Chyba
zwariowałam, przysięgam. Siedzę właśnie w pokoju Tao i Krisa i mam zamiar
porozmawiać w końcu z tym pierwszym. TYLKO CO JA MAM MU POWIEDZIEĆ?
- No więc? O czym chciałaś ze mną rozmawiać Yuta?- pyta
wyraźnie zaniepokojony.
- Eh… Nie mam pojęcia co powiedzieć. – zaczynam – Chodzi
o to, że… Pamiętasz,kiedy nad jeziorem mówiłam ci, że nie szukam chłopaka?
- No tak, pamiętam, ale o co dokładnie chodzi?
- Bo ja… ja nie chcę żebyś robił sobie zbędne nadzieje,
boję się, że cie zranię. – wypluwam słowo po słowie tak szybko, że nie jestem
pewna czy chłopak zrozumiał.
- Ami, nie musisz
się o mnie martwić. Nawet gdybym się w tobie zakochał, to szanuje twoją
decyzję. Nie martw się już o mnie, dobrze?
- Dobrze, przepraszam. – przytulam go mocno chcąc ukryć
się niczym mała dziewczynka w jego szerokich, silnych ramionach.
- Musze już iść –przemawiam w końcu – Obiecałam szefowi,
ze przyjdę dziś porozmawiać.
- Powodzenia, cześć.
Wychodzę
z pomieszczenia czując jak ogromny głaz opuszcza mój organizm i pozwala normalnie
oddychać. Choć normalnie to pojęcie względne zwarzywszy na to, ze zaraz mam
rozmowę z CEO agencji. Wiem, że nie
jestem tu już potrzebna. Luhan może już sam ćwiczyć, nie ma więc potrzeby aby
opłacać nauczyciela. Pytanie tylko co ja teraz zrobię… Nie będę mieć pracy,
pieniędzy, a kontakt z chłopakami zostanie ograniczony do minimum. Przyznaję
się. Strach rozsadza mi żołądek, który boli od nadmiaru stresu.
Po
piętnastu minutach marszu docieram do dobrze poznanego już budynku. Pcham
drzwi, a one lekko poddają się mojej ręce. Trzęsę się też nieco, bo wiem, że
mogę się spodziewać najgorszego.
Szybko
pokonuje drzwi, korytarze, schody. Chcę mieć to za sobą możliwe jak
najszybciej. Pytam sekretarki czy szef jest teraz w biurze, okazuje się, że już
na mnie czeka. To dobrze.Pójdzie szybciej niż gdybym miała teraz czekać, aż
skończy bardzo „ważne” spotkanie. Pukam do ciężkich drewnianych drzwi, które
zupełnie nie pasują do wystroju, zapewne po raz ostatni.
- Proszę. – głos mrożący krew w żyłach dobiega do mnie ze
środka.
Wchodzę do wielkiego i przepełnionego przepychem biura, prawie
dusząc się od zapachu wody kolońskiej, papierosów i starości.
- Dzień Dobry. Prosił mnie pan o spotkanie. – oznajmiam
poważnie. Ten człowiek może i udaje milutkiego i dobrodusznego, ale nie wydaje
mi się aby to było jego prawdziwe oblicze.
- Posłuchaj Amando. Świetnie spisywałaś się na swoim
stanowisku, jednak teraz nie potrzebujemy dodatkowego nauczyciela gry. Luhan
poznał podstawy i teraz sam będzie sobie radził. Sehun podobnie. Kage jak na
razie się z nami pożegnała, jednak pomyślałem, że… Niedawno odszedł ode mnie
jeden z pracowników, który uczył angielskiego nie tylko EXO, ale też innych
zespołów. Nie był to oczywiście sam język, ale tez poprawna wymowa i akcent.
Myślę więc, że mogłabyś przejąć po nim obowiązki – oświadcza tak pewnie, że mam
wrażenie, iż on już podjął decyzję i nie znosi sprzeciwu.
