piątek, 11 lipca 2014

Rozdział 15 "Kot"

                Chyba zwariowałam, przysięgam. Siedzę właśnie w pokoju Tao i Krisa i mam zamiar porozmawiać w końcu z tym pierwszym. TYLKO CO JA MAM MU POWIEDZIEĆ?
- No więc? O czym chciałaś ze mną rozmawiać Yuta?- pyta wyraźnie zaniepokojony.
- Eh… Nie mam pojęcia co powiedzieć. – zaczynam – Chodzi o to, że… Pamiętasz,kiedy nad jeziorem mówiłam ci, że nie szukam chłopaka?
- No tak, pamiętam, ale o co dokładnie chodzi?
- Bo ja… ja nie chcę żebyś robił sobie zbędne nadzieje, boję się, że cie zranię. – wypluwam słowo po słowie tak szybko, że nie jestem pewna czy chłopak zrozumiał.
 - Ami, nie musisz się o mnie martwić. Nawet gdybym się w tobie zakochał, to szanuje twoją decyzję. Nie martw się już o mnie, dobrze?
- Dobrze, przepraszam. – przytulam go mocno chcąc ukryć się niczym mała dziewczynka w jego szerokich, silnych ramionach.
- Musze już iść –przemawiam w końcu – Obiecałam szefowi, ze przyjdę dziś porozmawiać.
- Powodzenia, cześć.
                Wychodzę z pomieszczenia czując jak ogromny głaz opuszcza mój organizm i pozwala normalnie oddychać. Choć normalnie to pojęcie względne zwarzywszy na to, ze zaraz mam rozmowę z CEO agencji. Wiem, że  nie jestem tu już potrzebna. Luhan może już sam ćwiczyć, nie ma więc potrzeby aby opłacać nauczyciela. Pytanie tylko co ja teraz zrobię… Nie będę mieć pracy, pieniędzy, a kontakt z chłopakami zostanie ograniczony do minimum. Przyznaję się. Strach rozsadza mi żołądek, który boli od nadmiaru  stresu.
                Po piętnastu minutach marszu docieram do dobrze poznanego już budynku. Pcham drzwi, a one lekko poddają się mojej ręce. Trzęsę się też nieco, bo wiem, że mogę się spodziewać najgorszego.
                Szybko pokonuje drzwi, korytarze, schody. Chcę mieć to za sobą możliwe jak najszybciej. Pytam sekretarki czy szef jest teraz w biurze, okazuje się, że już na mnie czeka. To dobrze.Pójdzie szybciej niż gdybym miała teraz czekać, aż skończy bardzo „ważne” spotkanie. Pukam do ciężkich drewnianych drzwi, które zupełnie nie pasują do wystroju, zapewne po raz ostatni.
- Proszę. – głos mrożący krew w żyłach dobiega do mnie ze środka.
Wchodzę do wielkiego i przepełnionego przepychem biura, prawie dusząc się od zapachu wody kolońskiej, papierosów i starości.
- Dzień Dobry. Prosił mnie pan o spotkanie. – oznajmiam poważnie. Ten człowiek może i udaje milutkiego i dobrodusznego, ale nie wydaje mi się aby to było jego prawdziwe oblicze.
- Posłuchaj Amando. Świetnie spisywałaś się na swoim stanowisku, jednak teraz nie potrzebujemy dodatkowego nauczyciela gry. Luhan poznał podstawy i teraz sam będzie sobie radził. Sehun podobnie. Kage jak na razie się z nami pożegnała, jednak pomyślałem, że… Niedawno odszedł ode mnie jeden z pracowników, który uczył angielskiego nie tylko EXO, ale też innych zespołów. Nie był to oczywiście sam język, ale tez poprawna wymowa i akcent. Myślę więc, że mogłabyś przejąć po nim obowiązki – oświadcza tak pewnie, że mam wrażenie, iż on już podjął decyzję i nie znosi sprzeciwu.
