Ci którzy przez cały okres
dojrzewania byli rozpieszczani przez swoich kochających rodziców nigdy mnie nie
zrozumieją, nawet jeśli będą bardzo się starać i tak pomyślą coś w stylu: „Gdybym miał takich rodziców jak ona miałbym
więcej swobody”. Nie mam do nich o to pretensji zapewne też bym tak myślała
gdyby tylko moje dziecięce lata wyglądały nieco inaczej.
Dziś
wielki dzień, pierwszy duży występ z okazji tego combacku. Muszę się pogodzić z
tym, że teraz w życiu mojej rodziny pierwsze miejsce będzie zajmować właśnie
EXO. Ale żeby nawet ciocia?
- Yuta! – krzyczy ktoś z drugiego końca korytarza. – Tak
się cieszę, że jesteś tu z nami! – albo mam omamy, albo widzę Krisa, który nie
może się opanować ze szczęścia.
- To ja się cieszę! Dziękuję jeszcze raz za zaproszenie.
Tak. Wszyscy jesteśmy okropnie podekscytowani. Super
będzie na żywo zobaczyć występ chłopków, a zwłaszcza Luhana. W końcu to po
części moja zasługa, że dziś będzie mógł pokazać światu coś nowego! Coś co
razem stworzyliśmy…
-Amanda! – słyszę za sobą przyciszony głos jednej ze
stylistek.
- O! Cześć, chciałaś coś? – pytam zdziwiona.
-Ami… nie udawaj, dziś wielki dzień! – mówi a ja za nic
nie wiem co chce mi przez to przekazać.
- No tak dziś występ… ale… - zaczynam, jednak nie dane mi
jest dokończyć.
- Nie wygłupiaj się, dziś są przecież twoje urodziny –
jej ton głosu wydaję się być bardzo wesoły i przejęty. – Wszystkiego
Najlepszego! Przepraszam, ale muszę już uciekać.
- Dziękuję, to miłe. – zaznaczam a dziewczyna odchodzi.
A to ciekawe, jako jedyna pamiętała
o moich urodzinach mimo, że prawie z nią nie rozmawiam. Dziś moje 19 urodziny.
Odkąd mieszkam, ba odkąd znam moich przyszywanych rodziców ten dzień zawsze był
szczególny. Dzień, który należał tylko do mnie. Naprawdę nie chcę zachowywać
się jak rozpieszczony bachor, ale zaczęłam obchodzić swoje święto dopiero w
wieku 13 lat. To chyba jest wiec powód dla, którego teraz te wszystkie lata
próbuję nadrobić. Prawda? Eh… a może naprawdę miałam ostatnio w życiu za
dobrze…
W końcu zmęczona rozmyślaniem udaję się na
backstage gdzie chłopaki czekają już do wyjścia na scenę.
- Powodzenia. – tylko tyle jestem w stanie powiedzieć.
Show
jest cudowne, nowe układy są fenomenalne. Przeraża mnie tylko ich poziom
trudności, prędzej połamałam bym sobie kręgosłup i nogi, niż zatańczyła to co
oni. W końcu czas na moment, który chyba najbardziej mnie interesuje. Solowy
występ Luhana. Kiedy zbiega ze sceny chcąc wcześniej wziąć przygotowaną gitarę,
łapię go za ramię i mówię dobitnie, nie znosząc sprzeciwu.
- Luhan. Posłuchaj mnie. Wiem, że wolałbyś aby to Kage
cię uczyła ale teraz o tym nie myśl. Mam nadzieje, ze nie byłam aż tak
beznadziejna i czegoś cię nauczyłam. Powodzenia.
Próbuje
coś jeszcze powiedzieć ale niemal natychmiast zostaje wypchnięty na scenę. Nie wiem
co skłoniło mnie do takich wyznań, jednak cieszę się, że mogłam mu to
powiedzieć. Niech wie…
Kiedy jest już na scenie i gra
spokojną balladę przez głowę przelatuje mi tysiące myśli. Minęło jakieś pół
roku, może nieco więcej. Wspaniała
dwunasta chłopków odmieniła moje życie bezpowrotnie. Odmieniła je po raz drugi.
