wtorek, 29 kwietnia 2014

Rozdział 11 „Przepraszać Go?”

Czy ktoś mi powie co się tu dzieje? Poszłam spać z elegancikiem u boku, a budzę się z Pandą W JEDNYM ŁÓŻKU! Musze coś  z tym zrobić!
- AAAAAAAA! – mój krzyk obudził by zmarłego, ba mój krzyk zbudził by wujka, więc taka garstka piosenkarzy to dla mnie nic.
- Co się stało? – do pokoju wpada Kris, Suho Kai.
- Tao ty idioto! Wypieprzaj stąd już! – krzyczy Kai nie zważając na upomnienia Suho, który powtarza mu, że nie wolno przeklinać.
- Dopiero teraz zauważam, że Panda już nie śpi, tylko patrzy na nas wszystkich zdziwionym wzrokiem. Serio?!
- Jezu! – jak oparzony spada z łóżka.
- Co ty tu robiłeś? – pytam w końcu nic nie rozumiejąc.
- Tu zawsze śpi Kris, a ja się bałem! – krzyczy.
- Czego się bałeś? Przecież z nami nie oglądałeś! – z tego wszystkiego i ja ponoszę głos.
- Ale myślałem o tym co wy oglądaliście!
- Cisza! – próbuje zaprowadzić porządek Kris. – zaraz wszyscy się tu zlecą.
- Przepraszam naprawdę nie wiedziałem, że ty tu śpisz, bo to jest łóżko hyunga. – z wyraźną skruchą spuszcza głowę.
- To nic… Przestraszyłam się tylko. – przyznaje.
- My też się przestraszyliśmy, głośno krzyczysz. Że też ja go rano nie zauważyłem… - rozważa pod nosem lider „M” i wychodzi.
- Pójdę się przebrać. - oświadczam zdezorientowana wydarzeniami z przed chwili.
Szybko zbieram rzeczy z wczoraj, stoję przed łazienką i już mam wchodzić, jednak czuję, ze ktoś kładzie mi rękę na ramieniu. Co do…
- Czego chcesz? – mówię szorstko, sama nie jestem pewna dlaczego, może doprasowuje się do ludzi, którzy mnie otaczają, niczym kameleon?
- On się w tobie zakochał. – oświadcza blondyn i odchodzi.
Jak on śmie mówić mi coś takiego, a potem tak po prostu sobie wyjść? Zaraz, zaraz nie będę tu stać jak głupia.
Wchodzę do łazienki szybko zamykając drzwi za sobą, na klucz. Zdejmuję z siebie ubranie lidera i wskakuję pod prysznic, tam myśli się lepiej. Gorąca woda delikatnie muska moją skórę, co pomaga mi zapomnieć choć przez chwilę o tym co usłyszałam od Krisa. A myśląc już o tym to… ja pierwsza wypaliłam z tym, że nie jestem zainteresowana, on… przytaknął. Dla mnie? Bał się jak na to zareaguję? Co ja mam niby teraz zrobić? Przepraszać go? Przecież nie mam za co… Ale teraz wiem już przynajmniej dlaczego wczoraj był tak zły, diva była zazdrosna o resztę. Niedobrze.
- Yuta! My tez się chcemy wykąpać a jest nas dwunastka!! – krzyczy zza drzwi zniecierpliwiony czekaniem Lay.
Wychodzę z pod prysznica, wycieram się, ubieram we wczorajsze ubrania. Z mokrymi włosami opuszczam ciepłe od pary pomieszczenie i udaję się do salonu skąd dochodzą głosy chłopaków. Kiedy tylko przekraczam prób odwracają się w moją stronę.
- Em… Nie macie może pożyczyć suszarki do włosów? – pytam wszystkich zebranych.
- Ja mam, chodź… - mówi wstając z kanapy i idąc zapewne do swojego pokoju.
Jego pokój znajduję się zaraz obok pokoju lidera i maknae, kiedy wchodzimy do środka chłopak długo szuka rzeczy, o którą prosiłam w szafce. W końcu podchodzi do mnie jednocześnie podłączając urządzenie do gniazdka , i tłumacząc jak ustawić ciepły strumień powietrza.
Kiedy moje włosy są już suche przypominam sobie, ze chłopcy musza się pewnie spakować przed niedługą podróżą.
Odkładam przyrząd na szafkę nocną chłopaka i idę na dół po drodze zabierając torebkę z pokoju lidera.
- Ja już będę iść. Miłej podróży. – zwracam się do EXO-M, kiedy jestem już w salonie.
- Cześć! – krzyczą chórkiem – Jeszcze się zobaczymy – słyszę stłumiony pożegnaniami głos Krisa.
- Dobrze, ze do Korei wracasz już niedługo. – dodaje Tao, wstając.
Chłopak odprowadza mnie do drzwi, żegnamy się i wychodzę.
I co teraz? Czuję się dziś naprawdę dziwnie… Od samego rana mam takie wrażenie, jakby życie zwolniło bieg i trwało w zwolnionym tempie. Jest dopiero dziesiąta, o dwunastej mam gitarę, a potem mamy poznać tą nową dziewczynę. Strasznie się boję, nie mam wpływu na ostateczną decyzję szefa… Naprawdę mam nadzieję, że ta dziewczyna będzie normalna, bo jeśli nie to strzelę sobie w łeb za przypominanie szefowi o takich rzeczach z naszej umowy.
Dawno nie byłam na spacerze ciągle tylko, praca a potem siedzę sama w czterech ścianach lub zalegam na kanapie u cioci i wujka.
Postanawiam przejść się do jedynego naprawdę dobrze mi znanego miejsca w tym kraju mianowicie do parku. Połowę swojego dotychczasowego życia spędziłam na ucieczkach z domu dziecka a miejscem, w którym mogłam spokojnie się ukryć był park. W takich miejscach od razu czuję się zbuntowaną przeciw wszystkiemu trzynastolatka, obciętą na chłopaka ( bo tak!). Z problemami, które wszyscy uważali za błahe, wszyscy, oprócz mnie.
Powoli zbliżam się do chyba jedynego zielonego miejsce w Seulu, no może nie jedynego ale jednego z niewielu. W porównaniu z tym pięknym zimowym porankiem kiedy pierwszy raz zobaczyłam EXO jest dziś upał, zdejmuję wiec dość gruby płaszcz i przechodzę przez bramę wejściową.
Jest naprawdę pięknie, dawno nie byłam w podobnym miejscu. I choć moja przeszłość nie była zbyt kolorowa zawsze kochałam chwile na Świerzym powietrzu, przy akompaniamencie ptaków.

