poniedziałek, 19 maja 2014

Rozdział 13 "Krótkie, kasztanowe włosy"

Budzik dzwoni kiedy jest jeszcze ciemno, więc wyłączam go szybko myśląc, że popełniłam błąd kiedy go nastawiałam. Zaraz jednak się opamiętuję. Miałam przyjść koło piątej rano do wujka pomóc mu w czymś tam… Szybko zbieram przygotowane w nocy rzeczy i udaję się do łazienki. Nie robię makijażu, a włosy związuję w kitkę. Ubieram wygodna legginsy w stylu „galaxy” a do tego obszerną koszulką z żółtą małpką na środku i bluzę w podobnym stylu. Zabieram tylko telefon oraz słuchawki i mogę wychodzić. W ostatniej chwili zauważam, że łyska się i grzmi, do tego okropnie leje. Chwytam za telefon, chcąc zapytać wujka co robić.
- Wujek? Słuchaj, jest burza przyjechałbyś po mnie? A potem podjechalibyśmy do firmy. – proponuje.
- Dobrze. – słyszę w słuchawce. – Zaraz będę.
Szybko naciągam na siebie kurtkę oraz buty mające imitować glany. I wtedy do głowy przychodzi mi pewien pomysł, który mam zamiar zrealizować już dziś po południu.
                Słyszę dźwięk klaksonu więc wychodzę z mieszkania i zamykam drzwi, następnie kieruję się do samochodu. W środku witam się z wujkiem i pytam o samopoczucie cioci i Mimori. Jak się okazuje wszystko jest w porządku.
                Z ciekawości zagaduje wujka, czy nie wie przypadkiem jak idzie tej nowej w Korei.
- Chyba wszystko w porządku, dlaczego pytasz?
- Wujku… bardzo się martwię, ona jest jakaś dziwna i fałszywa. Co jeśli to jakaś fanka? – wypluwam przed nim swoje wątpliwości.
- To nie jest takie proste… chłopcy ją polubili, a nie chcemy, żeby źle o tobie myśleli. – tłumaczy spokojnie.
- Dobra jesteśmy już na miejscu, wiec pójdę i porozmawiam jeszcze z Krisem.
- Będę u siebie w biurze, potem przyjdź mi pomóc.
- Dobrze. – mówię i wychodzę z samochodu.
Przebiegam do budynku tak aby nie zmoknąć zbytnio. Stojąc już „bezpiecznie” za drzwiami zauważam, że życie tętni tu jakby było co najmniej południe.
Szybko udaję się do sali treningowej nie zbyt uważając na ludzi, których mijam, przez co kilka razy na kogoś wpadam. Będąc już na miejscu widzę, że chłopaki ćwiczą układ więc muszę chwilkę zaczekać.
- Kris. Musimy pogadać. – obwieszczam kiedy już kończą.
- Po tak długim czasie mogłabyś nauczyć się mówić do mnie oficjalnie. – stwierdza jak zwykle niezbyt miło, lider.
- A kto powiedział, ze chcę? – odpowiadam mu tym samym.
                Ten tylko wzdycha głośno, zrezygnowany. Wychodzimy na korytarz, gdzie niemal od razu przechodzę do sedna sprawy nie interesując się tym czy nie zrobię z siebie wariatki.
- Słuchaj… - zaczynam pewnie, mimo wątpliwości. – Chyba obydwojgu nam nie podoba się ta dwulicowa… no ona. Tak sobie pomyślałam, że to może być jakaś fanka. I nie mówię tego bo jestem zazdrosna ale boje się, ze jeśli nic nie zrobię to coś się stanie. – oświadczam ze stoickim spokojem.
- Rozumiem. – przyznaje niezbyt zadowolony. – Też dużo o tym myślałem, ale chyba nic nie możemy poradzić. Dziś gadałem z Suho (on też niezbyt ja polubił) i mówił, ze ona jest bratanicą szefa. Co jak pewnie się domyślasz nie jest dla nas dobrą wiadomością. – relacjonuje lider.
- A oni? – palcem wskazuję na salę, z której dopiero co wyszliśmy. – Dalej są w nią tak zapatrzeni?
- Może nie zapatrzeni, ale wczoraj słyszałem jak Luha… -urywa.
- Co Luhan? No mów! –naciskam choć w głębi duszy wiem, że to co zaraz usłyszę będzie bardzo bolesne.
- Słyszałem jak on… - patrzy na mnie niepewnie, jego oczy wyrażają prawdziwy smutek. – Mówił, że chyba wolałby być Koreańczykiem, byleby móc zostać teraz w Korei.
Milknie. Panuje cisza, tak ciężka i nieprzyjemna, że mam ochotę wywrzeszczeć cała moją złość i smutek byleby tylko ją przerwać.
- A – i tak właśnie Yuta okazała swą cała inteligencje światu. Podziękujmy jej za te wzruszające słowa brawami.
- Nie bierz tego do siebie on po prostu… - próbuje mnie jakoś pocieszyć jednak kiedy widzę jak nieudolnie mu to idzie, szybko zmieniam temat.
- Dobra, nie ważne. Pomyśl nad tym co moglibyśmy zrobić, żeby sprawdzić czy jest okay. – mówię i odchodząc krzyczę tylko – Do zobaczenia po południu!
                Ciekawe tylko czy mnie poznasz.
***
Powoli idę ulicą, przeglądając się w niemal, każdej szybkie jaką napotkam na swej drodze. Trochę żal mi tego co zrobiłam, ale było mi to potrzebne. Fioletowe włosy już mnie znudziły, teraz przyszedł czas na coś nowego. Zatrzymuję się przez chwilę przy witrynie cukierni. Ludzie pewnie myślą, że coś ze mną nie tak skoro stoję i przyglądam się wypiekom tak długo, ale nie przeszkadza mi to.
Krótkie kasztanowe włosy i jakby jakaś obca doroślejsza dziewczyna. To właśnie widzę. To ja. Od zawsze lubiłam być na przekór wszystkiemu. Pierwszym krokiem był fiolet, ale teraz postawiłam na bardziej naturalny kolor i wizerunek Tomboya.
Już widzę miny chłopaków kiedy mnie ujrzą, jeszcze rano wyglądałam całkiem normalnie (jak na mnie).
Może nie będzie aż tak źle, w sumie w SM jest już jeden tomboy, czyli Amber z f(x), moja idolka. Od dziecka jakoś niespecjalnie interesowało mnie to co inne dziewczyny uważały za pasjonujące. Wolałam rozmawiać z chłopakami.
No ale nie ważne, nie ma co nad tym rozmyślać. Jestem już w końcu na miejscu. Zakład fryzjerski był na szczęście tylko pół godziny z stąd. Jeszcze tylko jedno zerknięcie w szklane drzwi i mogę wchodzić. Ledwo przekraczam próg , a już dostrzegam ucieszone obliczę sekretarki. Nie podchodzę aby z nią porozmawiać bo nie za bardzo mam na to czas. Wyszłam tylko na piętnaście minut, a nie było mnie półtorej godziny. Szybko wbiegam po schodach i kieruję się do małego ale przytulnego biura wujka. Na razie nie zobaczę się z chłopakami bo maja trening wokalny, a szkoda bo ich miny mogłyby być ciekawe.
