wtorek, 30 grudnia 2014

Rozdział 19 "Zbyt bardzo"

Jak tu wygodnie… Obudziłam się już pół godziny temu, ale tak fajnie mi się tu leży. Nie spałam pół nocy… nie mogłam spać. Ciekawi mnie co u Tao, Sehuna i całej reszty. A teraz nie mogę nawet się spokojnie wylegiwać, bo YiFan „chce mi coś pokazać”.
                Podnoszę się z ociąganiem i niechętnie wychodzę spod bielutkiej pościeli. Niby taki idealny poranek, elegancki hotel, a ja wolałabym chyba być teraz w ciasnym łóżku w pokoiku przerobionym ze składzika, który nawet nie miał okien. Tak… to za czym najbardziej będę teraz tęsknić to zdecydowanie rodzina. W tym schowku było mimo wszystko bardzo  fajnie. Ciocia zadbała o to, aby ciekawie go urządzić. No i był to mój pierwszy własny kąt…
- Gotowa? – słyszę, że ktoś otwiera drzwi i wchodzi do środka. Po chwili widzę przede mną wyraźnie niewyspanego WuFana.
- Jak ty się tu dostałeś? – staram się nie krzyczeć, bo ludzie zapewne jeszcze śpią.
- Mówiłem, że mam znajomości w tym hotelu. A teraz idź się ubierać, bo na dziesiątą muszę być na miejscu. – deklaruje. Nie za bardzo wiem, co ma na myśli, ale nie protestuję więcej.
                Staram się nie myśleć o tym, że jestem tylko w piżamie, są teraz ważniejsze sprawy niż to. Zabieram jeansy oraz luźną flanelową koszulę i wychodzę do łazienki. To wszystko wygląda tak kolorowo i pięknie, ale wiem, że jeśli choć na chwilę przypomni mi ktoś, że nie jestem na wakacjach, będę płakać. Muszę zapomnieć. To okropne z mojej strony, ale nie chce ich pamiętać. Chcę żyć. Chcę być samolubna i myśleć tylko o sobie, ale ja tak nie potrafię…
- YiFan! – krzyczę, kiedy kończę myć zęby.
- Tak?!
- Powiedz mi dokąd idziemy!
- Na plan filmowy. – oznajmia jak gdyby nigdy nic.
                Zawsze marzył o karierze filmowej. Pamiętam nawet jak jakieś dwa – trzy miesiące temu SM odrzuciło propozycje reżysera i nie wyraziło zgody na jego występ. Teraz będzie mógł się w końcu rozwijać i nikt mu już w tym nie przeszkodzi, nikt. W końcu gotowa opuszczam pomieszczenie.
- Jestem gotowa. – oznajmiam i staram się ignorować łzy, które napływają mi do oczu przez moje przemyślenia.
- Amanda, co się dzieje? – czy on czyta mi w myślach?
- Nie, oczywiście, że nie. Chodźmy! – proszę, daj się przekonać…
- Przecież widzę. Mów co się dzieję? – czuję, że on nie znosi sprzeciwu…
- Luhan… i Tao, mają niedługo pierwsze zdjęcia do tych nowych filmów…  miałam się dziś z nimi spotkać… pogratulować im. – pękłam. Nie potrafię tak dłużej.
                Płacz roznosi się echem po pokoju. Klękam na ciemnym dywanie. Dopiero co pełna energii zamierzałam cieszyć się pobytem tutaj. Zamierzałam choć na chwilę zapomnieć o tym, ze komuś życie wywróciło się do góry nogami przeze mnie i Fana… Chyba zbyt bardzo się do nich przywiązałam… zbyt bardzo ich kocham… Czuję się taka bezradna, kiedy tak klęczę, jakby cały świat miał nade mną kontrolę. Jakbym była tylko pionkiem w grze. Simem na ekranie.
- Będzie dobrze, ej… obiecuję. – nie przytula mnie, nawet nie podchodzi bliżej, ale sama jego obecność jest uspokajająca.
- WuFan? – pytam nie będąc pewna czy to dobry pomysł.
- Tak?
- Będziesz przy mnie? – spoglądam na niego i po chwili robię się cała czerwona, ta sytuacja była tak mało naturalna. Trochę jak z anime.
- Oczywiście, że tak. W końcu to moja wina.

~~~~~~*~~~~~~

                Właśnie obserwuję to, jak dobrym aktorem jest WuFan. Naprawdę świetnie mu idzie, a to dopiero początkowa faza nagrywania. On naprawdę ma do tego talent.
- Na dziś koniec! – rozlega się komunikat z głośników.
                Co prawda trochę mi się tu nudzi, ale ciszę się, że w ogóle o mnie pomyślał. Martwię się trochę o jego zdrowie, nie jest najlepiej. Dziś wieczorem znów ma jechać do kliniki na jakieś badania.
- Już jestem. – widzę jak chłopak przysiada się do mnie z lekkim uśmiechem na ustach. – Jak ci się podobała moja gra?
- Byłeś prawie tak dobry jak ja – odpowiadam, odwzajemniając uśmiech. – O której jedziesz do lekarza?
- Około piątej, a co?
- Idziemy teraz na takie ogromne hamburgery… i sałatkę dla ciebie! – może i zachowuje się dziecinnie, ale dieta chłopaków w Korei też mi się udzieliła podczas wspólnych obiadów.
- No dobrze… ale bierzemy na wynos i przejdziemy się po Pradze, dobrze? – pyta próbując znaleźć kompromis  pomiędzy jedzeniem i zwiedzaniem.
- Zwiedzanie i jedzenie jednocześnie? Jestem zdecydowanie na tak!
                Od razu udajemy się w poszukiwanie jakiegoś dobrego Fast Fooda. Chłopak próbuje zaciągnąć mnie do Macdonalda, ale kategorycznie odmawiam twierdząc, że do Maca może iść też w Chinach i gdziekolwiek na świecie.  W końcu znajdujemy przydrożną budkę z pysznym jedzeniem typowym dla Czech. Tak jak się wcześniej umawialiśmy, zabieramy swoja kanapkę i sałatkę i idziemy na miasto.
                Nigdy nie przypuszczałam, że Praga może być tak piękna. Tyle budynków, starych brukowanych ulic, kamienic sprzed stu, a może nawet więcej lat. Co prawda na historii słyszałam, jak to Czechy poddały się podczas wojny, ale myślałam że mimo to wojna jakoś oddziałała na ich kraj. Nie mogę napatrzeć się na to wszystko… jest tyle piękna, że nie wiadomo gdzie oczy podziać.
- Podoba ci się? – pyta piosenkarz, odgryzając kawałek sałaty.
- Jest cudownie! Dziękuję. – niemal krzyczę z podekscytowania, ciągle rozglądając się dookoła. – Anglia to nic w porównaniu do tego. I pomyśleć, że zawsze uważałam ten rejon europy za okropny.
                 Do hotelu wracamy dopiero późnym wieczorem, po wizycie WuFana. Może nie jesteśmy w świetnych humorach ale czuję się lepiej niż dziś rano. Kiedy chodziliśmy po mieście, zainteresowała mnie jedna rzecz. Telefon Fana. Nie wydaje mi się żeby zmieniał numer, bo mogę normalnie się do niego dodzwonić. A skoro ma ten sam numer, to czy kontaktował się z nimi?
                Poszedł już do swojego pokoju, więc nie będę już go niepokoić, ale muszę go jutro o to zapytać. Całkiem możliwe, ze rozmawiał z Tao. Martwię się o niego chyba najbardziej… jest taki wrażliwy…
                 Godzina 20:21, przecież nie pójdę spać o tej porze. Z drugiej strony, co mogę robić sama w hotelowym pokoju? Zaraz, zaraz już wiem! Przecież zabrałam swojego laptopa z mojego mieszkania…
                 Zabieram się za wypakowanie połowy rzeczy z mojej walizki. Upycham je gdzieś w szafie, a z dna wyciągam urządzenie. Podłączam od razu baterię, zdając sobie sprawę z kiepskiej kondycji baterii. Kiedy wszystko jest już podłączone i gotowe, loguję się na poszczególne strony i sprawdzam powiadomienia. Widzę mnóstwo nieodebranych wiadomości, ale nawet w nie klikam wiedząc, że byłoby to zbyt trudne. Jednego nie przemyślałam. Jestem dostępna. Nie jestem w stanie nawet wyłączyć strony, słyszę dźwięk przychodzącej wiadomości. Nie patrz tam. Nie patrz. Błagam się w myślach, ale to na nic.  

Tao
„Przeczytałem twój list, rozumiem cię. Tęsknie, ale nie mam
ci tego za złe. Sehun wytłumaczył mi, co tobą kierowało.
Co prawda się do tego nie przyznajesz, ale od dawna to podejrzewałem.
Życzę wam jak najlepiej. Kris mi wytłumaczył.
Nie musisz odpisywać. Pamiętam. Tao.

Szybko wyłączam laptopa i gaszę światło. Przebrałam się wcześniej w piżamę, więc teraz tylko zakopuję się w pościeli. Dreszcze przechodzą całe moje ciało. Skutecznie jednak tamuję łzy, zaciskając powieki najmocniej jak tylko potrafię. Chcę usnąć. Bardzo chcę usnąć. Zapomnieć. Choć przez chwilę mieć czysty umysł. Móc być spokojna. Nie wiem czy się cieszę, że Tao mnie rozumie. Niby to dobrze, ale z drugiej strony coraz bardziej odczuwam, jaki on był dla mnie ważny. Takich przyjaciół nie znajduje się codziennie.