          ***
Byliście kiedyś w sytuacji, że koniecznie chcieliście się na kogoś rzucić i wydrapać mu oczy? Nie dlatego, ze jest niemiły, ale właśnie przez to, że jest nienaturalny i przysłodzony. Ja właśnie tak mam, a najgorsze jest to, że tylko ja…
Od pół godziny rozmawiamy z nowo poznaną dziewczyną Kage Hikari, która ma uczyć Sehuna i zaraz dostanę szału. To jej ciągłe chichotanie sprawia, że mam ochotę wydrapać jej oczy.
- Ona jest jakaś dziwna. – zajęta rozmyślanie nad tym gdzie można by schować małe ciałko nie zauważyłam, ze nie tylko ja nie lubię przesłodzonych rzeczy.
- Jak widać nikomu to nie przeszkadza. -  stwierdzam dość chłodno.
- Jesteś zazdrosna?
Tak. Tak. Tak. Tak. Tak. Tak. Tak. Tak. Tak. Tak. Tak. Tak. Tak. Tak. Tak. Tak. Tak. Tak. Tak. Tak. Tak. Tak. Tak. Tak. Tak. Tak. Tak. Tak. Tak. Tak. Tak. Tak. Tak. Tak. Tak. Tak. Tak. Tak. Tak. Tak. Tak. Tak. Tak. Tak. Tak. Tak. Tak. Tak. Tak. Tak. Tak. Tak. Tak. Tak. Tak. Tak. Tak. Tak. Tak. Tak. Tak. Tak. Tak.
 - Nie… ja po prostu nie lubię sztuczności. , plastikowych twarzy jak z jednego szablonu, udawanych emocji. Wolę nudnych ludzi, niż tych udających kogoś kim nie są. W życiu trzeba umieć odróżnić zmianę i grę aktorska.
- To było… bardzo prawdziwe. – szepcze z pewnym zawahaniem Kris.
- Ej dlaczego z nami nie siedzicie, tylko tak na uboczu? – pyta podbiegając do nas ucieszony Kai.
- Bo trzy łyżeczki cukru w herbacie da się znieść, ale cztery to już przesada. – podnoszę się z miejsca biorąc do reki torebkę – Muszę jeszcze iść po rozmawiać z szefem.
Staram się nie pokazywać jak bardzo zabolała mnie zmiana, która zaobserwowałam u chłopców. Nie jest im już nagle tak smutno, ze odchodzę, mam nawet wrażenie, że Luhan, żałuję, że to nie ta cała Kage będzie go uczyć.
Idę powoli korytarzem wiedząc, że zaraz będę musiała powiedzieć co o niej myślę najważniejszej osobie w tej wytwórni. Problem w tym, że nie wiem co myślę…
- Dzień Dobry. – mówię cicho wchodząc do biura.
- Dzień dobry, przejdźmy do rzeczy. Co myślisz o tej nowej dziewczynie?
- Jest… - postaraj się Yuta, jeśli tego nie zrobisz to pomyślą, że to ty jesteś chorobliwie zazdrosna fanką. – jest bardzo utalentowana muzycznie.  – dyplomacja to od dziś moje drugie imię.
- To wiem. Pytam jaka ona jest. – naciska.
Przesłodzona. Głupia. Rozwydrzona. Rozpieszczona. Plastikowa. Drażniąca.
- Normalna dziewczyna, nie wiem co jeszcze mogłabym o niej powiedzieć. – zmuszam się do nagięcia prawdy. Oni by mi nie wybaczyli, zbyt bardzo ja polubili.
- To dobrze, mam nadzieje, że się dogadacie, bo nie chce cie na razie wysyłać do Chin. – oznajmia stanowczo mężczyzna.
-Też mam taką nadzieje. Pójdę już, do widzenia. – rzucam i wychodzę z biura.
Idę wąskim korytarzem do miejsca, w którym mam nadzieje go zastać. Tylko czy aby na pewno tego chcę? Idę krętymi schodami w górę. Kiedy jestem już na miejscu czeka mnie… rozczarowanie?