                 Zdenerwowana naciskam na klamkę drzwi i wchodzę do pomieszczenia. Jak zawsze jest przepełnione zapachem męskich perfum co przyprawia mnie o mdłości.
- Mógłbyś tu czasem wietrzyć, wiesz? – pytam a on nawet nie podnosi wzroku z nad ekranu laptopa.
- Zawsze to mówisz. – odpowiada nadal nie podnosząc wzroku. – Musisz mi pomóc w…
Urywa a jego źrenice momentalnie się rozszerzają.
- No co? – pytam siląc się na niewinny i zarazem naturalny ton głosu.
- Nic, nic… po prostu mnie zadziwiłaś. Ładnie ci w takich włosach.
I to właśnie kocham u wujka nie dopytuje się, nie ocenia. Jest. Ciocia i wujek są co prawda jedynie namiastką tego co powinnam mieć od niemowlęcych lat, ale to już nie ich wina.
- W czym ci pomóc? – pytam siadając przy nie używanym biurku w rogu pomieszczenia, które od bardzo niedawna należy do mnie.
- Możesz zadzwonić do ludzi, którzy wynajmują nam sale koncertową i zapytać, o której możemy być na miejscu.
Oczywiście szybko wykonuję polecenie i ku mojemu zaskoczeniu chłopcy mają zacząć przygotowania już od dziesiątej rano. Nie żeby osiem godzin to trochę dużo.
Potem robie już cały czas to samo dzwonię, pytam, odpowiadam. Strasznie mnie to męczy ale wiem, ze jestem mu to winna. On pomagała mi przez tyle lat, ze mogę dla niego wykonać parę telefonów.  „Jestem mu coś winna”.  Potarzam sobie przez następną godzinę.
- Ami. Jest już po czternastej masz teraz lekcję. – przypomina, w końcu zaspanym głosem. Zapewne nie spał w nocy.
- Już idę – oświadczam szybko zbierając swoje rzeczy.
Spóźnienia w tym budynku nie są tolerowane, a zwłaszcza w przy tak napiętym grafiku. Chwilę potem stoję przed studiem w oczekiwaniu, aż zakończy się tam jakaś próba. Kiedy w końcu zaczynamy zauważam, że tej nocy EXO spało, bo Luhan nie wygląda aż tak strasznie jak ostatnio.
- Cześć – zaczynam od razu nie zwracając już w sumie uwagi na zdziwione spojrzenia chłopaka. – Dziś zajmiemy się dopracowywaniem szczegółów, oraz jeśli się nam uda dobierzemy odpowiednie akcesoria typu paski, piórka itp. Bo to też jest bardzo ważne.

                Ćwiczenia i dobieranie sprzętu idzie nam szybko. Za szybko. Wiem, że kiedy skończę będę musiała znów zasiąść za biurkiem wdychając odurzający zapach perfum i wypełniając kolejne papiery. A Luhan… on będzie musiał udać się na morderczy trening. Znowu. To konieczne, w końcu musi być perfekcyjnie. Podziwiam ich, naprawdę. Pomimo całej mojej miłości do muzyki nie potrafiłabym tak żyć. 

~~~~~~~~~~~~~~~~~~`

Przepraszam za ten rozdział, ale jakoś nie miałam ani siły, ani chęci. Opowiadanie będzie toczyło się dalej nie zależnie od tego czy Kris zostanie czy odejdzie. Mam nadzieję, że ten rozdział mimo wszystko nie jest taki zły. 
Dziękuję za wszystkie komentarze ♥

niedziela, 11 maja 2014

Rozdział 12 " Ta mysz się panoszy"

Moje życie jest przewidywalne jak kiepski film…
- Kris? – w moim głosie wyraźnie słychać znużenie wywołane przypomnieniem sobie o kiepskiej dramie, którą niedawno oglądałam.
- Wszyscy są na dole. – stwierdza chłodno, ale nie zrażam się tym zbytnio.
- Um. Nie przyszłam tu, żeby siedzieć na dole… zresztą nie jestem im tam potrzebna.
- Na mnie też nikt nie zwracał uwagi, więc przyszedłem tutaj. Tao mówił, ze tutaj dobrze się myśli. Miałaś nadzieje, że go tu spotkasz? – pyta w końcu.
- Tak… zaraz jedziecie. – podchodzę bliżej widząc, że nie tylko mi nie pasuje postawa nowej „koleżanki”.
Nie wiedząc jak się wobec niego zachować  siadam z dala od krawędzi dachu po turecku. Ciągle się boję… Już mniej, ale lęk wysokości chyba już na zawsze ze mną pozostanie. Spoglądam na zegarek, jest już po trzynastej. Czy on się zaraz nie spóźni?
- Idź już. – oddycham głęboko.
- Masz rację. Powodzenia. –życzy i odchodzi, a ja zostaję sama.
Jak to jest, że chłopcy nie widzą głupoty dziewczyn tylko, i wyłącznie dzięki ich wyglądowi. Jak to jest, że przedtem tak bardzo było im smutno, że odchodzę, a teraz… To nie jest tak, ze nie chcę dopuścić do nich nikogo oprócz siebie. Ja po prostu… martwię się. Jest mi też smutno. TAK! Będę to powtarzać! No nic, jeszcze tylko tydzień. Dam rade. Na pewno.
Jest dopiero piętnasta. Mam dziś wolne, bo „nowa” ma lekcję z Sehunem. Przynajmniej sobie odpocznę a raczej będę zadręczać się myślami o tym czy wszystko jest w porządku.
Możecie nazwać mnie wariatką, ale oni są bardzo, bardzo, bardzo sławni tutaj w Korei i mają przez to mnóstwo sasaeng fanów.
Powoli schodzę z dachu z myślą, ze czas wrócić do mieszkania, nic tu po mnie. Zatrzymuję się tylko na chwilę na parterze, aby podpisać „listę obecności”, która tutaj obowiązuję.
Zabieram cienką kurtkę z szatni, jednak jej nie zakładam, bo na zewnątrz jest już naprawdę ciepło jak na początek kwietnia. Gdzieniegdzie zaczynają nawet kwitnąć wiśnie. Tak jak sobie wyobrażałam siedząc na murze opuszczonej fabryki i marząc o lepszym życiu za granicą, najlepiej w Azji, którą tak bardzo wielbiłam, wraz  z moją jedyna koleżanką.
