Po kolejnym filmiku z Seri TaoHun, Tao w końcu nie
wytrzymał (wcale mu się zresztą nie dziwię).
- Jezu wyłącz to! Gdyby Luhan
zobaczył te wszystkie momenty razem, chybaby mnie zabił! – krzyczał w
niebogłosy wymachując rękami. – Już przy jednej takiej scenie wygląda jakby
chciał mi oczy wydrapać.
- Spokojnie, spokojnie… -
staram się mówić wyraźnie, ale uniemożliwia mi to jednak mój własny śmiech.
- Dla ciebie to nic, a ja mogę
stracić życie, przez tego niewyżytego maknae.
Już mam mu tłumaczyć, ze
przesadza, jednak nagle słyszę hałas dobiegający z góry. Na szczęście w porę
przypominam sobie o obecności YiFana na górze. Chwilę potem wspomniany
wcześniej zjawia się w kuchni, jakby zaspany i nie do życia.
- Tao musimy już iść, zaraz
się spóźnimy. – wypowiada te słowa tak chicho i delikatnie, że zastanawiam się
czy to ta sama osoba, którą od pół roku poznaje.
- WuYiFan? – specjalnie użyłam
jego pełnego imienia. – Wszystko w porządku? Nie wyglądasz najlepiej… - te
słowa praktycznie bez mojej wiedzy wydostają się ze mnie.
- Co?! – wygląda na
zdziwionego, albo wręcz przestraszonego moimi słowami. – Wszystko w pożarku nie
musisz się martwić. – wygląda prawie tak jakby recytował wierszyk na jednej ze
szkolnych akademii, tylko ubrany jest w dresy i luźną koszulkę, co mi
specjalnie nie przeszkadza.
- się, Jeśli chcesz żeby
ludzie ci wierzyli musisz się bardziej postarać. – mruczę pod nosem.
- Ale ja nie chce żeby mi
wierzyli. – odpowiada w ten sam sposób.
Chwila ciszy potem szybkie pożegnanie, bo przecież
zaraz się spóźnią. Tuż przed wyjściem ściskam jeszcze tylko każdego z nich i
wychodzą.
Czyżby YiFan był chory? Ostatnio tak dziwnie się
zachowuje i niemalże w każdej wolnej chwili zasypia, no dobra to zasypianie
zawsze miało miejsce. Coś się jednak zmieniło… Jeszcze nie wiem co, ale to
kwestia czasu zanim wszyscy to zauważą. Człowiek, bowiem myśli, że wszystko
dobrze się układa, nie zdając sobie sprawy z tego, ze zaraz coś runie. Zniszczy
ludzi dookoła, nawet tych najsilniejszych.
Zmęczona opadam na kanapę w salonie i zwijam się w
kłębek, naprawdę bardzo boję się przyszłości. Boję się, że kogoś stracę, albo,
ze będę musiała pomiędzy kimś wybierać. Życie już mnie na to przygotowało. Tyle
razy wszystko mi odbierało…
Jest już późno a dzisiejszy dzień był pełen różnych
niekoniecznie miłych emocji. Usypiam powoli myśląc przed snem o tym, co będzie
kiedyś. Kiedy w końcu morfeusz porywa mnie w swe objęcia, nie śni mi się to, co
tak dobrze już znam.
Jestem w
jakiejś nieprzyjemnej białej Sali, ktoś, jakiś chłopak leży na gołym, metalowym
stole centralnie przede mną, przykryty jest jakimś białym prześcieradłem..
Twarz ma zasłoniętą maską karnawałową, która zupełnie nie pasuje do całej
reszty. Jakaś nieznana mi siła popycha mnie, aby ją zdjąć. Wyciągam, więc ręce
w stronę tajemniczego osobnika, drżąc cała chwytam z maskę i nagle się budzę
cała zalana potem, słysząc czyjś krzyk.
Jestem już w
salonie, tylko, kto tak strasznie krzyczał? Coś się komuś stało? Kilka minut
zajmuje mi zrozumienie, że właścicielem tego głosu byłam ja.
- Co to było? – pytam sama
siebie.
Z rezygnacją i przekonaniem, ze już nie zasnę
sprawdzam godzinę, trzecia nad ranem… nie tak źle. Już całkowicie rozbudzona, z
bolącym kręgosłupem wlokę się do własnej sypialni. Mogę przygotować coś na
angielski skoro i tak nie śpię, jednak nagle ogrania mnie znużenie. Łóżko nie
jest pościelone, więc po prostu rzucam się na nie i przykrywam kołdrą, wtem do
moich nozdrzy dostaje się przyjemny zapach, zapach męskich perfum.
Już p chwili morfeusz po raz drugi porywa mnie w
swoje objęcia. Nie śni mi się, żaden koszmar, czuję się wręcz… błogo? Przytulam
mocno kołdrę, którą jestem przykryta i odpływam już na dobre.
~~******~~
Budzik. Dlaczego tak
nagle ten dźwięk mnie nie denerwuje? Przeciągam się po całym łóżku i niechcący
plącze się w śnieżno białej pościeli z jasnoniebieskimi wstawkami. Leżę tak
przez chwilę i nagle czuję jak coś ociera się o moją łydkę. Jak porażona prądem
wyskakuje z łóżka, co (przez zaplątanie w materiale) skutkuje bolesnym
upadkiem. Zdenerwowana patrzę na łóżko i widzę, Neko, wesoło machająca ogonem.
- Czemu mi to robisz? – Pytam
cicho podnosząc się z ziemi.