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~`

Rozdział taki sobie. Praca nad dwunastką już skończona teraz tylko przepisać tego kolosa do komputera ;_; Jak ja tego nie lubię... No ale cóż. Mam nadzieje, ze nie jest aż tak dennie i przewidywalnie. Dziękuję za wszystko ♥

wtorek, 22 kwietnia 2014

Rozdział 10 "Horror?"

Dwie minuty później siedzieliśmy już wszyscy w kółku, a Tao wiercił się niecierpliwie na dywanie.
- Tao. – zaczyna głosem Kai, który często stosuje się w teleturniejach- Jesteś zakochany?
Wait, what? Kto wymyśla taki głupie pytania? Bezsensu. Przysięgam. Zaraz, zaraz przecież mnie to i tak nie dotyczy, niby coś mi się wydawało ale…
- Tak… - odpowiada zarumieniony ze spuszczoną w dół głową.
- Ciekawe w kim… - słyszę gdzieś niedaleko głos lidera EXO-M i mam wrażanie że tylko ja go słyszę.
- Tao teraz ty… - śmieje się głośno Chanyeol.
Jak nie lubię tej gry. Nie dość, ze można przez nią dostać zawału, to jeszcze biedni ludzi, przez nią cierpią.
„Kręć się szybciej” powtarzam ciągle w myślach, w stronę butelki. Butelka to rodzaj żeński a istnieje chyba coś takiego jak „Damska Solidarność” prawda? Buteleczko skoro już to uzgodniłyśmy to pomóż mi błagam! Tak bardzo się boję pytań o moje życie, bo jest MOJE! Ludzie pytają choć tak naprawdę woleliby nie znać odpowiedzi.
Butelko zdrajco jak mogłaś?!
- Yuta! –wykrzykuje radośnie Sehun, co on tak nagle? Cieszy go nieszczęście innych ludzi?
- Um. – kreatywnie Amando.
- Wyglądasz na zdenerwowaną. – stwierdza Kris.
- Co?! Nie jestem… Po prostu Panda jest nieobliczalna. – tłumaczę się szybko, lecz nieudolnie.
- Ym. Spróbuję dać ci cos normalnego. – myśli głośno.
- Spróbujesz?! – śmieje się zdenerwowana.
- Podoba cie się Kris?
Dyplomacja. Dyplomacja. Dyplomacja. Dyplomacja. Dyplomacja. Dyplomacja. Dyplomacja. Dyplomacja. Dyplomacja. Dyplomacja. Dyplomacja. Dyplomacja. Dyplomacja. Dyplomacja.
- Jest przystojny, zresztą jak każdy z was. – pieprzyć SM zostaję aktorka, takiego talentu nie wolno marnować.
- Kręć Ami! – pośpiesza mnie zniecierpliwiony Xiumin.
Dasz radę. Przecież to nic takiego. Nie lubię tek gry od czasów gimnazjum. Nawet zadawanie pytań jest dla mnie męczące i niewygodne, wiem co gwarantuję innym ludziom.
Chen. Cudownie! Najpierw ta diva a teraz on. Czy ja przyciągam takich ludzi?
- Emm… Nic nie wymyślę. – przyznaje.
- No dawaj, zapytaj go o cokolwiek. – zachęca mnie Chanyeol.
- Dobra… Ile miałeś dziewczyn? – przynajmniej raz wymyśliłam cos z sensem.
- Serio?! –przynajmniej raz czymś go zaskoczyłam.
- Zapytałam o coś… - mój stanowczy głos jest bardziej zabawny niż stanowczy.
- Dweiiinvj – szemrze cos pod nosem.
- Nic nie zrozumiałam. – śmieje się teraz pod nosem.
- Dwie.
Czy ja dobrze słyszę? Oni się niego śmieją?
- Idioci. – uciszam ich momentalnie. – Z czego wy tak właściwie się śmiejecie, że był przez długi czas z jedną osobą? Przecież to oznacza tylko tyle, że jest od was dojrzalszy i mądrzejszy.
Przez chwilę trwa niezręczna cisza wszyscy z zaciekawieniem oglądają  swoje ręce, albo buty. Tylko Chen i SuHo siedzą ucieszni. Natomiast Kris… jego jak zawsze nic nie obchodzi…
- Nie chce mi się już grać… - nieśmiało ponawia swoje marudzenie Lay. – Zróbmy coś innego…
- Może pójdźmy spać. – proponuję wykończony życiem Luhan opierając się o Sehuna.
- Już widzę jak wy śpicie… - mruczy pod nosem Chan.
- Może obejrzymy horror?  - poddaję pomysł, który zawsze ale to zawsze się sprawdza kiedy u kogoś nocuję.