Niedługo po wyjściu z chłodnego wieżowca, staję pod własnym cieplutkim mieszkaniem. Zgrabnym ruchem przekręcam klucz w zamku i wchodzę do środka. Odkładam kurtkę na wieszak, jednocześnie zdejmując niewygodne buty. Mogłam jednak zamówić taksówkę, bo stopy bardzo mnie bolą. Kiedy jestem już rozebrana udaję się do kuchni, gdzie nalewam sobie soku do szklanki. Przy okazji zabieram także laptopa i udaje się do salonu.  Jak to ja muszę mieć jednocześnie włączony telewizor i komputer, inaczej jest pusto…
Lecą akurat wiadomości, już mam przełączyć kiedy dzieje się coś okropnego. Informacja. Jedna informacja. Zmienia cały mój dzień. Dziennik informacyjny podaje:

  „ZATONĄŁ STATEK, WIELE OSÓB RANNYCH I MARTWYCH!”

Jak to? Szybko pogłaśniam telewizor, skupiając się na informacjach podawanych przez dziennikarza. Rozpacz. Widząc zdjęcia z miejsca zdarzenia i krótkie nagrania ukazujące te wszystkie rodziny… rozpacz. To chyba jedyne słowo, które jest w stanie oddać zaistniałą sytuację. Dzwoni telefon.
- Amanda? Tutaj wujek. Słuchaj będziesz musiała wracać natychmiast do Chin. Ta nowa zajmie twoje mieszkanie.
-Co, ale dlaczego? – pytam, nic nie rozumiejąc.
- No chodzi o comback. Planowaliśmy to zrobić nieco inaczej, ale szef zadecydował, ze EXO-M zaczyna promocję już teraz, a EXO-K kiedy ludzie ochłoną po tej tragedii.
- To bez sensu, przecież w EXO-M też są Koreańczycy. –  mówię, ciągle nic do mnie nie dociera.
- Ami… szefa to nie obchodzi. Fani. To oni są ważni, chodzi o odbiorców nie chłopców. Oni za niedługo będą już w Chinach ty masz samolot rano. Musze kończyć dobrej nocy.
Rozłącza się.
Człowiek… Czy ludzie w dzisiejszych czasach widzą w nim cokolwiek prócz maszynki do zarabiania pieniędzy, zapominając o swoim człowieczeństwie? Raczej wątpię by ktokolwiek był w stanie, w tych okolicznościach uśmiechać się do kamer i tańczyć szczęśliwie na scenie. Oni mogli znać te zaginione lub martwe osoby, to mogli być ich znajomi, ze szkoły! Ale kogo to obchodzi… To nie ich interes. Bo przecież na tej tragedii także można nieźle zarobić. Albo na współczuciu dla ofiar. Gdzie ci ludzie w drodze do pieniędzy zgubili swojego ducha? Gdzie? Jestem ciekawa jak wyglądałoby ich stanowisko gdyby ktoś z ich rodziny tam był. Niektórzy jak widać muszą na własnej skórze poczuć ból aby móc współczuć.
Ale nie mi dane jest osądzać tym zajmie się ten na górze. Teraz muszę się spakować i pomóc im w przygotowaniach. W końcu podczas pierwszego programu na żywo Luhan ma zaprezentować swoje nowo nabyte umiejętności.
Idę już schodami w górę kiedy czuję wibracje w prawej kieszeni moich spodni. To Tao…
- Cześć. – jego głos jest bardzo słaby co mnie martwi.
- Cześć, coś się stało? – pytam.
- Emm… nic. Po prostu słyszałem, że jutro wracasz i nie mogę się doczekać. – próbuje się zaśmiać ale to wywołuje tylko salwę kaszlu.
- Masz taki słaby głos…
- To przez lekką gorączkę, ale nic się nie bój Kris dobrze się mną opiekuje. – oświadcza.
- Co?! – krzyczę zdziwiona. – Powinieneś teraz odpoczywać, a nie trenować.
-To moja praca, wiec jest okey.
- Zaczynam myśleć, że w tej wytwórni nic nie jest okey… - wypuszczam głośno powietrze. – Musze iść się pakować. Dobrej nocy, kuruj się bo czeka nas bardzo ciężka praca.
- Papa…
W ciągu trzydziestu minut wszystko wywróciło się do góry nogami… Nie za dużo jak na jeden rozdział, i kilkanaście mililitrów atramentu?
Wznawiam moją wędrówkę do sypialni i do razu wypakowuję wszystko z szafek. Nic prócz ubrań i kosmetyków nie jest tu moje. No… może jeszcze jedzenie, ale zostawię coś tej całej Hikari, a żeby z głodu nie padła bo pójdę siedzieć za „nieumyślne” spowodowanie śmierci.
Kiedy wszystko jest już spakowane i gotowe idę na dół do kuchni, aby przygotować sobie coś na rano do zjedzenia. Już teraz jestem pewna, ze wstanę zbyt późno.
Zrobione kanapki chowam do lodówki i śniadanie na jutro jest gotowe. Ponieważ jest jeszcze wcześnie udaję się do salonu, nie oglądam wiadomości bo potem zbyt dużo bym o tym rozmyślała i zapewne nie mogłabym zasnąć. Włączam byle jaki kanał, akurat leci mecz siatkówki. Jako wielka fanka tej dyscypliny chętnie oglądam mecz. Okazję się, ze jest to finał ligowych rozgrywek z polski (jednej z najlepszych lig w świecie). Z zadowoleniem odnotowuję, że za niedługo rozpocznie się sezon reprezentacyjny, który moim zdaniem jest jeszcze ciekawszy. Pytanie tylko czy będę mieć czas na oglądanie meczy. To dziwne ale nigdy nie kibicowałam Wielkiej Brytanii, tylko Polsce właśnie. Taki mały kraj, leżący pomiędzy Europą wschodnią i zachodnią. Ale jedno trzeba im przyznać maja świetnych sportowców… oprócz piłkarzy oczywiście.
Mniejsza z tym. Mimo ciekawego i zaciętego spotkania już pół godziny później zasypiam. Sen niby ten sam, ale sceneria inna. Sceneria i oczy. Sprawiają, ze pragnę się schować, uciec. To nie są oczka Pandy zmęczone i czarne jak smoła są inne. Co prawda widzę przed sobą cała postać tajemniczego chłopaka, jednak jestem w stanie patrzeć tylko w jego brązowo-miodowe tęczówki. Jego wzrok… jak gdyby o coś pytał…
Budzik.
Zaspana, szybko zrywam się kanapy, byle tylko jak najszybciej zapomnieć o moim śnie. Od razu wskakuję po prysznic, odkręcam wodę  tak aby była gorąca i niemal od razu mnie to odpręża. Niestety muszę się śpieszyć. Kiedy resztki piany ze mnie znikają , mogę wychodzić. Od razu dopada mnie przenikliwy chłód, więc z potrójnym przyśpieszeniem wycieram się do sucha. Zakładam wygodne legginsy i bluzę, którą dostałam od wujka. Czeszę włosy, robię naprawdę delikatny makijaż i jestem gotowa. Schodzę do kuchni aby zjeść szybkie śniadanie i ku mojemu przerażeniu w pomieszczeniu znajduję Kage wyjadającą moje cenne kanapki.