Wiele razy zastanawiałam się
czy nie mówić do cioci i wujka „mamo”, „tato”, w końcu to oni wyciągnęli mnie z
całego tego bagna, w którym tkwiłam. Dziś w dniu moich urodzin, przypominając
sobie jak spędziłam te dni z zapitymi na umór rodzicami, wiem już dlaczego. Te
słowa kojarzą mi się z ludźmi, którzy zniszczyli mnie psychicznie. Smutne,
prawda?
Mama,
kiedy miałam 6 lat zaczęła pić, a wszystko przez to, że nie potrafiła znieść
zachowania ojca. Do dziś pamiętam jej czułe spojrzenie kiedy mówiła: „Kochanie ja już nie uwolnię się z tej
klatki, ale ty masz szansę.” Miałam wtedy tylko 7 lat. Następnego dnia
wypiła kilkoma łykami butelkę wódki i zataczając się poszła zadzwonić… do
opieki społecznej. Zostawiła mnie, poddała się. Już nigdy się nie dowiem czy powinnam jej za to dziękować czy jej
nienawidzić. Jakaś cześć mnie pragnie wierzyć, że to było tylko i wyłącznie dla
mnie, ale nie oszukujmy się, ona chciała pozbyć się obowiązku i móc zatopić smutek
w alkoholu. Porzucając jedyną córkę.
Tata pił odkąd pamiętam. Nigdy
nie lubił dzieci, wręcz ich nienawidził. Tak teraz myślę, że może moje
narodziny bardzo zmieniły jego życie. W końcu podobno kiedyś był dusza
towarzystwa, i roześmianym mężczyzną, z dołeczkami w policzkach, których nigdy
nie wiedziałam. Tak o nim opowiadała mama. Nie czuję się winna rozpadu ich
małżeństwa. Nie czuje się winna bo nie miałam na to żadnego wpływu. To oni
podjęli głupie i nieodpowiedzialne decyzje. Oni.
Prawda?
- Jak ci się podobało, piękna? – pyta podbiegając maknae.
- Było świetnie. – moje słowa nie są nawet kłamstwem.
Kłamstwem byłoby powiedzenie, że oglądałam cały ich występ.
- Amanda, w tych
włosach wyglądasz prześlicznie. – recytuje Lay.
- Uważaj bo się jeszcze zarumienię – mruczę pod nosem
zastanawiając się czy czasem nie jestem już cała czerwona.
- Przeprasza, ale musimy już iść zaraz mamy wywiad –
uspokaja sytuacje lider i już ma iść, jednak zatrzymuje się i szepce na ucho. –
Ja pamiętam.
- Ale o czym? – pytam, chłopak jednak jest już zbyt
daleko aby mnie usłyszeć.
Eh… dlaczego to jest tak
bardzo skomplikowane? Życie naprawdę nie może być proste i przejrzyste? Było by
zbyt łatwo?
Po raz kolejny dzisiejszego
dnia nie wiem co ze sobą zrobić. Fani opuszczają już salę a koncert już się skończył.
Jedynie ja stoję wciąż wpatrując się w scenę i myśląc. Ciocia by nie
zapomniała.
- Yuta podwiozę cię do mieszkania. – mówi nagle wujek
stając przede mną. – Jest już po dwudziestej. Bądź za piętnaście minut przy
aucie.
Kiedy on jest już daleko
krzyczę w przestrzeń. Wiem, że nikt mnie nie usłyszy, a nawet jeśli to nie
zwróci na to uwagi. Zrezygnowana swoją postawą powoli kieruję się na parking.
Zdaję sobie sprawę z tego, że nie powinnam się tak zachowywać, nie jestem pępkiem
świata.