- Ja nie. I Tao też, potem  nie będę pół nocy słuchał jego opowieści o tych jego duchach, które krążą po dormie. – ogłasza SuHo i nie zważając na protesty maknae wychodzi z nim z salonu.
Po naradzie decydujemy się na klasyk czyli „Krzyk”. Siadam na podłodze opierając się o nogi Krisa, który siedzi na kanapie. Na moje nieszczęście usiadłam sobie pomiędzy Chanyeolem i Baekhyunem, którym buzie prawie się nie zamykają. W końcu nie wytrzymuję i przekosie pomiędzy ścianę a oparcie kanapy, gdzie ich szepty mnie nie dosięgają. Z dala od denerwujących głosów po raz kolejny zagłębiam się w film. Zauważam, że Kris, siedzący niedaleko, już prawie śpi z przymkniętymi oczami i głową opartą o ramię Kyungsoo. 
Ja naprawę nie rozumiem jak horrory mogą nudzić. Co prawda nie boję się ich aż tak bardzo, ale na pewno oglądając je się nie nudzę.
Kiedy główny bohater filmu ma właśnie zginąć dzieje się coś co sprawia, ze nawet mnie przechodzą ciarki. Wyłączają prąd. Nie uśmiecha mi się chodzenie po obcym domu w ciemnościach.
- Idziemy spać, czy czekamy aż włącza prąd? – pyta wyrwany z drzemki lider.
- Chodźmy już śpiący jestem. – jęczy Xiumin.
- Racja jest już po północy, a my mamy jutro mnóstwo zajęć. – przyznaje rację Luhan świecąc telefonem po salonie.
- Okej w takim razie… Ami gdzie jesteś? – pyta Kris, jak gdyby dopiero teraz zorientował się, ze mnie nie ma. No tak przecież panują tu egipskie ciemności.
- Tutaj! – podnoszę rękę , wychylając się zza mebla.
- Chodź do pokoju, zaprowadzę cię. – wstaję i wyciąga rękę w moją stronę, bez wahania ja chwytam i podnoszę się z miejsca.
Kiedy idziemy schodami przypominam sobie o czymś co chciałam zrobić przez cały seans, ale brakowało mi odwagi.
- YiFan… musze iść do łazienki, zaprowadzisz mnie? – pytam z nadzieją w głosie uśmiechając się delikatnie, mimo, że i tak nie jest w stanie tego zobaczyć.
- Zaprowadzę cie. – jego głos… jest jakiś inny, bardziej pogodny, wręcz słyszę jak się uśmiecha.
- Dziękuję. – mój szept jest naprawdę nikły ale wyraźnie słyszalny w tej głuchej ciszy.
Nie długo po tym wychodzę z łazienki i widzę Krisa czekającego na mnie po drugiej stronie wąskiego korytarza, już w świetle żarówki z głową spuszczona w dół i nie za wesołą miną.
- Coś się stało?
- Nie nic… - oddycha jak gdyby właśnie skończył nad czymś rozmyślać.
- Jakby to jestem naprawdę dobrym słuchaczem.
Ten w odpowiedzi tylko łapie mnie za rękę  i prowadzi do pokoju na końcu korytarza. Tam nie zastajemy nikogo, a dwa łóżka są już pościelone i gotowe do spania. Od razu kładę się w jednym z nich (na którym zresztą leży moja torebka) i zagrzebuję po szyję.
- To moje łóżko. – tym razem nie tylko nie tylko słyszę ale też widzę jak się śmieje.
- O! To ja zejdę. – oznajmiam szybko i próbuję niezdarnie wyplatać się z  grubej kołdry.
- Nie, nie trzeba. Prześpię się na łóżku Tao. -  mówi i zdejmuję koszulkę, a potem kładzie się do łóżka, nawet nie przykrywając.
- T-thank you. – z tego wszystkiego zapominam nawet o koreańskim.
- Nie ma za co. – przykrywa się ale tylko do pasa i ciągle obrócony moją stronę stara się zasnąć. Przepraszam bardzo on myśli, ze ja tak usnę? Jestem dziewczyną…
Wypuszczam głośno powietrze co nie uchodzi jego uwadze. Uchyla lekko jedną powiekę i parzy na mnie wyczekująco.
- Nie zgasiłeś światła. – z opanowania emocji szóstka z plusem Ami, gratulacje.
- Uśniesz przy zgaszonym?
- Nie usnę  przy zaświeconym – obwieszczam a uwaga chłopaka przypomina mi o filmie. – Dzięki za przypomnienie, że się boję. – dodaję po chwili.
- Przepraszam już wyłączam.