- O! To było twoje?! Tak mi przykro. – oświadcza swoim cukierkowym głosem chcąc być uznana za niewinną śmierci moich kanapek. Były jeszcze takie młode…
Oddycham głęboko przełykając ślinę i zmuszam się do powiedzenia czegokolwiek.
- Powodzenia. Wychodzę. – oświadczam po drodze zabierając wszystko co moje.
Naprawdę zdenerwowana opuszczam budynek. Jeszcze nie zdążyłam wyjść a ta mysz już zadomowiła się w moim mieszkaniu. Wyciągam z obszernej torebki telefon i dzwonię po taksówkę, po chwili czekania auto jest na miejscu. Pakuje walizki do bagażnika z pomocą kierowcy siadam z tyłu. Na lotnisko jedziemy długo, bo znajduje się na obrzeżach miasta. Kiedy jesteśmy już na miejscu wysiadam z pojazdu i od razu zauważam, że powietrze jest tu o wiele świeższe.
Dwie godziny później jestem już po odprawie i czekam na samolot. Naprawdę nie mogę się doczekać aż w końcu opuszczę to miejsce, zobaczę malutką Mimori i chłopaków.
Bardzo martwi mnie tez stan zdrowia Tao, przygotowania do combacku, a tak właściwie comback, który ma odbyć się już za dwa dni to nie najlepszy czas na chorowanie. Treningi oraz wysiłek fizyczny na pewno nie poprawiają jego stanu zdrowia. Najgorsze jest to, że nie mogę z tym nic zrobić. Mogłabym co prawda iść i powiedzieć CEO co o tym wszystkim myślę, ale wtedy byłaby zagrożona posada, moja jak i wujka. Gdybym miała ryzykować tylko własną pracą…
- Pasażerowie lotu 125 proszeni są o udanie się na pokład samolotu. – słyszę głos wydobywający się z głośnika nade mną. 
Przygotowana już od dłuższej chwili na ten komunikat, zabieram jedynie torebkę i udaję się do wyznaczonego miejsca.
Podróż mija jak na mnie bardzo spokojnie, jedynie przez chwilowe turbulencje byłam nerwowa.
Kiedy to piekło wreszcie się kończy, nie mogę doczekać się wyjścia na powietrze. Udaje mi się spełnić to życzenie dopiero po dwudziestu minutach. Przed budynkiem czeka na mnie wujek.
- Cześć! – tuli mnie mocno, a ja w odpowiedzi tylko odwzajemniam uścisk. – Musisz teraz jechać do studia bo trzeba coś niecoś dograć, w sprawie występu.
- Tak w ogóle, prześpię się dziś, albo jutro? – pytam z nieskrywaną nadzieją w głosie.
- Raczej nie… to znaczy mogłabyś, ale chyba nie zostawisz mnie z tym wszystkim samego?
- Nie zostawię… - obiecuje.
Już po chwili siedzimy w srebrnym, sportowym wozie wujka, z misją udania się do wytwórni. Po drodze przychodzi do mnie SMS od Tao, że już nie może się doczekać aż przyjadę, co natychmiastowo poprawia mi humor. Niby ten rozkapryszony bachor jest wkurzający, a jednak tak bardzo go lubię.
W końcu parkujemy na znajomym miejscu i wchodzimy do środka. Od razu witam się ze znajoma sekretarką, z którą bardzo się polubiłam.
- Gdzie iść? – pytam.
- Hymm… studio jest zajęte… może do sali prób, wiesz tam gdzie tańczą. – oznajmia wujek. – Musze już iść bo chyba będziemy musieli poprzekładać kilka rzeczy… - odchodzi.
Kiedy tak myślę ostanie stanie zdrowia chłopków, to może prezes dąży do wyeliminowania najsłabszych ogniw, albo po prostu chce ich wyzabijać.  
Ciągnę za ciężkie, szklane drzwi i otwiera się przede mną duża i przytulna sala prób, z czarną kanapą w rogu. W środku czekają już na mnie chłopcy.
- Cześć! – witają się zmęczonymi głosami.
- Cześć. – odpowiadam – Zostawiłam swoją gitarę w Korei, ale chyba są sobie poradzisz, prawda? – pytam Luhana.
                Tak bardzo nie chcę ich dodatkowo męczyć, ale jakby to powiedzieć… nie mam wyjścia. Luhanowi idzie świetnie wiec przez godzinę pokazuję mu różne techniki, które mógłby wykorzystać aby łatwiej mu się grało.
Przez kolejną godzinę rozmawialiśmy natomiast o tym co dzieje się ze zdrowiem chłopaków.
- Kai ma coś z biodrem, a Sehun z ręką, ale to chyba nie jest nic poważnego. - zaczyna Kris.
- A co z tobą Tao? –pytam.
-Trochę lepiej, ale wczoraj zdarłem sobie kolano na próbie.
- Może dadzą wam trochę odsapnąć.
- Byłoby fajnie. Jeszcze z dwa tygodnie luzu, a potem zaczną się koncerty… - opowiada Xiumin.
- Myślałam, ze promocja już się zaczęła…
- To jest tylko przedsmak, ale nie martw się po to tutaj jesteśmy, w końcu sami sobie wybraliśmy takie życie. – Uspokaja mnie Kris.
Jest już bardzo późno kiedy wychodzę z siedziby SM. Do mieszkania udaję się pieszo. Wujek już zawiózł tam wszystkie moje rzeczy. Będąc już na miejscu, od razu idę wziąć prysznic, a potem spać.
To będą ciężkie tygodnie. 
                                                                                                                ~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~` 
Co prawda pojawił się tu wątek rzeczywisty, ale raczej nie będę opierać się na rzeczywistych zdarzeniach. Rozdział taki sobie, tylko dłuższy. Mam nadzieje, ze długość będzie w końcu odpowiadać. 
Dziękuję za wszystkie komentarze, i raczej pozostanę przy pisaniu w zeszycie bo bardziej mi to leży. 




wtorek, 29 kwietnia 2014

Rozdział 11 „Przepraszać Go?”

Czy ktoś mi powie co się tu dzieje? Poszłam spać z elegancikiem u boku, a budzę się z Pandą W JEDNYM ŁÓŻKU! Musze coś  z tym zrobić!
- AAAAAAAA! – mój krzyk obudził by zmarłego, ba mój krzyk zbudził by wujka, więc taka garstka piosenkarzy to dla mnie nic.
- Co się stało? – do pokoju wpada Kris, Suho Kai.
- Tao ty idioto! Wypieprzaj stąd już! – krzyczy Kai nie zważając na upomnienia Suho, który powtarza mu, że nie wolno przeklinać.
- Dopiero teraz zauważam, że Panda już nie śpi, tylko patrzy na nas wszystkich zdziwionym wzrokiem. Serio?!
- Jezu! – jak oparzony spada z łóżka.
- Co ty tu robiłeś? – pytam w końcu nic nie rozumiejąc.
- Tu zawsze śpi Kris, a ja się bałem! – krzyczy.
- Czego się bałeś? Przecież z nami nie oglądałeś! – z tego wszystkiego i ja ponoszę głos.