- Czy na pewno to jest posada dla mnie? – pytam pierwszy raz przy nim tak nieśmiało.
- Masz bardzo dobą znajomość koreańskiego, chińskiego, francuskiego, angielskiego i włoskiego nazwałabym cię wręcz poliglotką. Zaczynasz od jutra. – po raz kolejny czuję, że nie powinnam się sprzeciwiać jego słowom.
-Tak jest. – prawie salutuje i wychodzę.
                Cieszyć się czy smucić? Jeszcze przynajmniej rok ( bo na tyle mam podpisać umowę) w tym piekle, bo nie wiem czy zdołam to wytrzymać, jednak chyba jestem w stanie poświęcić się dla dobra ogółu. Jakby nie było czuję się tu jedyną osobą wrażliwą na ludzkie zmęczenie.
                                Wychodzi na to, że dziś jeden z tych dni, których nie lubię nawet bardziej niż zmęczenia, mianowicie: DZIEŃ WOLNY. Jedyne osoby jakie tutaj poznałam albo harują od rana do nocy, ale są super gwiazdami i nie mogą niegdzie ze mną wyjść.
                Podchodzę więc tylko jeszcze do recepcji pożegnać się ze znajomą sekretarką i zapisuję się w papierach. Następnie wychodzę z budynku i łapię taksówkę, co prawda jest ładna pogoda, lecz tak gorąca, że nie dam rady przejść aż tyle. Już po chwili pakuję się do samochodu. W pojeździe jest jeszcze gorzej niż na zewnątrz, ale i tak lepsze to niż smażenie się idąc po chodniku. W końcu po kilku minutach męki podjeżdżamy pod budynek. Wychodzę z auta, płace kierowcy i udaję się do środka, gdzie jest tylko troszkę chłodniej. Winda jak zwykle jest zepsuta więc muszę wspinać się na piąte piętro schodami. Wszystko dobrze, robiłam to już wiele razy, ale nie w 30o C. Zaraz się ugotuję, przysięgam.
                Stojąc przed drzwiami do mieszkania, przypominam sobie ten cudowny, wczorajszy dzień. Przekręcam klucz w zamku i uchylam drzwi z lekkim skrzypieniem. Kiedy znajduję się już w środku, a drzwi są już dawno zamknięte, czuję, że coś łasi mi się do nóg.
- Neko! Zupełnie o tobie zapomniałam kotku! – szczebioczę prawie jak do dziecka na widok czterokolorowego kotka. – pewnie jesteś głodna co?
                Zabieram moją niunię na ręce i zanoszę do kuchni, delikatnie stawiając na czarno-białych płytkach. Następnie otwieram lodówkę i wyciągam z niej jedyne mleko jakie posiadam- o smaku bananowym. Mam nadzieje, że jej posmakuje.
- Lubisz mleko bananowe koteczku? – pytam podając jej wcześniej wspomniany płyn na spodeczku.
                Zasiadam za wysokim blatem włączając laptopa i sprawdzając moje konta na portalach społecznościowych. Jak niemal zawsze nie dzieje się tam nic ciekawego. Odpisuję tylko kilku znajomym z Anglii i mogę wyłączyć sprzęt.
- Idziemy pooglądać telewizor? – pytam jakby Neko mogła mi odpowiedzieć.
                Leżąc już na kanapie z Neko łaszącą się do mojego brzucha, oglądam jakiś program plotkarski o gwiazdach. Nie wiem do końca dlaczego, ale zawsze lubiłam tego typu programy i show. Co prawda denerwuje mnie to, że ciągle na temat ludzi znanych wymyśla się plotki wyssane z palca, ale cóż…
Już zaczynam się wkręcać w jedną z „dramatycznych historii”, kiedy rozlega się dzwonek do drzwi. Prawie podskakuje na łóżku z zaskoczenia.