Powoli idę korytarzem w stronę
podziemnego parkingu gdzie zaraz zapewne uda się tez wujek. Idąc zastanawiam
się czy nie pojechać z nim do domu, do nich. W końcu lepsze to niż użalanie się
nad sobą. Stwierdzam jednak, że nie będę się wpraszać. Gdyby chcieli
zaprosiliby mnie. Tak jak w tamtym roku kiedy zrobiliśmy sobie maraton filmowy
z wszystkimi częściami „Władcy
Pierścieni”.
- Jesteś w końcu. Słuchaj odwiozę cię tylko pod to
skrzyżowanie, gdzie skręca się do nas, bo bardzo mi się śpieszy. Okey? –pyta.
Super. Świetnie. Cudownie. Co jeszcze?
- Okey.
Czy
naprawdę wszystko musi być dziś przeciwko mnie? Nie chodzi o to, ze nie mogę
się przespacerować, ale to moje urodziny i jak na złość wszystko jest na
odwrót. Dlaczego? Co się zmieniło po tym jak tu przyjechałam?
Droga
do skrzyżowania, na którym ma mnie wysadzić wujek nie jest wcale długa, więc
już po kilkunastu minutach wychodzę z pojazdu żegnając się z wujkiem najmilej jak
potrafię. Kiedy samochód znika mi z oczu, szybko przechodzę na druga stronę
jezdni. Nie śpieszę się bo nie mam do czego, pogoda jest pochmurna, ale nie
dokucza mi zimno. Wiem, że nie powinnam być na nikogo zła, jednak ostatnio
wszystko mnie „boli”. Po dość długiej chwili zaczyna padać deszcz, nie przyśpieszam kroku, lubię deszcz zwłaszcza
tak ciepły jak ten, wiec to prawie przyjemność kiedy pada bardziej.
Jestem
już cała mokra stojąc na progu. Szukam
klucza chcąc otworzyć drzwi jednak ku mojemu przerażeniu nie mam go przy sobie.
Ciekawe co ja teraz zrobię…? Jest zimno i do tego leje, pomimo całej mojej
miłości do deszczu jest mi teraz bardzo, bardzo zimno.
Zła naciskam klamkę z pewną nadzieją, że tajemniczo się
otworzą i będę mogła spokojnie przebrać się, a potem zasnąć.
Czeka
mnie jednak kolejne zaskoczenie, drzwi ustępują pod moja dłonią i z lekkim
skrzypieniem otwierają przede mną przed pokój. Co teraz? Albo zabije mnie ktoś
kto okrada właśnie mój dom, albo zastanę mieszkanie w okropnym stanie i bez
moich rzeczy… Szybko rozglądam się dookoła za czymś co mogłaby mi posłużyć w
razie spotkania się z zabójcą. Niestety jedyną „bronią”, która znajduję jest
dość lekka rurka od wieszaka na płaszcze. Mimo pewnego niepowodzenia ostrożnie
zaczynam zbliżać się do pogrążonego w ciemności salonu. Stojąc w „drzwiach”
(czyt. dziurze w ścianie) nie widzę nic prócz ciemnej ciemności. To dziwne na
polu jest co najwyżej szaro, a ja nie zasłaniałam żaluzji przed wyjściem.
Powoli naciskam włącznik światła.
To
niemożliwe.
Zza
kanapy wyskakuje całe EXO-M, kilka znajomych z SM oraz wujek i ciocia. Sama nie
wiem, czy bardziej się Cieszyc czy złościć. Z jednej strony cieszę się z
niespodzianki, którą zgotowali mi najbliżsi, drugiej jednak jestem okropnie zła
za to, że kazali mi znosić te katusze.
- Ami, wyglądasz jakbyś zobaczyła ducha. – śmieje się
ciocia od razu mnie przytulając. – pozwól, że złożę ci życzenia. Kochanie życzę
ci wiele miłości i szczęścia, życzę żebyś już zawsze była tak odważna i dzielna
jak dotychczas. Gdyby nie twoja siła ja też wiele razy bym się poddała.