- Ale myślałem o tym co wy oglądaliście!
- Cisza! – próbuje zaprowadzić porządek Kris. – zaraz wszyscy się tu zlecą.
- Przepraszam naprawdę nie wiedziałem, że ty tu śpisz, bo to jest łóżko hyunga. – z wyraźną skruchą spuszcza głowę.
- To nic… Przestraszyłam się tylko. – przyznaje.
- My też się przestraszyliśmy, głośno krzyczysz. Że też ja go rano nie zauważyłem… - rozważa pod nosem lider „M” i wychodzi.
- Pójdę się przebrać. - oświadczam zdezorientowana wydarzeniami z przed chwili.
Szybko zbieram rzeczy z wczoraj, stoję przed łazienką i już mam wchodzić, jednak czuję, ze ktoś kładzie mi rękę na ramieniu. Co do…
- Czego chcesz? – mówię szorstko, sama nie jestem pewna dlaczego, może doprasowuje się do ludzi, którzy mnie otaczają, niczym kameleon?
- On się w tobie zakochał. – oświadcza blondyn i odchodzi.
Jak on śmie mówić mi coś takiego, a potem tak po prostu sobie wyjść? Zaraz, zaraz nie będę tu stać jak głupia.
Wchodzę do łazienki szybko zamykając drzwi za sobą, na klucz. Zdejmuję z siebie ubranie lidera i wskakuję pod prysznic, tam myśli się lepiej. Gorąca woda delikatnie muska moją skórę, co pomaga mi zapomnieć choć przez chwilę o tym co usłyszałam od Krisa. A myśląc już o tym to… ja pierwsza wypaliłam z tym, że nie jestem zainteresowana, on… przytaknął. Dla mnie? Bał się jak na to zareaguję? Co ja mam niby teraz zrobić? Przepraszać go? Przecież nie mam za co… Ale teraz wiem już przynajmniej dlaczego wczoraj był tak zły, diva była zazdrosna o resztę. Niedobrze.
- Yuta! My tez się chcemy wykąpać a jest nas dwunastka!! – krzyczy zza drzwi zniecierpliwiony czekaniem Lay.
Wychodzę z pod prysznica, wycieram się, ubieram we wczorajsze ubrania. Z mokrymi włosami opuszczam ciepłe od pary pomieszczenie i udaję się do salonu skąd dochodzą głosy chłopaków. Kiedy tylko przekraczam prób odwracają się w moją stronę.
- Em… Nie macie może pożyczyć suszarki do włosów? – pytam wszystkich zebranych.
- Ja mam, chodź… - mówi wstając z kanapy i idąc zapewne do swojego pokoju.
Jego pokój znajduję się zaraz obok pokoju lidera i maknae, kiedy wchodzimy do środka chłopak długo szuka rzeczy, o którą prosiłam w szafce. W końcu podchodzi do mnie jednocześnie podłączając urządzenie do gniazdka , i tłumacząc jak ustawić ciepły strumień powietrza.
Kiedy moje włosy są już suche przypominam sobie, ze chłopcy musza się pewnie spakować przed niedługą podróżą.
Odkładam przyrząd na szafkę nocną chłopaka i idę na dół po drodze zabierając torebkę z pokoju lidera.
- Ja już będę iść. Miłej podróży. – zwracam się do EXO-M, kiedy jestem już w salonie.
- Cześć! – krzyczą chórkiem – Jeszcze się zobaczymy – słyszę stłumiony pożegnaniami głos Krisa.
- Dobrze, ze do Korei wracasz już niedługo. – dodaje Tao, wstając.
Chłopak odprowadza mnie do drzwi, żegnamy się i wychodzę.
I co teraz? Czuję się dziś naprawdę dziwnie… Od samego rana mam takie wrażenie, jakby życie zwolniło bieg i trwało w zwolnionym tempie. Jest dopiero dziesiąta, o dwunastej mam gitarę, a potem mamy poznać tą nową dziewczynę. Strasznie się boję, nie mam wpływu na ostateczną decyzję szefa… Naprawdę mam nadzieję, że ta dziewczyna będzie normalna, bo jeśli nie to strzelę sobie w łeb za przypominanie szefowi o takich rzeczach z naszej umowy.
Dawno nie byłam na spacerze ciągle tylko, praca a potem siedzę sama w czterech ścianach lub zalegam na kanapie u cioci i wujka.
Postanawiam przejść się do jedynego naprawdę dobrze mi znanego miejsca w tym kraju mianowicie do parku. Połowę swojego dotychczasowego życia spędziłam na ucieczkach z domu dziecka a miejscem, w którym mogłam spokojnie się ukryć był park. W takich miejscach od razu czuję się zbuntowaną przeciw wszystkiemu trzynastolatka, obciętą na chłopaka ( bo tak!). Z problemami, które wszyscy uważali za błahe, wszyscy, oprócz mnie.
Powoli zbliżam się do chyba jedynego zielonego miejsce w Seulu, no może nie jedynego ale jednego z niewielu. W porównaniu z tym pięknym zimowym porankiem kiedy pierwszy raz zobaczyłam EXO jest dziś upał, zdejmuję wiec dość gruby płaszcz i przechodzę przez bramę wejściową.
Jest naprawdę pięknie, dawno nie byłam w podobnym miejscu. I choć moja przeszłość nie była zbyt kolorowa zawsze kochałam chwile na Świerzym powietrzu, przy akompaniamencie ptaków.

          ***
Byliście kiedyś w sytuacji, że koniecznie chcieliście się na kogoś rzucić i wydrapać mu oczy? Nie dlatego, ze jest niemiły, ale właśnie przez to, że jest nienaturalny i przysłodzony. Ja właśnie tak mam, a najgorsze jest to, że tylko ja…
Od pół godziny rozmawiamy z nowo poznaną dziewczyną Kage Hikari, która ma uczyć Sehuna i zaraz dostanę szału. To jej ciągłe chichotanie sprawia, że mam ochotę wydrapać jej oczy.
- Ona jest jakaś dziwna. – zajęta rozmyślanie nad tym gdzie można by schować małe ciałko nie zauważyłam, ze nie tylko ja nie lubię przesłodzonych rzeczy.
- Jak widać nikomu to nie przeszkadza. -  stwierdzam dość chłodno.
- Jesteś zazdrosna?
Tak. Tak. Tak. Tak. Tak. Tak. Tak. Tak. Tak. Tak. Tak. Tak. Tak. Tak. Tak. Tak. Tak. Tak. Tak. Tak. Tak. Tak. Tak. Tak. Tak. Tak. Tak. Tak. Tak. Tak. Tak. Tak. Tak. Tak. Tak. Tak. Tak. Tak. Tak. Tak. Tak. Tak. Tak. Tak. Tak. Tak. Tak. Tak. Tak. Tak. Tak. Tak. Tak. Tak. Tak. Tak. Tak. Tak. Tak. Tak. Tak. Tak. Tak.