- Neko, zapraszałaś kogoś? – szepczę do kotka zdejmując go sobie z brzucha i udając się do drzwi.
                Nie spiesząc się, podchodzę do wizjera i spoglądam na korytarz. A oni co znowu? Szybko przekręcam wszystkie zamki i otwieram drzwi, które tak na magnesie musze naoliwić, bo strasznie skrzypią.
- Cześć Ami! – witają się wchodząc do przedpokoju i nawet nie czekając na zaproszenie.
- Cześć Tao, cześć Kris! – radość w moim głosie jest tak stłumiona zaskoczeniem, ze brzmię co najmniej dziwnie. – Co wy tu robicie?
- Mamy chwilę wolnego i postanowiliśmy cie odwiedzić. – ćwierka radośnie maknae, prawie podskakując.
-Idę się przepasać. – oznajmia Kris, kierując się w stronę mojej sypialni.
- C-co? – jęczę jak skazana.
- Neko! Ale ty jesteś kochana. – krzyczy wesoło czarnowłosy, jednak kotka tylko odwraca się do niego tyłem i idzie do kuchni. – Powinnaś jej wyjaśnić, że nie dostanie jedzenia za każdym razem, kiedy uda się do kuchni.
- Ona to wiem, dba o linię. – śmieję się cicho. – Tak włsciwie co się dziej z YiFanem?
- Wybacz mu, to bardzo męczący czas, a on jest na dodatek liderem.
- Rozumiem. Chcesz coś pić? – pytam stawiając czajnik na jednym z palników.
- Nie dzięki, ale chętnie bym coś zjadł. – oświadcza nadzwyczaj pewnie.
- Już się robi. – mówię przewracając oczami.
                Szybko robię mu kilka kanapek oraz herbatę, gotowy posiłek stawiam na blacie, który rozciągał się na środku kuchni. Wcale nie dziwię się, że tak otwarcie powiedział, że jest głodny Gdybym ja trenowała kilkanaście godzin dziennie (i do tego była taka divą)też bez problemu bym o coś poprosiła. Po za tym on ma mentalność pięciolatka, nie wstydzi się znajomych osób.
- Jadłeś w ogóle coś dziś? – pytam niezadowolona.
- Jasne, że tak. Zaraz przed tym jak rano do nas przyszłaś mieliśmy śniadanie. – oznajmia, aponieważ wiem z doświadczenia, że chłopak nieudolnie kłamie, to nie drażę tematu.
- No dobra, powiedzmy, że ci wierzę. – droczę się z nim mimo wszystko. – Ile jeszcze macie czasu? – przeglądam się w mojej łyżeczce do herbaty.
- Jakoś tak koło dwóch godzin, a co? – pyta, siorbiąc gorący napój.
- Obejrzyjmy jakiś film? – pytam podekscytowana. – Horror?
-Em. Horror? Sam nie wiem. Suho prosił, żebym nie oglądał horrorów. Sam się ich boi, a co dopiero ja. – szepcze niepewnie, zapewne bojąc się, żeby Kris nie usłyszał, albo, żebym ja go nie wyśmiała.
-No weź nie chce mi się po raz kolejny oglądać nudnej komedii romantycznej. – żalę się, jednak nie namawiam go dalej, nie chcę za chwile słuchać jak płacze.

                W końcu po długich negocjacjach postanawiamy pooglądać w Internecie filmiki z EXO w roli głównej. Znajdujemy wiele śmiesznych obrazów, jednak niektórych Tao wolałby przy mnie chyba nie oglądać

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~`

Haha, wyrobiłam się przed czasem :') Dobra żartuje, przepraszam, ze tak późno.
Od następnego rozdziału nie będę pisać już "Kris" tylko "Wu Yi Fan", sami chyba wiecie dlaczego ( :'( ).
No więc mam nadzieję, że nie jest źle...
Eh i zapraszam tutaj <klik> zapowiada się cudownie :)