 Zamykam oczy i staram się nie myśleć o tym, że bożyszcze tysiąca nastolatek leży niedaleko mnie. Już powoli usypiam kiedy czuję, że coś się do mnie przytula…

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~`

Możecie mnie za to zabić... praktycznie same dialogi, i do tego taka kreatywna fabuła ;_; Mam nadzieje, zę 11 będzie lepszy, a i 12 planuję napisać tak długi, że wam się odechce długich rozdziałów :D . Dziękuję za wszystkie komentarze :)

czwartek, 17 kwietnia 2014

Rozdział 9 "Zostań"

Powoli na drżących nogach wchodzę do kuchni i niemal od razu mówię EXO o zaistniałej sytuacji. Widzę przed oczami dwanaście różnych emocji, stanów, zachowań. Znam ich od jakiś dwóch miesięcy, ale… tak bardzo się z nimi zżyłam…
- Ami… - czuję jak Kai mnie przytula i serce wybucha mi kawałek po kawałku, jak gdyby ktoś podłożył w nim ładunki wybuchowe. Poczułam jak jedna z niechcianych łez sunie cichutko po moim zaczerwienionym policzku. 
- Przepraszam chciałabym móc pracować też tutaj, ale tak się nie da… zresztą tłumaczyłam wam to już. – głos łamie mi się niemiłosiernie co staram się zamaskować.
- Ale dlaczego masz uczyć mnie nie jego? – pyta z wyrzutem i smutkiem Tęczuś.
- Mam rodzinę w Pekinie, ale spokojnie w tym tygodniu masz zajęcia ze mną, a potem będziemy się jeszcze widywać. – uspokajam młodszego chłopaka ciągle trwając w uścisku
W końcu muszę się oderwać od ciepłych ramion chłopaka bo Kyungsoo ogłasza, że powinniśmy coś zjeść. Z chęcią się z nim zgadzamy. Ciągle nie mogę pogodzić się z tym, ze połowy tych ludzi nie będę już tak często widywać.
Siedząc przy stole staram się jak mogę skupić na pysznym jedzeniu, które chłopcy przygotowali. Nie wiem dlaczego ale mam wrażenie, że Tao jest jakiś nadzwyczaj szczęśliwy jak na takie okoliczności. Może tylko mi się wydaje… Sama nie wiem, zawsze miałam problem z odczytywaniem zamysłów innych ludzi. W sumie mam problem z odgadnięciem co sama czuję, a to już nie jest normalne. Kiedy tylko mi na czymś zależy oszukam sama siebie wymyślając tysiące argumentów na „tak”. Ale jest czegoś sie boję zrobię zupełnie na odwrót, tylko po to aby przekonać sama siebie, że to bez  sensu.
Po skończonym dniu głównym D.O i Kai idą po deser, a w jadalni zapada nieprzyjemna cisza.
Dałabym wszystko, aby móc rozpłynąć się w powietrzu.
- Przepraszam. – udaje mi się w końcu wykrztusić.
- Nie masz za co! – mówi szybko Xiumin. – Przecież to nie twoja wina, zresztą to nie mogło się udać Korea jest zbyt daleko… - nie jest dane mu dokończyć, gdyż brutalnie przerywa mu Sehun.
- Sugerujesz coś?
- Wiesz dobrze, że nie o to mu chodziło! Bilety lotnicze są drogie, nawet z obniżkami, więc SM nie może sobie na to pozwolić. – wyjaśnia spokojnie Suho.
- Gdzie ten deser? – wtrąca się nagle zainteresowany jedzeniem Chanyeol, a w jego oczach widzę niebezpieczne iskierki.
- No właśnie… też chętnie zjadłabym coś słodkiego. – próbuje zmienić temat i na nieszczęście mi się to nie udaje.
- Amanda… - zaczyna Xiumin, ale tym razem to ja mu przerywam.
- Yuta, mówcie Yuta błagam…
- W takim razie Yuta, może zostaniesz dziś u nas na noc?! – jest wyraźnie zadowolony ze swojego pomysłu.
- Eee… - jąkam się ale nie dane jest mi dokończyć.
- Tak! Zostań za niedługo już nie będziemy się aż tak często widywać, korzystajmy póki możemy. – popiera kolegę Sehun.
- To chyba nie jest dobry pomysł. – informuję smutnym głosem.
- Co? Dlaczego? Chyba, ze nie chcesz zostać. – mówią i pytają naraz.