 - Nie… ja po prostu nie lubię sztuczności. , plastikowych twarzy jak z jednego szablonu, udawanych emocji. Wolę nudnych ludzi, niż tych udających kogoś kim nie są. W życiu trzeba umieć odróżnić zmianę i grę aktorska.
- To było… bardzo prawdziwe. – szepcze z pewnym zawahaniem Kris.
- Ej dlaczego z nami nie siedzicie, tylko tak na uboczu? – pyta podbiegając do nas ucieszony Kai.
- Bo trzy łyżeczki cukru w herbacie da się znieść, ale cztery to już przesada. – podnoszę się z miejsca biorąc do reki torebkę – Muszę jeszcze iść po rozmawiać z szefem.
Staram się nie pokazywać jak bardzo zabolała mnie zmiana, która zaobserwowałam u chłopców. Nie jest im już nagle tak smutno, ze odchodzę, mam nawet wrażenie, że Luhan, żałuję, że to nie ta cała Kage będzie go uczyć.
Idę powoli korytarzem wiedząc, że zaraz będę musiała powiedzieć co o niej myślę najważniejszej osobie w tej wytwórni. Problem w tym, że nie wiem co myślę…
- Dzień Dobry. – mówię cicho wchodząc do biura.
- Dzień dobry, przejdźmy do rzeczy. Co myślisz o tej nowej dziewczynie?
- Jest… - postaraj się Yuta, jeśli tego nie zrobisz to pomyślą, że to ty jesteś chorobliwie zazdrosna fanką. – jest bardzo utalentowana muzycznie.  – dyplomacja to od dziś moje drugie imię.
- To wiem. Pytam jaka ona jest. – naciska.
Przesłodzona. Głupia. Rozwydrzona. Rozpieszczona. Plastikowa. Drażniąca.
- Normalna dziewczyna, nie wiem co jeszcze mogłabym o niej powiedzieć. – zmuszam się do nagięcia prawdy. Oni by mi nie wybaczyli, zbyt bardzo ja polubili.
- To dobrze, mam nadzieje, że się dogadacie, bo nie chce cie na razie wysyłać do Chin. – oznajmia stanowczo mężczyzna.
-Też mam taką nadzieje. Pójdę już, do widzenia. – rzucam i wychodzę z biura.
Idę wąskim korytarzem do miejsca, w którym mam nadzieje go zastać. Tylko czy aby na pewno tego chcę? Idę krętymi schodami w górę. Kiedy jestem już na miejscu czeka mnie… rozczarowanie?

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~`

Rozdział taki sobie. Praca nad dwunastką już skończona teraz tylko przepisać tego kolosa do komputera ;_; Jak ja tego nie lubię... No ale cóż. Mam nadzieje, ze nie jest aż tak dennie i przewidywalnie. Dziękuję za wszystko ♥

wtorek, 22 kwietnia 2014

Rozdział 10 "Horror?"

Dwie minuty później siedzieliśmy już wszyscy w kółku, a Tao wiercił się niecierpliwie na dywanie.
- Tao. – zaczyna głosem Kai, który często stosuje się w teleturniejach- Jesteś zakochany?
Wait, what? Kto wymyśla taki głupie pytania? Bezsensu. Przysięgam. Zaraz, zaraz przecież mnie to i tak nie dotyczy, niby coś mi się wydawało ale…
- Tak… - odpowiada zarumieniony ze spuszczoną w dół głową.
- Ciekawe w kim… - słyszę gdzieś niedaleko głos lidera EXO-M i mam wrażanie że tylko ja go słyszę.
- Tao teraz ty… - śmieje się głośno Chanyeol.
Jak nie lubię tej gry. Nie dość, ze można przez nią dostać zawału, to jeszcze biedni ludzi, przez nią cierpią.
„Kręć się szybciej” powtarzam ciągle w myślach, w stronę butelki. Butelka to rodzaj żeński a istnieje chyba coś takiego jak „Damska Solidarność” prawda? Buteleczko skoro już to uzgodniłyśmy to pomóż mi błagam! Tak bardzo się boję pytań o moje życie, bo jest MOJE! Ludzie pytają choć tak naprawdę woleliby nie znać odpowiedzi.
Butelko zdrajco jak mogłaś?!
- Yuta! –wykrzykuje radośnie Sehun, co on tak nagle? Cieszy go nieszczęście innych ludzi?
- Um. – kreatywnie Amando.
- Wyglądasz na zdenerwowaną. – stwierdza Kris.
- Co?! Nie jestem… Po prostu Panda jest nieobliczalna. – tłumaczę się szybko, lecz nieudolnie.
- Ym. Spróbuję dać ci cos normalnego. – myśli głośno.
- Spróbujesz?! – śmieje się zdenerwowana.
- Podoba cie się Kris?
Dyplomacja. Dyplomacja. Dyplomacja. Dyplomacja. Dyplomacja. Dyplomacja. Dyplomacja. Dyplomacja. Dyplomacja. Dyplomacja. Dyplomacja. Dyplomacja. Dyplomacja. Dyplomacja.
- Jest przystojny, zresztą jak każdy z was. – pieprzyć SM zostaję aktorka, takiego talentu nie wolno marnować.
- Kręć Ami! – pośpiesza mnie zniecierpliwiony Xiumin.
Dasz radę. Przecież to nic takiego. Nie lubię tek gry od czasów gimnazjum. Nawet zadawanie pytań jest dla mnie męczące i niewygodne, wiem co gwarantuję innym ludziom.
Chen. Cudownie! Najpierw ta diva a teraz on. Czy ja przyciągam takich ludzi?
- Emm… Nic nie wymyślę. – przyznaje.
- No dawaj, zapytaj go o cokolwiek. – zachęca mnie Chanyeol.
- Dobra… Ile miałeś dziewczyn? – przynajmniej raz wymyśliłam cos z sensem.
- Serio?! –przynajmniej raz czymś go zaskoczyłam.
- Zapytałam o coś… - mój stanowczy głos jest bardziej zabawny niż stanowczy.
- Dweiiinvj – szemrze cos pod nosem.
- Nic nie zrozumiałam. – śmieje się teraz pod nosem.
- Dwie.
Czy ja dobrze słyszę? Oni się niego śmieją?
- Idioci. – uciszam ich momentalnie. – Z czego wy tak właściwie się śmiejecie, że był przez długi czas z jedną osobą? Przecież to oznacza tylko tyle, że jest od was dojrzalszy i mądrzejszy.
Przez chwilę trwa niezręczna cisza wszyscy z zaciekawieniem oglądają  swoje ręce, albo buty. Tylko Chen i SuHo siedzą ucieszni. Natomiast Kris… jego jak zawsze nic nie obchodzi…
- Nie chce mi się już grać… - nieśmiało ponawia swoje marudzenie Lay. – Zróbmy coś innego…
- Może pójdźmy spać. – proponuję wykończony życiem Luhan opierając się o Sehuna.
- Już widzę jak wy śpicie… - mruczy pod nosem Chan.
- Może obejrzymy horror?  - poddaję pomysł, który zawsze ale to zawsze się sprawdza kiedy u kogoś nocuję.