~~~~*~~~~~

                Co?
                Siedzę na jednej z ławek koło SM, obok widzę tego chłopaka w masce karnawałowej, co w ostatnim śnie, który zapamiętałam. Kręci mi się w głowie. Dookoła słyszę śmiech i płacz na raz. Nie wiem, czy to możliwe, ale mój mózg boli.
- Co się dzieje?! – krzyczę, a mój głos brzmi jakby wydobył się z pod wody. – Co?!
                 Z wysiłkiem znów otwieram oczy i widzę kilku – kilkunastu chłopaków, którzy zmierzają ku mnie. Im są bliżej, tym mój mózg jest spokojniejszy, ale też równocześnie bardziej się niepokoję. Nie potrafię tego opisać. Mimo to nie chce uciekać. W jednej chwili mocno zaciskam palce na ramieniu tajemniczego chłopaka. Kiedy ze strachem na niego spoglądam, już nie ma maski.

                Z krzykiem podnoszę się z łóżka, cała zalana potem. 

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~`

Miało być po nowym roku, ale jest teraz bo baaardzo was kocham! Mam nadzieję, że dobrze spędziliście święta. Chciałam też przytomnieć, ze pisanie ostatnich rozdziałów nie szło mi najlepiej, i chciałabym prosić o wyrozumiałość. 
Szczęśliwego Nowego Roku!!! ♥
(rozdziały będą pojawiać się szybko jeśli będziecie dużo komentować :*)