy.  Lekko chwiejnym krokiem udaję się do damskiej toalety napotykając dziwne spojrzenia ludzi. To, że idę trochę niestabilnie nie oznacza, ze coś piłam. Stoję przed lustrem i płucze twarz lodowata wodą, która od razu przywraca mnie do świata żywych. Bo prawda jest taka, że brakuje mi już tylko tego, żeby usnąć na lekcji. Wychodzę z pomieszczenia i już prawie całkowicie rozbudzona udaję się do małej salki konferencyjnej, w której za kilkadziesiąt minut mam odbyć swój debiut w roli nauczycielki. Niestety zaczynam się coraz bardziej denerwować.
                Kiedy jestem już na miejscu rozkładam przygotowane wcześniej materiały i zabieram się do jakiś przygotowań tak wiem to trochę późno, ale ja nie radzę sobie z wypełnianiem obowiązków na czas. Mam już wszystko gotowe kiedy w Sali rozlegają się głosy.
- Yuta?! – słyszę głos zdziwionego Xiumina, no tak z tego wszystkiego zapomniałam im powiedzieć, kurcze…
- Nie. Jestem jej siostrą bliźniaczką. – naprawdę lubię to robić ludziom.
- Wow! Amanda ma siostrę bliźniaczkę i nic nam nie powiedziała?! –głośno ekscytuje się Tao.
- Serio mówisz? Serio?! – pyta zrezygnowany Kris, tłumacząc sytuacje pandzie.
                Wydaję mi się, że praca z nimi będzie o wiele trudniejsza niż z nieznanymi mi ludźmi.
Czy mogę się jeszcze wypisać?! Proszę!

~~******~~
- O dziwo jakoś dotrwaliśmy do końca, więc na jutro macie przygotować pierwsze 15 zdań, podobne będą też jutro. – kończę. Oddycham z ulgą na myśl o tym jako mogłaby wyglądać ta lekcja gdyby zamiast EXO w ławkach siedzieli moi koledzy z gimnazjum.
- Yuta. Mam pytanie. – niewiadomo skąd pojawia się obok mnie YiFan.
- O co chodzi? – mówię pozbywając się tego nauczycielskiego tonu.
- Masz dzisiaj czas tak około dwudziestej drugiej ? – zadaje to pytanie tak jakby wcale nie pytał o to czy spotkam się z nim w nocy. – Przepraszam, za późną porę, ale nie bardzo mam czas.
- Tak wiem… - przyznaje – Pewnie, że mam czas, ale czy coś się stało? – wiedziałam, tylko dlaczego tak wcześnie, coś się będzie musiało zepsuć.
- Po prostu chce z tobą porozmawiać, nie denerwuj się. – kiedy kończy to mówić przytula mnie i wychodzi.

                Czy on mnie właśnie przytulił?

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~`

Na dole macie wszystko napisane przepraszam za tak długą przerwę ♥

4 komentarze:

  1. No nareszcie! Super rozdział! Zdarzają się minimalne błędy ale to akurat zdarza sie każdemu więc cie rozumiem.
    Życzę weny przy następnych rozdziałach ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Super rozdział! Nie mogę się doczekać następnego :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Ledwo dodałaś ten rozdział a ja juz chce następny xdd. :) No bardzo ciekawi mnie po co Wu chce sie z nią spotkać... Hmm.. Mam nadzieje że biednej Amandzie nic sie w życiu nie pokomplikuje... Eh.. Ale nie ważne. Ciesze sie że dodałaś nowy rozdział i masz ochotę jeszcze dla nas pisać :*
    Weny życzę <<3

    OdpowiedzUsuń
  4. Kocham czytać to opowiadanie ^ ^ super rozdział, ale czemu taki krótki??? Kiedy dodasz następny?? :>

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdy komentarz. To bardzo motywuje. ♥