- Ja nie. I Tao też, potem  nie będę pół nocy słuchał jego opowieści o tych jego duchach, które krążą po dormie. – ogłasza SuHo i nie zważając na protesty maknae wychodzi z nim z salonu.
Po naradzie decydujemy się na klasyk czyli „Krzyk”. Siadam na podłodze opierając się o nogi Krisa, który siedzi na kanapie. Na moje nieszczęście usiadłam sobie pomiędzy Chanyeolem i Baekhyunem, którym buzie prawie się nie zamykają. W końcu nie wytrzymuję i przekosie pomiędzy ścianę a oparcie kanapy, gdzie ich szepty mnie nie dosięgają. Z dala od denerwujących głosów po raz kolejny zagłębiam się w film. Zauważam, że Kris, siedzący niedaleko, już prawie śpi z przymkniętymi oczami i głową opartą o ramię Kyungsoo. 
Ja naprawę nie rozumiem jak horrory mogą nudzić. Co prawda nie boję się ich aż tak bardzo, ale na pewno oglądając je się nie nudzę.
Kiedy główny bohater filmu ma właśnie zginąć dzieje się coś co sprawia, ze nawet mnie przechodzą ciarki. Wyłączają prąd. Nie uśmiecha mi się chodzenie po obcym domu w ciemnościach.
- Idziemy spać, czy czekamy aż włącza prąd? – pyta wyrwany z drzemki lider.
- Chodźmy już śpiący jestem. – jęczy Xiumin.
- Racja jest już po północy, a my mamy jutro mnóstwo zajęć. – przyznaje rację Luhan świecąc telefonem po salonie.
- Okej w takim razie… Ami gdzie jesteś? – pyta Kris, jak gdyby dopiero teraz zorientował się, ze mnie nie ma. No tak przecież panują tu egipskie ciemności.
- Tutaj! – podnoszę rękę , wychylając się zza mebla.
- Chodź do pokoju, zaprowadzę cię. – wstaję i wyciąga rękę w moją stronę, bez wahania ja chwytam i podnoszę się z miejsca.
Kiedy idziemy schodami przypominam sobie o czymś co chciałam zrobić przez cały seans, ale brakowało mi odwagi.
- YiFan… musze iść do łazienki, zaprowadzisz mnie? – pytam z nadzieją w głosie uśmiechając się delikatnie, mimo, że i tak nie jest w stanie tego zobaczyć.
- Zaprowadzę cie. – jego głos… jest jakiś inny, bardziej pogodny, wręcz słyszę jak się uśmiecha.
- Dziękuję. – mój szept jest naprawdę nikły ale wyraźnie słyszalny w tej głuchej ciszy.
Nie długo po tym wychodzę z łazienki i widzę Krisa czekającego na mnie po drugiej stronie wąskiego korytarza, już w świetle żarówki z głową spuszczona w dół i nie za wesołą miną.
- Coś się stało?
- Nie nic… - oddycha jak gdyby właśnie skończył nad czymś rozmyślać.
- Jakby to jestem naprawdę dobrym słuchaczem.
Ten w odpowiedzi tylko łapie mnie za rękę  i prowadzi do pokoju na końcu korytarza. Tam nie zastajemy nikogo, a dwa łóżka są już pościelone i gotowe do spania. Od razu kładę się w jednym z nich (na którym zresztą leży moja torebka) i zagrzebuję po szyję.
- To moje łóżko. – tym razem nie tylko nie tylko słyszę ale też widzę jak się śmieje.
- O! To ja zejdę. – oznajmiam szybko i próbuję niezdarnie wyplatać się z  grubej kołdry.
- Nie, nie trzeba. Prześpię się na łóżku Tao. -  mówi i zdejmuję koszulkę, a potem kładzie się do łóżka, nawet nie przykrywając.
- T-thank you. – z tego wszystkiego zapominam nawet o koreańskim.
- Nie ma za co. – przykrywa się ale tylko do pasa i ciągle obrócony moją stronę stara się zasnąć. Przepraszam bardzo on myśli, ze ja tak usnę? Jestem dziewczyną…
Wypuszczam głośno powietrze co nie uchodzi jego uwadze. Uchyla lekko jedną powiekę i parzy na mnie wyczekująco.
- Nie zgasiłeś światła. – z opanowania emocji szóstka z plusem Ami, gratulacje.
- Uśniesz przy zgaszonym?
- Nie usnę  przy zaświeconym – obwieszczam a uwaga chłopaka przypomina mi o filmie. – Dzięki za przypomnienie, że się boję. – dodaję po chwili.
- Przepraszam już wyłączam.

 Zamykam oczy i staram się nie myśleć o tym, że bożyszcze tysiąca nastolatek leży niedaleko mnie. Już powoli usypiam kiedy czuję, że coś się do mnie przytula…

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~`

Możecie mnie za to zabić... praktycznie same dialogi, i do tego taka kreatywna fabuła ;_; Mam nadzieje, zę 11 będzie lepszy, a i 12 planuję napisać tak długi, że wam się odechce długich rozdziałów :D . Dziękuję za wszystkie komentarze :)

czwartek, 17 kwietnia 2014

Rozdział 9 "Zostań"

Powoli na drżących nogach wchodzę do kuchni i niemal od razu mówię EXO o zaistniałej sytuacji. Widzę przed oczami dwanaście różnych emocji, stanów, zachowań. Znam ich od jakiś dwóch miesięcy, ale… tak bardzo się z nimi zżyłam…
- Ami… - czuję jak Kai mnie przytula i serce wybucha mi kawałek po kawałku, jak gdyby ktoś podłożył w nim ładunki wybuchowe. Poczułam jak jedna z niechcianych łez sunie cichutko po moim zaczerwienionym policzku. 
- Przepraszam chciałabym móc pracować też tutaj, ale tak się nie da… zresztą tłumaczyłam wam to już. – głos łamie mi się niemiłosiernie co staram się zamaskować.
- Ale dlaczego masz uczyć mnie nie jego? – pyta z wyrzutem i smutkiem Tęczuś.
- Mam rodzinę w Pekinie, ale spokojnie w tym tygodniu masz zajęcia ze mną, a potem będziemy się jeszcze widywać. – uspokajam młodszego chłopaka ciągle trwając w uścisku
W końcu muszę się oderwać od ciepłych ramion chłopaka bo Kyungsoo ogłasza, że powinniśmy coś zjeść. Z chęcią się z nim zgadzamy. Ciągle nie mogę pogodzić się z tym, ze połowy tych ludzi nie będę już tak często widywać.
Siedząc przy stole staram się jak mogę skupić na pysznym jedzeniu, które chłopcy przygotowali. Nie wiem dlaczego ale mam wrażenie, że Tao jest jakiś nadzwyczaj szczęśliwy jak na takie okoliczności. Może tylko mi się wydaje… Sama nie wiem, zawsze miałam problem z odczytywaniem zamysłów innych ludzi. W sumie mam problem z odgadnięciem co sama czuję, a to już nie jest normalne. Kiedy tylko mi na czymś zależy oszukam sama siebie wymyślając tysiące argumentów na „tak”. Ale jest czegoś sie boję zrobię zupełnie na odwrót, tylko po to aby przekonać sama siebie, że to bez  sensu.