- Byłoby mi miło, ale manager nie będzie miał nic przeciwko? – pytam szczerze bojąc się ponurego człowieka, który chyba nigdy normalnie ze mną nie rozmawiał. W sumie wujek  też taki jest w kontaktach z innymi.
- Coś ty! On cie lubi, zresztą nas jest więcej, możemy go zabić i zakopać w ogródku. – śmiało deklaruje Baekhyun wiedząc, ze tego typu żarty mnie nie przestraszą.
- Nie mam ubrań…
- Poradzimy sobie, niczym się nie przejmuj. – uśmiecha się miło Tao, co dodaje mi otuchy, wiec po chwili się zgadam.
Kończymy kolację i chłopcy postawiają, że będę spać, w którymś z ich pokoi. Wybrali więc po jednym przedstawicielu każdego z pomieszczeń i uznali, że rozwiążą to po męsku… grając w Papier, Kamień, Nożyce. Jak dzieci….
Wygrał Tao, który skakał po pokoju jak małe dziecko, które w nagrodę za posłuszność dostało lizaka.
- Przyniosę ci coś do spania. – mówi obojętnie Kris, jego głos w jakiś dziwny sposób mnie uspokaja.
Już po chwili stoję w łazience z wyciągniętą i bardzo za dużą koszulką z napisem „Kris” w rękach. Do tego dostałam jakieś dresy, które muszę mocno związać na biodrach, aby nie spadły. Z rezygnacją spoglądam w lustro, Jak z kiepskich filmów dla nastolatków. Wyglądałabym zapewne uroczo gdyby nie moja naturalna umiejętność, która nazywam „ Nie będę słodka nawet jeśli wytarzam się w  czekoladzie”. Krótka nazwa prawda?
- W końcu wychodzę z łazienki i czuje się nieswojo widząc ich w wszystkich w „piżamach”, składających się jedynie z szortów i koszulek.
- O jesteś nareszcie. – zaczyna Chen nie odrywając wzroku od ekranu. – Już się baliśmy, że cie kosmici porwali czy coś.
- Śmieszne. – stwierdzam bez zainteresowania zaczepką chłopaka. – Która godzina?
- Po 20:00 więc jeszcze nie tak późno. – informuje Kanadyjczyk spoglądając na zegarek. – Usiądź. – wskazuje na miejsce obok siebie na dużej kanapie.
- Ten film jest nudny, zróbmy coś innego. – zaczyna marudzić Lay.
- Jesteś taki mądry to wymyśl coś lepszego. – odgryza się SuHo, który wpadł na pomysł sensu.
- Zagrajmy w butelkę. – śmieje się Chanyeol, a ja w duchu błagam żeby to naprawdę był żart.
- Świetny pomysł. – wołają wszyscy chórkiem.
Ja przerażona? Wcale. Nie mam nic do ukrycia. No może oprócz tego, że śnicie mi się po nocach. No to po mnie. Jeszcze jak zapytają czy któryś z nich mi się podoba… no niby nikt, ale stres jest. W każdym razie, grunt to dyplomacja.
Zamyślona nie zauważam nawet, ze Tao zdążył już przynieść butelkę, i połowa zespołu siedzi po turecku na dywanie.
- Usiądźmy w kole, żeby nie było nieporozumień. – zarządza tym swoim niezainteresowanym głosem Kris.
Bez słowa ześlizguję się z kanapy i usadzam pomiędzy Luhanem i Sehunem. Kiedy wszyscy są już gotowi zaczynamy zabawę. Pierwszy kręci oczywiście Chen, czyli mogę się spodziewać tak krępującego pytania, że nawet jeśli nie będzie skierowane do mnie zrobię się cała czerwona. Butelka kręci się i kręci bez końca, Az w końcu wypada na Kai’a. Uf…
- Em… Oglądałeś kiedykolwiek filmy dla dorosłych? – pyta jakby chodziło o to jakie bułki wybrać na śniadanie.  
- Nie! – zaprzecza szybko.
- W tej grze chodzi o mówienie prawdy… - śmieje się pod nosem D.O.
Zaraz czy ja widziałam jak Kris posyła złe spojrzenie w stronę Chena a ten zawstydzony pochyla głowę?
- Teraz ty. – oznajmia podekscytowany Baekhyun wskazując na Jongina.
Ten nieco drżącą ręką wprawia naczynie w ruch. Tu chyba naprawdę zachodzą jakieś załamania czasowe bo to niemal niemożliwe aby ona kręciła się tak długo. W końcu zatrzymuje się na Tao… Teraz może być naprawdę ciekawie..
- No więc… - zaczyna.
- Czekaj musze iść o łazienki! – krzyczy nagle Tao i wybiega z pomieszczenia.