Od razu nie patrząc nawet na zegarek, zabieram
pierwsze lepsze jeansy i luźny sweter. Jest chłodny i deszczowy dzień, a
wczoraj było jeszcze tak gorąco. Szybko wykonuję poranną toaletę przebieram się
z piżamy oraz robię delikatny makijaż. Włosy ze względu na ich długość układam
tylko za pomocą grzebienia. Gotowa wychodzę z łazienki i od razu kieruję się do
kuchni, tam zastaję czekającą przy lodówce kotkę.
- Jesteś bardzo rozpieszczona
Neko. – uśmiecham się wyciągając z lodówki mleko bananowe. – Jeśli będziesz
piła tylko to, umrzesz na cukrzyce.
Jej mina wygląda jakby mówiła do mnie: „Jesteś bardzo
delikatna Yuta.” Gdyby smakowało jej coś prócz tego mleka nie trułabym jej
cukrem. Stawiam spodek tam gdzie ma swoje miejsce, czyli w kacie obok lodówki.
Mogę już wychodzić zarzucam na siebie wiatrówkę zabieram torebkę i wychodzę.
Pogoda nie jest ładna i lekko boli mnie głowa, ale i tak decyduje się na
spacer.
~~******~~
- Amanda! Amanda! – Widzę jak
ktoś macha mi ręką przed twarzą. Tao. – Wszystko w porządku Amanda?
- Ile razy jeszcze powiesz to
imię? – Syczę przez zęby. Naprawdę go nie lubię.
- Tyle ile będę musiał. Już ci
przeszło?
- Co? O czym ty mówisz? I co
ja tu robię przecież… - dopiero teraz zdaję sobie sprawę z tego, że leże na
kanapie w hallu, budynku SM.
- Oj Ami… naprawdę nie
pamiętasz? Zemdlałaś na chodniku, dobrze, że sekretarka cię zauważyła. – słyszę
ty razem z ust WuFana, który podsuwa mi jakiś parujący kubek. – Masz. To gorąca
czekolada, powinna pomóc.
Na usta ciśnie mi się, ze nie zaatakowali mnie
dementorzy tylko zemdlałam, ale powstrzymałam się ze względu na ich życzliwość.
Łykam powoli gorący napój i dokładnie czuję jak rozlewa się po moim organizmie.
- Dziękuję. Czuję się już
dobrze. – tym razem mój głos nie brzmi tak jakbym, chciała ich zaraz powiesić.
– Jest późno?
- Nie jest dopiero ósma masz
jeszcze pół godziny. – oświadcza poważnie SuHo. Kto tu jeszcze przyjedzie? – My
musimy iść na trening, trzymaj się.
Odchodzi. Jak to zemdlałam? Mam nadzieję, że nie
przed samym budynkiem, bo tam zawsze jest dużo ludzi. Niby zemdleć to ludzka
rzecz, ale wolałabym nie być czymś, o czym się rozmawia.
Chwytając się za głowę powoli wstaję z kanapy. Lekko chwiejnym krokiem udaję się do damskiej
toalety napotykając dziwne spojrzenia ludzi. To, że idę trochę niestabilnie nie
oznacza, ze coś piłam. Stoję przed lustrem i płucze twarz lodowata wodą, która
od razu przywraca mnie do świata żywych. Bo prawda jest taka, że brakuje mi już
tylko tego, żeby usnąć na lekcji. Wychodzę z pomieszczenia i już prawie
całkowicie rozbudzona udaję się do małej salki konferencyjnej, w której za
kilkadziesiąt minut mam odbyć swój debiut w roli nauczycielki. Niestety
zaczynam się coraz bardziej denerwować.
Kiedy jestem już na miejscu rozkładam przygotowane
wcześniej materiały i zabieram się do jakiś przygotowań tak wiem to trochę
późno, ale ja nie radzę sobie z wypełnianiem obowiązków na czas. Mam już
wszystko gotowe kiedy w Sali rozlegają się głosy.
- Yuta?! – słyszę głos
zdziwionego Xiumina, no tak z tego wszystkiego zapomniałam im powiedzieć,
kurcze…
- Nie. Jestem jej siostrą
bliźniaczką. – naprawdę lubię to robić ludziom.
- Wow! Amanda ma siostrę
bliźniaczkę i nic nam nie powiedziała?! –głośno ekscytuje się Tao.
- Serio mówisz? Serio?! – pyta
zrezygnowany Kris, tłumacząc sytuacje pandzie.
Wydaję mi się, że praca z nimi będzie o wiele
trudniejsza niż z nieznanymi mi ludźmi.
Czy mogę się jeszcze wypisać?!
Proszę!
~~******~~
- O dziwo jakoś dotrwaliśmy do końca, więc na jutro macie
przygotować pierwsze 15 zdań, podobne będą też jutro. – kończę. Oddycham z ulgą
na myśl o tym jako mogłaby wyglądać ta lekcja gdyby zamiast EXO w ławkach
siedzieli moi koledzy z gimnazjum.
- Yuta. Mam pytanie. – niewiadomo skąd pojawia się obok
mnie YiFan.
- O co chodzi? – mówię pozbywając się tego
nauczycielskiego tonu.
- Masz dzisiaj czas tak około dwudziestej drugiej ? –
zadaje to pytanie tak jakby wcale nie pytał o to czy spotkam się z nim w nocy. –
Przepraszam, za późną porę, ale nie bardzo mam czas.
- Tak wiem… - przyznaje – Pewnie, że mam czas, ale czy
coś się stało? – wiedziałam, tylko dlaczego tak wcześnie, coś się będzie
musiało zepsuć.
- Po prostu chce z tobą porozmawiać, nie denerwuj się. –
kiedy kończy to mówić przytula mnie i wychodzi.
Czy
on mnie właśnie przytulił?
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~`
Na dole macie wszystko napisane przepraszam za tak długą przerwę ♥