Po skończonym dniu głównym D.O i Kai idą po deser, a w jadalni zapada nieprzyjemna cisza.
Dałabym wszystko, aby móc rozpłynąć się w powietrzu.
- Przepraszam. – udaje mi się w końcu wykrztusić.
- Nie masz za co! – mówi szybko Xiumin. – Przecież to nie twoja wina, zresztą to nie mogło się udać Korea jest zbyt daleko… - nie jest dane mu dokończyć, gdyż brutalnie przerywa mu Sehun.
- Sugerujesz coś?
- Wiesz dobrze, że nie o to mu chodziło! Bilety lotnicze są drogie, nawet z obniżkami, więc SM nie może sobie na to pozwolić. – wyjaśnia spokojnie Suho.
- Gdzie ten deser? – wtrąca się nagle zainteresowany jedzeniem Chanyeol, a w jego oczach widzę niebezpieczne iskierki.
- No właśnie… też chętnie zjadłabym coś słodkiego. – próbuje zmienić temat i na nieszczęście mi się to nie udaje.
- Amanda… - zaczyna Xiumin, ale tym razem to ja mu przerywam.
- Yuta, mówcie Yuta błagam…
- W takim razie Yuta, może zostaniesz dziś u nas na noc?! – jest wyraźnie zadowolony ze swojego pomysłu.
- Eee… - jąkam się ale nie dane jest mi dokończyć.
- Tak! Zostań za niedługo już nie będziemy się aż tak często widywać, korzystajmy póki możemy. – popiera kolegę Sehun.
- To chyba nie jest dobry pomysł. – informuję smutnym głosem.
- Co? Dlaczego? Chyba, ze nie chcesz zostać. – mówią i pytają naraz.
- Byłoby mi miło, ale manager nie będzie miał nic przeciwko? – pytam szczerze bojąc się ponurego człowieka, który chyba nigdy normalnie ze mną nie rozmawiał. W sumie wujek  też taki jest w kontaktach z innymi.
- Coś ty! On cie lubi, zresztą nas jest więcej, możemy go zabić i zakopać w ogródku. – śmiało deklaruje Baekhyun wiedząc, ze tego typu żarty mnie nie przestraszą.
- Nie mam ubrań…
- Poradzimy sobie, niczym się nie przejmuj. – uśmiecha się miło Tao, co dodaje mi otuchy, wiec po chwili się zgadam.
Kończymy kolację i chłopcy postawiają, że będę spać, w którymś z ich pokoi. Wybrali więc po jednym przedstawicielu każdego z pomieszczeń i uznali, że rozwiążą to po męsku… grając w Papier, Kamień, Nożyce. Jak dzieci….
Wygrał Tao, który skakał po pokoju jak małe dziecko, które w nagrodę za posłuszność dostało lizaka.
- Przyniosę ci coś do spania. – mówi obojętnie Kris, jego głos w jakiś dziwny sposób mnie uspokaja.
Już po chwili stoję w łazience z wyciągniętą i bardzo za dużą koszulką z napisem „Kris” w rękach. Do tego dostałam jakieś dresy, które muszę mocno związać na biodrach, aby nie spadły. Z rezygnacją spoglądam w lustro, Jak z kiepskich filmów dla nastolatków. Wyglądałabym zapewne uroczo gdyby nie moja naturalna umiejętność, która nazywam „ Nie będę słodka nawet jeśli wytarzam się w  czekoladzie”. Krótka nazwa prawda?
- W końcu wychodzę z łazienki i czuje się nieswojo widząc ich w wszystkich w „piżamach”, składających się jedynie z szortów i koszulek.
- O jesteś nareszcie. – zaczyna Chen nie odrywając wzroku od ekranu. – Już się baliśmy, że cie kosmici porwali czy coś.
- Śmieszne. – stwierdzam bez zainteresowania zaczepką chłopaka. – Która godzina?
- Po 20:00 więc jeszcze nie tak późno. – informuje Kanadyjczyk spoglądając na zegarek. – Usiądź. – wskazuje na miejsce obok siebie na dużej kanapie.
- Ten film jest nudny, zróbmy coś innego. – zaczyna marudzić Lay.
- Jesteś taki mądry to wymyśl coś lepszego. – odgryza się SuHo, który wpadł na pomysł sensu.
- Zagrajmy w butelkę. – śmieje się Chanyeol, a ja w duchu błagam żeby to naprawdę był żart.
- Świetny pomysł. – wołają wszyscy chórkiem.
Ja przerażona? Wcale. Nie mam nic do ukrycia. No może oprócz tego, że śnicie mi się po nocach. No to po mnie. Jeszcze jak zapytają czy któryś z nich mi się podoba… no niby nikt, ale stres jest. W każdym razie, grunt to dyplomacja.
Zamyślona nie zauważam nawet, ze Tao zdążył już przynieść butelkę, i połowa zespołu siedzi po turecku na dywanie.
- Usiądźmy w kole, żeby nie było nieporozumień. – zarządza tym swoim niezainteresowanym głosem Kris.
Bez słowa ześlizguję się z kanapy i usadzam pomiędzy Luhanem i Sehunem. Kiedy wszyscy są już gotowi zaczynamy zabawę. Pierwszy kręci oczywiście Chen, czyli mogę się spodziewać tak krępującego pytania, że nawet jeśli nie będzie skierowane do mnie zrobię się cała czerwona. Butelka kręci się i kręci bez końca, Az w końcu wypada na Kai’a. Uf…
- Em… Oglądałeś kiedykolwiek filmy dla dorosłych? – pyta jakby chodziło o to jakie bułki wybrać na śniadanie.  
- Nie! – zaprzecza szybko.
- W tej grze chodzi o mówienie prawdy… - śmieje się pod nosem D.O.
Zaraz czy ja widziałam jak Kris posyła złe spojrzenie w stronę Chena a ten zawstydzony pochyla głowę?
- Teraz ty. – oznajmia podekscytowany Baekhyun wskazując na Jongina.
Ten nieco drżącą ręką wprawia naczynie w ruch. Tu chyba naprawdę zachodzą jakieś załamania czasowe bo to niemal niemożliwe aby ona kręciła się tak długo. W końcu zatrzymuje się na Tao… Teraz może być naprawdę ciekawie..
- No więc… - zaczyna.
- Czekaj musze iść o łazienki! – krzyczy nagle Tao i wybiega z pomieszczenia.

Po salonie od razu rozlega się pomruk niezadowolenia.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~`

Przepraszam, za tą jakość iż a to ze tak długo musieliście czekać, ale przygotowania do świąt całkowicie mnie pochłonęły... tyle do sprzątania. Mam nadzieję, że nie jest aż tak źle. 
WESOŁYCH ŚWIĄT! 

ASK.