Po salonie od razu rozlega się pomruk niezadowolenia.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~`

Przepraszam, za tą jakość iż a to ze tak długo musieliście czekać, ale przygotowania do świąt całkowicie mnie pochłonęły... tyle do sprzątania. Mam nadzieję, że nie jest aż tak źle. 
WESOŁYCH ŚWIĄT! 

ASK.

niedziela, 6 kwietnia 2014

Rozdział 8 " Ktoś Inny"

Niechętnie odchodzę od chłopaka i zaczynam wspinać się po schodach, chcąc udać się do moich „uczniów”, z którymi mam odbyć lekcję.
- Yuta… - słyszę z dołu, wiec odwracam się  i patrzę w miejsce skąd dobiegał głos. – Zobaczymy się jeszcze przed odlotem?
- To się jeszcze okaże… - odpowiadam tajemniczo się uśmiechając.
Szczęśliwa udaję się do sali, w której mają odbyć się zajęcia. Po chwili jestem już na miejscu, nie obywa się oczywiście bez podziękowań od obydwu chłopaków. Gdy tylko zaczynamy grać chłopcy non stop ze sobą rywalizują, któremu lepiej wychodzi. To w sumie nawet zabawne.
Po skończonej lekcji udaję się do szefa wytwórni zapytać o cześć naszej umowy, która jeszcze nie została rozstrzygnięta. Mianowicie, miałam tylko przez jakiś czas latać tak pomiędzy tymi dwoma państwami, potem zaś pracować tylko w Chinach, a tutaj ktoś inny.
- Wiedząc, ze trzeba to, w końcu ustalić pukam do drzwi biura. Odpowiada mi krótkie „proszę”.
- Dzień Dobry. – mówię i kłaniam się, mimo, ze nie jestem pewna czy powinnam wykonywać ten gest.
- Witam. Chciałaś czegoś Amando? – pyta szorstkim głosem, co przyprawia mnie o ciarki.
- Chodzi o naszą umowę – mówi głos przypomina mi jak jako dziecko tłumaczyłam się z czegoś rodzicom… wtedy ich obchodziłam. – Znalazł pan już kogoś za mnie?
- Tak poznasz ją jutro. Chciałbym też abyś sprawdziła jej umiejętności. – tym razem łagodzi ton głosu widząc, ze nie marnuję niepotrzebnie jego czasu.
- Dobrze w takim razie, do widzenia. – oznajmiam i wychodzę na trzęsących się ciągle nogach z pomieszczenia.
Dlaczego rozmowy z nim zawsze wzbudzają we mnie takie negatywne emocje? Ten człowiek zdecydowanie powinien być milszy dla pracowników. Mam tylko nadzieje, ze nie robi chłopakom problemów. Ciekawe co za dziewczynę wybrał sobie na nową „gitarzystkę”. Błagam niech to nie będzie jakaś debilka. Której w głowie tylko sława chłopaków. Postaram się to zresztą sprawdzić, jak tylko będę mogła najlepiej. Wiem, ze to głupie ale ja się naprawdę martwię, chociaż w sumie niema o co. Jezu, gdyby ktoś kiedykolwiek chciał spisać moje myśli, byłyby tak chaotyczne, ze nie sposób byłoby je zrozumieć.
- Amanda! – słyszę za sobą znajomy głos. Odwracam się szybko na piecie i widzę szeroko uśmiechniętego Krisa.
- O cześć! – co ten mój głos taki zdenerwowany?
- Cześć. Ej, mam pytanie… Nie chciałbyś może przyjść do nas na kolację? – pyta, mam tylko nadzieje, ze nie widzi moich lekkich rumieńców, które z prędkością światła wdarły się na moją twarz.
- Um, a nie będę przeszkadzać?
- Ami! Gdybyś miała przeszkadzać, to bym cie nie zaprosił…
- Dobrze w takim razie chętnie przyjdę. Wyślesz mi adres SMSem?
-Dobrze. Do wieczora.
- Bay, bay.
Wymieniamy się numerami i wreszcie udaję się przed budynek. Zaciągam się „Świerzym powietrzem i dzwonie po taksówkę. Już po chwili siedzę w pojeździe zastanawiając się nad sensem życia. Bo ja chyba go nie widzę. Nigdy nie pasowałam do otoczenia. Byłam inna, nie przeszkadzało mi to, ale było męczące. Mało kto rozumie moje słowa. Zresztą kiedy je wypowiadam nawet dla mnie stają się pozbawione jakiego kol wiek sensu. Jestem głupia, bardzo. Na dodatek nie tak słodko głupiutka, tylko po prostu głupia.
Z rozmyślań wyrywa mnie tylko to, ze stoję przed drzwiami mieszkania i muszę sięgnąć po klucze, ukryte głęboko w czeluściach damskiej torebki. Oto cała ja, nie pamiętam teraz nawet jak zapłaciłam kierowcy. Musze chyba zacząć ćwiczyć swój mózg bo nie będzie ze mną dobrze.
Kiedy jestem już rozebrana udaję się niemal natychmiast do kuchni, już mam robić sobie coś do zjedzenia, ale w ostatniej chwili przypominam sobie o zaproszeniu Wu Fana. Spoglądam zrezygnowana na zegarek i widzę, ze jest już po szesnastej. Szybko pisze SMS do chłopaka pytając o której mam być u nich. Po chwili dostaję wiadomość, ze o osiemnastej mam być u nich. Czyli jeszcze coś zjem…