Wszystkiego o czym marzysz aniołku. – kończy ze łzami w oczach.
Następnie
życzenia składa mi wujek, od którego dostaję mojego wymarzonego kotka przez co
musze powstrzymywać łzy wzruszenia. Potem następuję czas całej reszty zebranych.
Tao chyba z pięć razy życzy mi dużo miłości. A od Krisa dostaję bluzę „WOLF 88”
z jego imieniem. Jacy oni są delikatni. Na
początku martwię się czy w ogóle mam coś w lodówce, nie wspominając już o jakiś
ciastkach, ale jak się potem okazuje rodzice o wszystko zadbali. Xiumin ukradł
mi nawet w którymś momencie klucze, aby to przygotować. Jestem naprawdę pod
ogromnym wrażeniem tego co udało im się dla mnie zrobić.
- Naprawdę nie wierze, że to zrobiliście. – mówię po raz
setny tego wieczoru, siedząc na ziemi i opierając się o długie nogi Krisa. –
Jeszcze dali wam wolne dziś wieczorem…
-Szef uznał , że należy nam się odpoczynek, chociaż
myślę, że bał się po prostu śmierci na scenie. – szepce mi prosto do ucha nie
chcąc przeszkadzać innym w oglądaniu horroru.
- Ahem… - za kreatywność moich odpowiedzi powinnam dostać
nobla.
- Yuta? Pamiętasz co ci kiedyś powiedziałem o Tao? – jego
pytanie zupełnie wytrąca mnie z równowagi.
- Emm… Tak, pamiętam, a o co chodzi?
- Myślę, że powinnaś z nim pogadać. On naprawdę myśli, że
coś do niego czujesz, a z tego co opowiadał wynika, ze ty nikogo nie szukasz.
Przepraszam za moją bezpośredniość, ale Panda to mój najlepszy przyjaciel, wiec
bardzo się o niego martwię. Mam nadzieje, że rozumiesz…
- Oczywiście… - próbuję powiedzieć, ale niespodziewanie
przerywa mi Lay.
- Słuchajcie jak chcecie się migdalić, to wyjdźcie bo ja
chce oglądać. – ogłasza na tyle głośno, aby wszyscy usłyszeli. Już mam
protestować, jednak Kris jest szybszy.
- Już idziemy. – mówi ciągnąc mnie za rękę i
wyprowadzając z pokoju.
Idziemy prosto w stronę mojej sypialni. Czy to nie
dziwne, że porusza się po moim domu mieszkaniu jakby spędzał tutaj, każdą
wolną chwile? O ile on ma jakieś wolne
chwile. W końcu siedzimy na moim ogromnym łóżku i postanawiam zacząć wracać do
rozmowy.
- Po pierwsze. Oni pomyślą sobie teraz coś głupiego. Po
drugie skąd wiesz gdzie jest moja sypialnia?! – pytam w wyrzutem.
- Szedłem na oślep. – oznajmia tylko, niewinnie. – ale
wróćmy do rozmowy.
- Nie wiem co mogłabym zrobić… - załamana chowam twarz w
dłonie. – Nie chcę go zranić. Nie chce żeby było niezręcznie.
- Rozumiem cię. Uwierz mi… rozumiem. – mówi bardziej do
siebie niż do mnie.
- Pójdę pożegnać ciocię i wujka pewnie zaraz będą asie
zbierać. – informuje wychodząc z pokoju.
Kris
tam zostaje. Co teraz, czy naprawdę NIKT mnie teraz nie interesuje? Czy tylko
ciągle oszukuje samą siebie?
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~`
Przepraszam za ten miesięczny poślizg z dodawaniem rozdziału, ale jak chyba sami wiecie poprawianie ocen jest czasochłonne. Teraz już powinno być regularnie, mam nadzieje. Dziękuję za wszystkie miłe komentarze ♥ Miłego czytania.