- Czy na pewno to jest posada dla mnie? – pytam pierwszy
raz przy nim tak nieśmiało.
- Masz bardzo dobą znajomość koreańskiego, chińskiego,
francuskiego, angielskiego i włoskiego nazwałabym cię wręcz poliglotką.
Zaczynasz od jutra. – po raz kolejny czuję, że nie powinnam się sprzeciwiać
jego słowom.
-Tak jest. – prawie salutuje i wychodzę.
Cieszyć
się czy smucić? Jeszcze przynajmniej rok ( bo na tyle mam podpisać umowę) w tym
piekle, bo nie wiem czy zdołam to wytrzymać, jednak chyba jestem w stanie
poświęcić się dla dobra ogółu. Jakby nie było czuję się tu jedyną osobą
wrażliwą na ludzkie zmęczenie.
Wychodzi na to, że dziś jeden z tych dni,
których nie lubię nawet bardziej niż zmęczenia, mianowicie: DZIEŃ WOLNY. Jedyne
osoby jakie tutaj poznałam albo harują od rana do nocy, ale są super gwiazdami
i nie mogą niegdzie ze mną wyjść.
Podchodzę
więc tylko jeszcze do recepcji pożegnać się ze znajomą sekretarką i zapisuję
się w papierach. Następnie wychodzę z budynku i łapię taksówkę, co prawda jest
ładna pogoda, lecz tak gorąca, że nie dam rady przejść aż tyle. Już po chwili
pakuję się do samochodu. W pojeździe jest jeszcze gorzej niż na zewnątrz, ale i
tak lepsze to niż smażenie się idąc po chodniku. W końcu po kilku minutach męki
podjeżdżamy pod budynek. Wychodzę z auta, płace kierowcy i udaję się do środka,
gdzie jest tylko troszkę chłodniej. Winda jak zwykle jest zepsuta więc muszę
wspinać się na piąte piętro schodami. Wszystko dobrze, robiłam to już wiele
razy, ale nie w 30o C. Zaraz się ugotuję, przysięgam.
Stojąc
przed drzwiami do mieszkania, przypominam sobie ten cudowny, wczorajszy dzień.
Przekręcam klucz w zamku i uchylam drzwi z lekkim skrzypieniem. Kiedy znajduję
się już w środku, a drzwi są już dawno zamknięte, czuję, że coś łasi mi się do
nóg.
- Neko! Zupełnie o tobie zapomniałam kotku! – szczebioczę
prawie jak do dziecka na widok czterokolorowego kotka. – pewnie jesteś głodna
co?
Zabieram
moją niunię na ręce i zanoszę do kuchni, delikatnie stawiając na czarno-białych
płytkach. Następnie otwieram lodówkę i wyciągam z niej jedyne mleko jakie
posiadam- o smaku bananowym. Mam nadzieje, że jej posmakuje.
- Lubisz mleko bananowe koteczku? – pytam podając jej
wcześniej wspomniany płyn na spodeczku.
Zasiadam
za wysokim blatem włączając laptopa i sprawdzając moje konta na portalach
społecznościowych. Jak niemal zawsze nie dzieje się tam nic ciekawego. Odpisuję
tylko kilku znajomym z Anglii i mogę wyłączyć sprzęt.
- Idziemy pooglądać telewizor? – pytam jakby Neko mogła
mi odpowiedzieć.
Leżąc
już na kanapie z Neko łaszącą się do mojego brzucha, oglądam jakiś program
plotkarski o gwiazdach. Nie wiem do końca dlaczego, ale zawsze lubiłam tego
typu programy i show. Co prawda denerwuje mnie to, że ciągle na temat ludzi
znanych wymyśla się plotki wyssane z palca, ale cóż…
Już zaczynam się wkręcać w jedną z „dramatycznych
historii”, kiedy rozlega się dzwonek do drzwi. Prawie podskakuje na łóżku z
zaskoczenia.