Ucieszona biorę się za robienie sałatki. Kroję wszystkie potrzebne składniki, dodaję sosu i gotowe. Siadam przy blacie kuchennym i jem czytając jednocześnie. Akcja szybko się rozkręca, a książka niemal wciąga mnie do środka, wiec kiedy po raz kolejny spoglądam na zegarek wiszący nad drzwiami staromodnej kuchni jest już po siedemnastej.  Jeśli teraz nie przestanę czytać to nie przestanę wcale wiec lepiej zacznę już się przygotowywać do kolacji.
Szybko wkładam brudne naczynia do zmywarki wyłączając jednocześnie laptopa. Idę do sypialni po drodze włączając jakiś kanał muzyczny, bo nie lubię ciszy. Do ubrania wybieram brzoskwiniową koszulę z lekkiego materiału i szare spodnie marchewki, do tego wisior na długim łańcuchu i jestem już prawie gotowa, jeszcze tylko makijaż. Szybkim krokiem udaję się do łazienki, tam delikatnie się maluję i udałam włosy prostownica w delikatne fale. Wychodząc już z łazienki utrwalam wszystko lakierem. Biorę do ręki telefon i spoglądam na godzinę, mam jeszcze trzydzieści minut. Z lekkim zdenerwowaniem pakuję do kopertówki telefon, chusteczki i inne potrzebne mi rzeczy. W tym samym czasie dzwonię po taksówkę . Jest za dziesięć, a dorm chłopaków jest jakieś piętnaście minut drogi stąd. Idealnie. Jeszcze tylko psiknięcie perfumom, przeglądnięcie się w lustrze i mogę wychodzić. Od razu stwierdzam, że botki na koturnie ni były najlepszym pomysłem. Jak ja nie lubię wysokich butów. No ale i tak jadę samochodem wiec to raczej bez różnicy.
Po dłuższej chwili stoję przed drzwiami ogromnego mieszkania zespołu, a nogi trzęsą mi się jak galaretki. Kurde. Mogłam tu jednak nie przychodzić, mogłam coś wymyślić…
Niepewnie naciskam na dzwonek i czekam, kiedy w końcu ktoś raczy otworzyć widzę przed sobą uśmiechniętego Baekhyuna.
- Cześć! Jesteś w końcu… głodny jestem a Kyungsoo i Lay podobno przygotowali coś pysznego. – śmieje się.
 - Cześć! Co za miłe powitanie! – odpowiadam podobni jak on siejąc się, chociaż bardziej ze zdenerwowania.
W przed pokoju z ulgą zdejmuję niewygodne obuwie. Nigdy więcej, od dziś chodzę w trampkach. Jedzenie jeszcze nie jest gotowe więc chłopcy zapraszają mnie do salonu, gdzie znaczna cześć zespołu ogląda jakąś idiotyczną dramę w telewizji. Witam się jeszcze z obecnymi w salonie i siadam na kanapie obok zajętego oglądaniem Krisa. Już  po chwili z kuchni, (jak się domyślam) słychać Wołanie o pomoc. Kai i SuHo niemal od razu i bez żadnych sprzeciwów. Jeszcze rozumiem SuHo jako lider ma obowiązki, ale Kai? Naprawdę?
Zaczynam się już naprawdę wciągać w tą durnotę z telewizji, kiedy słyszę wołanie Kyungsoo.
- Kolacja gotowa!
- Uch… w końcu. – słyszę za plecami i już po chwili widzę Baekhyuna pędzącego korytarzem.
- To się nazywa gościnność. – prycha Kris ze swoją wredną miną. – Do jadalni tędy. – wskazuje i bierze mnie pod rękę niczym dżentelmen z innej epoki.
Kątem oka zerkam na ZiTao, który wygląda jakby był zły na cały świat. A temu co znowu? Zwariuję jak tak dalej pójdzie. Taki mały książę z niego…
- Tak właściwie chciałam ci coś powiedzieć. To znaczy całemu zespołowi, ale najpierw tobie! W końcu jesteś liderem. – oświadczam na jednym wdechu a ten momentalnie się zatrzymuje.
- Coś się stało? Iść po SuHo? – wyraz jego twarzy z kamiennej zmienia się w zmartwioną w tak szybkim tempie, ze zastanawiam się czy to ćwiczył.
- Nie, nie ty wystarczysz… - dopiero po chwili uświadamiam sobie jak źle musiało to zabrzmieć. – To znaczy… chodzi o to, że nie mogę uczyć i Luhana, i Sehuna. Będę musiała zrezygnować z pracy tutaj. Jutro ma przyjść dziewczyna, która zajmie moje miejsce. – jego oczy momentalnie robią się tak wielkie, że można by go niemal pomylić z Kyungsoo. Patrzy tak chwilę aż w końcu słyszę jego drżący głos.
- Odchodzisz od nas?
- Co?! Nie! To znaczy… Te wszystkie przeloty wiele kosztują, a tak jedna osoba będzie uczyć w Korei, a druga w Chinach.- tłumaczę szybko, obserwując zdenerwowanego chłopaka.
- Um. Chłopakom będzie smutno… Szkoda, ze w tym zespole nic nie jest zależne od nas. – uśmiecha się smutno.
Przytulam go delikatnie szepcząc, żeby się nie smucił, zostaję w Chinach. W końcu stwierdzam, że trzeba iść bo bo dziwnie zniknęliśmy na długo.

----------------------------------------------------

Wyszedł bardzo chaotyczny prawda? Przepraszam za to. Dziękuję za komentarze, i rady. Będę się starać pisać coraz lepiej. Następny rozdział powinien pojawić sie za tydzień. ♥ Jeśli już tu jesteście to komentujcie.