- Neko, zapraszałaś kogoś? – szepczę do kotka zdejmując
go sobie z brzucha i udając się do drzwi.
Nie
spiesząc się, podchodzę do wizjera i spoglądam na korytarz. A oni co znowu?
Szybko przekręcam wszystkie zamki i otwieram drzwi, które tak na magnesie musze
naoliwić, bo strasznie skrzypią.
- Cześć Ami! – witają się wchodząc do przedpokoju i nawet
nie czekając na zaproszenie.
- Cześć Tao, cześć Kris! – radość w moim głosie jest tak
stłumiona zaskoczeniem, ze brzmię co najmniej dziwnie. – Co wy tu robicie?
- Mamy chwilę wolnego i postanowiliśmy cie odwiedzić. –
ćwierka radośnie maknae, prawie podskakując.
-Idę się przepasać. – oznajmia Kris, kierując się w
stronę mojej sypialni.
- C-co? – jęczę jak skazana.
- Neko! Ale ty jesteś kochana. – krzyczy wesoło czarnowłosy,
jednak kotka tylko odwraca się do niego tyłem i idzie do kuchni. – Powinnaś jej
wyjaśnić, że nie dostanie jedzenia za każdym razem, kiedy uda się do kuchni.
- Ona to wiem, dba o linię. – śmieję się cicho. – Tak
włsciwie co się dziej z YiFanem?
- Wybacz mu, to bardzo męczący czas, a on jest na dodatek
liderem.
- Rozumiem. Chcesz coś pić? – pytam stawiając czajnik na
jednym z palników.
- Nie dzięki, ale chętnie bym coś zjadł. – oświadcza
nadzwyczaj pewnie.
- Już się robi. – mówię przewracając oczami.
Szybko
robię mu kilka kanapek oraz herbatę, gotowy posiłek stawiam na blacie, który
rozciągał się na środku kuchni. Wcale nie dziwię się, że tak otwarcie
powiedział, że jest głodny Gdybym ja trenowała kilkanaście godzin dziennie (i
do tego była taka divą)też bez problemu bym o coś poprosiła. Po za tym on ma
mentalność pięciolatka, nie wstydzi się znajomych osób.
- Jadłeś w ogóle coś dziś? – pytam niezadowolona.
- Jasne, że tak. Zaraz przed tym jak rano do nas
przyszłaś mieliśmy śniadanie. – oznajmia, aponieważ wiem z doświadczenia, że
chłopak nieudolnie kłamie, to nie drażę tematu.
- No dobra, powiedzmy, że ci wierzę. – droczę się z nim
mimo wszystko. – Ile jeszcze macie czasu? – przeglądam się w mojej łyżeczce do
herbaty.
- Jakoś tak koło dwóch godzin, a co? – pyta, siorbiąc
gorący napój.
- Obejrzyjmy jakiś film? – pytam podekscytowana. –
Horror?
-Em. Horror? Sam nie wiem. Suho prosił, żebym nie oglądał
horrorów. Sam się ich boi, a co dopiero ja. – szepcze niepewnie, zapewne bojąc się,
żeby Kris nie usłyszał, albo, żebym ja go nie wyśmiała.
-No weź nie chce mi się po raz kolejny oglądać nudnej
komedii romantycznej. – żalę się, jednak nie namawiam go dalej, nie chcę za
chwile słuchać jak płacze.
W
końcu po długich negocjacjach postanawiamy pooglądać w Internecie filmiki z EXO
w roli głównej. Znajdujemy wiele śmiesznych obrazów, jednak niektórych Tao
wolałby przy mnie chyba nie oglądać…
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~`
Haha, wyrobiłam się przed czasem :') Dobra żartuje, przepraszam, ze tak późno.
Od następnego rozdziału nie będę pisać już "Kris" tylko "Wu Yi Fan", sami chyba wiecie dlaczego ( :'( ).
No więc mam nadzieję, że nie jest źle...
Eh i zapraszam tutaj <klik> zapowiada się cudownie :)